wtorek, 11 września 2018

Problem, który odbiera nam radość zwiedzania. Uważaj i dobrze pilnuj swoich rzeczy!

Oto radosne zdjęcie wnuczka, któremu babcia myje ręce i śpiewa piosenki. Chłopczyk uwielbia lejącą się wodę, więc ma z tego świetną zabawę. W taki upał może się pochlapać i odświeżyć. Ja jako jego mama stałam po drugiej stronie obiektywu telefonu. Skupiona byłam na zabawianiu go, prowokowaniu by zrobił najpiękniejszy uśmiech do zdjęcia. To było tydzień temu w patio meczetu na Albaizinie w Granadzie. Jego przedsionek, ogrody z których widać Alhambrę i krany w których dokonuje się obmycia czystą wodą zdatną do picia dostępne są dla turystów. Wejść tam może każdy bez względu na wyznanie, tak więc i my weszliśmy. Społeczność muzułmańska Granady skupiona wokół meczetu jest bardzo zintegrowana. Vis a vis stoi kościół katolicki.

Problem, który odbiera nam radość zwiedzania. Uważaj i dobrze pilnuj swoich rzeczy!

Zdjęcie to pozoru jest sielankowe. Właśnie przez tę radość i beztroskę płynącą z niego mieliśmy kłopoty. Podczas wspólnego zwiedzania z rodziną gdy jesteśmy swobodni, bardzo łatwo się zapomnieć i stracić kontrolę nad tym co dzieje się dookoła nas. Jeśli się dobrze przyjrzysz - za chłopcem i babcią kręci się osoba w czerni, której inaczej nazwać się nie da - ŚWINIA!

Do kranów oprócz nas podchodziło wielu ludzi. Tuż za babcią znalazła się pewna kobieta. Muzułmanka - tak wnioskowałam po ubiorze. Całe ciało i włosy miała owinięte w czarną tkaninę, którą co rusz sobie poprawiała. Myła ręce i twarz. Postawiła obok siebie siatkę i butelkę z wodą. Bardzo się wierciła, co rusz coś przekładała. Prawie ocierała się o wypiętą pupę mojej mamy. Widziałam ją ale dalej śpiewałam synkowi piosenki by śmiał się do zdjęcia. 

Mama miała przewieszoną przez siebie torebkę. Specjalnie przesunęła ją sobie do tyłu aby nie wchodziła w zdjęcie. 

Pół godziny później gdy wracaliśmy do domu spostrzegła, że jej torebka jest otwarta. Zniknął jej portfel!

Były w nim tylko pieniądze - 50€. Na szczęście żadnych dokumentów, które zostawiła w moim domu. Przynajmniej coś dobrze zrobiła. Podobnie z resztą pieniędzy. 

To co miała przy sobie było tylko częścią budżetu jaki wzięła na przyjazd do Granady. Ale tak czy siak - została okradziona.

Nie mieliśmy wątpliwości, że musiała to być tamta kobieta. Po to podchodziła tak blisko. Po to ubrała czarny strój muzułmanki by ukryć pod nim swoją tożsamość i to co ukradnie. 

Każdy pomyśli, że ona tylko przyszła do meczetu aby się obmyć i udać na modlitwę. Tak też myślałam.

Mama wprawdzie nie załamała się tym tak bardzo ale ja byłam trochę zła na siebie. 

Przecież tą babę bardzo dobrze widziałam mimo skupienia na synku. Mimo to nie miałam jej dostatecznie na oku. Nie przypuszczałam, że może mieć złe zamiary na dodatek w miejscu świętym dla takich jak ona. 

Zbyt poniosłam się tej magii chwili i nie włączyłam ostrożności. 

Od razu zaczęłam myśleć co powinnam była zrobić. Pomysł na właściwą reakcję niestety przychodzi po fakcie. Powinnam odpuścić sobie cyknięcia kolejnych zdjęć i dokładnie patrzeć na nią. Wtedy być może przyłapałabym ją na gorącym uczynku. Jak będzie się wypierać to zacząć krzyczeć. Byli tam ludzie którzy od razu zablokowaliby wyjście z patio i sami złapalibyśmy delikwentkę. 

Oczywiście przejrzeliśmy dokładnie zdjęcia chłopca oraz filmik, bo też go nakręciliśmy. Widać wyraźnie, że z tyłu kręci się postać w czarnym stroju. Ale niestety nie udało się ująć momentu gdy kobieta sięga po portfel mojej mamy. Mielibyśmy dowód.

Ale kobiety i portfela szukać jak wiatru w polu. Tam jest tylu turystów. Ona mogła natychmiast czmychnąć zrzucając czarną chustę lub założyć na siebie co innego i nie wiedzielibyśmy kto nią jest.

Kieszonkowcy.

Jedna z największych plag dopadających turystów. Niby myślimy, że jesteśmy w danym miejscu bezpieczni, że policja kontroluje, że ludzie są uczciwi i złodziei coraz mniej. A jednak wszędzie jest ryzyko, że ktoś nam coś w podstępny sposób ukradnie. 

Oni znają takie sztuczki, że nim się obejrzysz - pozbawią Cię części lub całego dobytku, który wziąłeś w podróż. Najgorzej gdy jest to duża suma pieniędzy, wszystkie dokumenty czy telefon komórkowy. Wtedy będąc w podróży możemy mieć poważne kłopoty. Na złapanie złodzieja nie ma praktycznie żadnej gwarancji.

Myślę, że większość z Was miało w swoim życiu sytuację kiedy zostaliście okradzeni lub o mały włos tego uniknęliście. Na dodatek było to wtedy, gdy beztroska i życie chwilą zagłuszyły ostrożność. Jeśli chcecie możecie napisać o tym w komentarzu.

Pewnego razu mój gość, który odwiedził mnie w Granadzie został okradziony. Jechaliśmy autobusem. On usiadł obok młodego chłopaka, ubranego w grubą kurtkę co było dziwne jak na lato. Miał przy boku tzw. saszetkę „nerkę”, w której był portfel a w nim 300€. Chyba zapomniał zasunąć zamka. Ale myślał, że osłanianie ręką wystarczy. Po wyjściu z autobusu skapnął się, że portfela nie ma. Był pewny, że to ten chłopak, bo prawie się o niego ocierał.

Zgłosiliśmy to na policję, co kosztowało nas czekaniem w kolejce, stresem i  straconym czasem. Policjant zapewnił, że autobus jest monitorowany. Dlatego nasze zgłoszenie mogło co najwyżej posłużyć do identyfikacji złodzieja. Ale odzyskania kasy już nie. Zapomnij. Nie ma szans.

Moja marokańska teściowa możliwe, że cudem uniknęła kradzieży, na dodatek nie swoich pieniędzy. Gdy jechała do nas do Hiszpanii siostra dała jej bardzo dużą kwotę, z prośbą aby wysłała jej synowi za granicą, bo z Europy taniej niż z Maroka.

Teściowa poszła na miasto w poszukiwaniu znanego biura zajmującego się wysyłką kasy. Pytała o nie przechodniów, gdyż miało być w pobliżu. Nagle spostrzegła, że cały czas wlecze się za nią jakaś podejrzana kobieta i słucha jej pytań o drogę. Teściowa przestraszyła się. Odpuściła sobie. Wsiadła w najbliższy autobus i pojechała do domu. Wpłatę już później zrobił jej syn.

Jednak największa, powiedzmy – „kradzież stulecia” spotkała kiedyś mnie. Okradziono mnie podstępnie, drwiąco z uśmiechem na ustach. Po niej nieszczęścia posypały się jedno za drugim. Spotkało mnie upokorzenie.

To było pod koniec Eramusa w Hiszpanii. Odwiedził mnie kolega Polak mieszkający w Anglii. Mieliśmy zwiedzać Hiszpanię a zaraz potem razem polecieć na Wyspy, gdzie miałam nadzieję znaleźć pracę na wakacje. Bilety lotnicze były już kupione.

Jeździliśmy po Andaluzji wynajętym samochodem. Zatrzymaliśmy się na parkingu przy dzikiej plaży aby porobić zdjęcia moją nowiutką lustrzanką. Oprócz nas nie było nikogo. 

Nagle podjechał samochód w którym siedziało dwóch facetów i jedna kobieta. Po chwili baba wysiada i podchodzi do nas z mapą. Bierze nas z Anglików i pyta o drogę. Jest bardzo sympatyczna. Staram się jej wyjaśnić choć ona była jakaś niezdecydowana gdzie chce jechać. 

Po rozmowie wsiedliśmy do samochodu. Położyłam torbę z aparatem na podłodze pod tylnym siedzeniem. W torbie był ponadto paszport, karta bankomatowa, klucze do mieszkania i 20€.

Nagle kobieta ponownie podbiegła do naszego samochodu. Powiedzmy – wykorzystała ostania chwilę. 

Sama sobie otwiera tylne drzwi i zagląda do środka. Znów rozwija mapę i o coś się pyta. Ja tylko odwracam się i widzę jej gębę. Kolega nie zdążył zablokować drzwi.

Gdy wróciła do swojego auta kierowca w ciemnych okularach nawrócił i... zawadiacko się uśmiechnął, posyłając mi buziaka. Odjechali.

Co za świnia - myślę sobie. Wnet odwracam się do tyłu i spostrzegam, że...cholera...moja torba z aparatem zniknęła. 

To ta suka mi ją wyniosła. Pod mapą!

Chciałam reagować od razu. Lecz kolega nalegał, aby sprawdzić w bagażniku czy czasem tam nie wsadziłam. Pod tym naporem uległam, mimo że tłumaczyłam mu, że dobrze pamiętam gdzie ją położyłam.

Gdy okazało się, że w bagażniku jej nie ma (przecież mówiłam!) kolega dał znać, że jedziemy za nimi. Przez te przeszukiwanie byliśmy w plecy. 

Jeszcze przez moment ich widzieliśmy w oddali lecz niestety zgubiliśmy. Numeru rejestracyjnego nie zapamiętaliśmy. Objechaliśmy jeszcze okolice w poszukiwaniu zaparkowanego samochodu złodziei. Niestety przepadli.

Szybko zadzwoniłam do banku by zablokować kartę. Całe szczęście, że komórka mi ocalała, bo miałam ją w kieszeni.

Pojechaliśmy na policję. Tam dano mi do oglądania twarze kryminalistów. Była ich masa. Choć zapamiętałam twarz tej baby z wrednym uśmiechem wychyloną zza mapy to nie rozpoznałam jej na żadnym ze zdjęć.

Na odzyskanie mojego aparatu i dokumentów nie ma szans. 

To był dopiero początek problemów...

Wyprowadzka z wynajętego mieszkania. Teraz dziękowałam Bogu za kaucję, którą musiałam z trudem zapłacić gdy tu się wprowadzałam. Zwrócono mi ją. Dzięki niej mogłam zapłacić rachunki, dorobić właścicielowi utracony klucz i mieć trochę kasy na drogę. Przynajmniej tutaj nie było tego złego.

Potem przelot do Anglii a ja nie mam paszportu. Polska nie była wtedy w strefie Schengen. Sam dowód osobisty nie wystarczył. Po wielu prośbach i lamentach wpuszczono mnie na zaświadczenie z policji o jego kradzieży.

Lecz najgorsze było już na miejscu. Kolega i jego znajomi pozwolili mi zostać w wynajętym domku za darmo tylko 2 tygodnie. Potem miałam znaleźć pracę i się dokładać lub iść na swoje. 

Z pracą było trudniej niż myślałam. Obiecywali mi, że to przecież UK więc leży na ulicy. Stali czytelnicy moich blogów wiedzą, tutaj pech prześladuje mnie całe życie. Nie udawało mi się znaleźć żadnej, nawet jako kelnerka czy sprzątaczka. Raz, że nikogo akurat nie szukali. Dwa, że brak paszportu nie pozwolił mi na wyrobienie koniecznego numeru ubezpieczenia aby móc legalnie pracować. Nie miałam już kasy na życie, na transport, na opłaty, na zrobienie nowego paszportu w konsulacie który jako utracony jest dużo droższy. Z braku karty bankomatowej nie miałam dostępu do swoich pieniędzy. 

Ponieważ kolega musiał mnie utrzymywać to zaczął stawiać mi wymagania i pomiatać. Krzyczał na mnie np. za to że niechcący zbiłam talerz. Nasze relacje się popsuły. Nie miałam już za co kupić jedzenia. Z zazdrością patrzyłam jak lokatorzy zamawiają sobie wielką pizzę. Popadłam w depresję.

Nie mogłam tu dłużej zostać. Za kupiony przez rodziców bilet wróciłam do Polski.

Później z paszportem dobrze się ułożyło. Został znaleziony i anulowany. Gdy wyrabiałam w Polsce nowy nie musiałam już płacić tak drogo jak za utracony.

Choć najbardziej było mi żal aparatu, zrobionych zdjęć oraz tego co musiałam przejść w Anglii. 

Wszystko to było konsekwencją tamtej kradzieży. Niepohamowana radość zwiedzania doprowadziła do zniszczenia mi miesiąca życia.

Problem, który odbiera nam radość zwiedzania. Uważaj i dobrze pilnuj swoich rzeczy!

Nie będę się jednak mądrzyć, że trzeba było uważać a wtedy by do tego nie doszło. Nawet jak jesteś ostrożna to nie sprawi, że na 100% unikniesz złodzieja. Kieszonkowcy dobrze wiedzą jak działać, jakie twoje słabości wykorzystać, że nawet się nie spodziewasz. Jednak warto wiedzieć, że główne słabości na jakich żerują to: emocje, życie chwilą, beztroska i automatyczne nawyki. One same Cię opanowują kiedy ulegasz wakacyjnemu szaleństwu i radości chwil.

Aby przynajmniej zminimalizować ryzyko kradzieży trzeba postawić na samokontrolę. Co warto zrobić?

1. Podczas zwiedzania można wrzucić na luz i żyć chwilą… jednak do czasu. W momencie kiedy otaczają Cię lub podchodzą do Ciebie jacyś ludzie, a już w ogóle gdy ich wygląd czy ubiór budzi podejrzenie to czym prędzej włącz myślenie i samokontrolę. Nawet gdy bawisz się z dzieckiem, wygłupiasz się ze znajomymi, rozmawiasz z fajna osobą Twoje emocje i automatyczne nawyki powinna być zamknięte w bagażniku samochodu.

2. Dokładnie obserwuj ich. Zwracaj uwagę na dziwne podejrzane cechy w ich ubiorze np. gruba kurtka w zimie, szerokie okrycie ciała. Oczywiście pozory mogą mylić ale ostrożności nigdy za dużo.

3. Gdy znajdziesz się w tłumie albo jesteś na odludziu i niedaleko kręci się jakiś typ to tym bardziej pilnuj swoich cennych rzeczy. Zasuń zamki od kieszeni, toreb czy plecaków, trzymaj na nich ręce, noś ściśnięte pod pachą lub z przodu.

4. Gdy musisz swoje rzeczy gdzieś odłożyć - nie spuszczaj z nich oka lub niech ktoś z Twojej grupy lub zaufana osoba ich popilnuje.

5. Gdy jest Was więcej, pilnujcie się nawzajem. Obserwujcie siebie, innych ludzi, swoje rzeczy.

6. Nie afiszuj się publicznie jak wiele posiadasz. Portfel, banknoty jak musisz wyjąć - wyjmuj dyskretnie. Co do robienia zdjęć dobrym aparatem - punkt wyżej. Nie mów też głośno do innych, do twoich znajomych, że masz przy sobie dużo kasy. Różnica językowa już nie jest ochroną. Nie wyobrazisz sobie jak wiele miejscowych na całym świecie może rozumieć po polsku. Choć samo „niedemonstrowanie bogactwa” nie wystarczy. Już sam wygląd "białego" turysty czy cudzoziemca znaczy "kasa".

7. Jeśli jesteś kierowcą, niech blokowanie wszystkich drzwi i zasuwanie okien stanie się Twoim automatycznym nawykiem natychmiast jak wsiądziesz do samochodu.

8. Przede wszystkim nie noś całego swojego dobytku ze sobą. Część zostaw w swojej bazie noclegowej. Jeśli jakiś dokumentów nie będziesz tego dnia potrzebować - nie bierz ich.

9. Dobrze jest rozdzielić cenne rzeczy. Np. portfel w plecaku, część kasy, karty bankowe w saszetce, telefon w kieszeni. To co cenniejsze w trudniej dostępnych miejscach. Złodziej działa szybko, złapie pierwsze lepsze. Reszta przynajmniej ci zostanie.

10. Czasami mamy wszywają dzieciom specjalne woreczki wewnątrz spodni, doszyte do pasa od środka na kieszonkowe. Może też warto coś takiego sobie doszyć? 

11. Jak już stanie się najgorsze - zgłosić na policje. Zwłaszcza kradzież dokumentów. To raczej pewne, że policja na bank sprawcy nie złapie, własności nie odzyskasz (może dokumenty się znajdą ale kasa czy cenny przedmiot - zapomnij). Musiałby się zdarzyć tylko cud. Ale zaświadczenie o kradzieży może się przydać w wielu formalnościach. Ja cudem na nie wjechałam do Anglii bez paszportu. 

12. Gdy złapiesz sukinsyna na gorącym uczynku... Nigdy nie miałam takiego szczęścia. Ale chyba warto narobić szumu czy zwrócić się do konkretnych osób co znajdą się obok o pomoc. Złodziej jest sprytny, będzie się wymigiwał. Więc lepiej mieć więcej świadków co przynajmniej go onieśmielą a nawet zatrzymają.

Nie raz zdarza mi się za bardzo żyć chwilą, chłonąć świat który mnie otacza albo wręcz odwrotnie - pogrążać się w myślach. Nie tylko gdy zwiedzam ale także gdy jestem na spacerze z dzieckiem. Często z nim w turystyczne dzielnice Granady, bo przecież mają swój urok. 

Wtedy najłatwiej jest zapomnieć o ostrożności i uwadze na potencjalnych złodziei co mogą mieć mnie na oku. Mam jeszcze torby i wózek. Jeśli jestem na czymś skupiona, to głównie na synku co sprawia, że czasem spuszczam z oka jakąś moją rzecz.

Niby kobieta ma podzielną uwagę. Staram się tę umiejętność wykorzystywać. Ale to też ma to swoje granice. Czasem na takich spacerach czuję niepokój, bo wiem, że z cwanym sukinsynem, który umie manipulować i wykorzystać każdą okazję nie mam szans.

Owszem, fatalistą być nie warto. Bo nie zawsze coś złego musi się stać. Ponoć większość naszych obaw nigdy się nie przydarzy.

Jednak upajanie się chwilą, radość i niepohamowane emocje niestety zawsze będą złymi doradcami w sytuacjach potencjalnego zagrożenia. Mogą być okazją do zrobienia nas w konia i śmiania się nam w twarz nim się ockniemy. 

Korzystaj z nich, ale z umiarem.

Z naszych wyjazdów, wycieczek i spacerów będziemy się najbardziej cieszyć, kiedy wrócimy z nich z tym co mamy, kiedy nasze pieniądze i cenne rzeczy ocaleją. Tak naprawdę to one sprawiają, że korzystamy z nich w pełni, bo mamy na to środki i święty spokój od stresu wywołanego rozwiązywaniem nagłych problemów. 

To wszystko nam zapewnia dobre wspomnienia i prawdziwą wolność. Szkoda jest je stracić dla kilku przelotnych chwil beztroskiego luzu a tym samym nieuwagi.

Zdjęcia: Dorkita i pixlr

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Disqus - Kuskus, czyli Zapraszam na Feedback ;)