wtorek, 25 kwietnia 2017

W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller

Zapraszam na wywiad z Anną (Malaiką) która dzieli swoje życie pomiędzy Austrią a Marokiem. Organizuje niezwykłe wyprawy jako Tinire Inspiration podczas których zaraża innych pasją poznawania geografii, historii i kultury tego kraju. Być może kojarzycie ją z „babskich wypraw do Maroka”, na które być może traficie w sieci szukając informacji o podróżach na pustynię, by spędzić czas wśród Nomadów i Berberów. Teraz realizuje swój projekt budowy obozowiska, w którym odbywać się będą warsztaty. Anna mogłaby gadać o Maroku w nieskończoność. Przez to wywiad z nią zmienił się w prawdziwą Marokopedię.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller
Zdjęcie: Paulina Shoota
Aniu, przedstaw się i powiedz co oznacza Twoje drugie imię?

Witam, Salam. Nazywam się Anna Kitzmüller a moje drugie marokańskie imię Malaika to ksywka. Nadali mi je Nomadzi i oznacza Anioł. Nie wiem czy mam duszę Anioła, czasem jestem zbyt energiczna, nakręcona, nie usiedzę w miejscu i gaduła straszna a jaka pyskata czasem :) Anioły mają dla mnie coś wspólnego z anielskim spokojem. No cóż, może w moim wypadku, nie chodzi o cechy charakteru, tylko bardziej o uczynki.

Z wykształcenia jestem pedagogiem terapeutycznym, szalona podróżniczka nie bojąca sie pająków i skorpionów. Ukończyłam Akademię dla przewodników turystycznych oraz szkołę tkactwa artystycznego i ceramiki. Jestem zakochana w prostym życiu i "Prostych" ludziach a prywatnie jestem mamą dwóch indywidualistów, którzy czasem stawiają cały moj świat na glowie :) Chciałabym też byś posiadaczką białego wielbłądka ale jeszcze nie udało mi się zrealizować tego marzenia.

Jak wyglądała Twoja droga życiowa aż do dziś i jak zaprowadziła Cię do Twojej największej pasji - Maroka?

Moja droga życiowa była dość kręta. Bardzo często zmienialiśmy miejsca zamieszkania. Urodziłam sie w Warszawie. Mój tata był lekarzem z powołaniem a mama agrotechnikiem i projektowała piękne ogrody. Mam również jedną siostrę. Kiedy miałam 2 lata rodzicom zamarzyła się wieś i tak trafiliśmy do małej wioski w województwie zielonogórskim. To były najpiękniejsze lata mojego życia. Absolutna wolność, duży kontakt z naturą. Mama skompletowala nawet mały zwierzyniec dla nas. Rodzice prowadzili otwarty dom, który był pełen dorosłych i dzieci, w którym było zawsze gwarnie. Myślę, że właśnie te 5 lat pobytu w tej wiosce bardzo mnie ukształtowały. Nauczyłam się nawiązywać szybko kontakty z ludźmi jak i tolerancji. Miłości i szacunku do natury i do ludzi.

Potem przeprowadziliśmy się mniej więcej co 5 lat, raz miasto, raz wieś aż znowu trafiłam do Warszawy. Po maturze wyjechałem do Austrii gdzie mieszkam już od 1989 roku. Udało mi sie jednak ukończyć studia w Polsce a w Austrii między innymi ukończyłam Akademię dla przewodników turystycznych. Zawsze lubiłam podróże a w tym czasie najbardziej zaczęły mnie interesować tereny Maghrebu. Może oprocz Tunezji. 

Potem przyszły na świat dzieci, mam ich dwójkę: Kaja i Max, dlatego nie mogłam zbyt często wyjeżdżać. Kiedy najmłodsze miało 3 lata, w 2005, wyjechałem pierwszy raz do Maroka, o którym już dość długo marzyłam. Była to wykupiona wycieczka w biurze podróży. Dzisiaj już nie lubię wycieczek organizowanych przez biura podróży ale wtedy wrażenia wystarczyły do tego żebym wiedziała, że kiedyś do Maroka wrócę. Nie wiedziałam tylko jednego, mianowicie tego, że żadnego miejsca w życiu już tak nie pokocham jak właśnie Saharę, właśnie tą marokańską.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller

Pamiętasz dobrze swoje pierwsze wrażenia w tym kraju? Jakie były? Czego oczekiwałeś? Co cię zaskoczyło?

W 2005 roku podczas wyjazdu do Maroka zrobił na mnie wrażenie Plac Djemaa el Fna (wtedy wyglądał zupełnie inaczej), góry Atlas, kozy na drzewach arganowych i pobyt w hammam. Wtedy nie byłam jescze na pustyni. Ale jak już wcześniej wspomniałam, wyjazd ten pozostawił u mnie to najważniejsze uczucie, że muszę tu znowu wrócić i tak sie stało w 2015 roku. Przyjechałam do Maroka w czerwcu na tydzień. Pierwszym wrażeniem były zapachy, począwszy od lotniska w Marrakechu. Nigdy go nie zapomnę. I tak po kolei poznawałam, że każde miejsce ma swój specyficzny zapach, każde miasto, wieś, jak i pustynia.

Zapach piasku pustyni zawsze mi towarzyszy. Pamiętam jak podczas pierwszej podróży w 2015 r. jechałam autobusem z Marrakechu do wioseczki Tagounite, ok 10 godz. Serce mi waliło jak młot im bliżej zbliżyliśmy sie do celu. Miałam sie zatrzymać u rodziny Berberów. Nie obawiałam się, że coś mi się złego stanie ale tego czy zostanę tam zaakceptowana, jak się będę z ludźmi porozumiewać, bo większość tych starszych mieszkańców porozumiewa się w dialekcie. Stało sie jednak to czego bardzo chciałam. Nie tylko zostałam zaakceptowana ale mieszkańcy wpuścili mnie do swoich serc. Spędziłam wtedy również swoje urodziny na pustyni. Czy było to może właśnie symboliczne odrodzenie się na nowo, rozpoczęcie kolejnego etapu w moim życiu? Może właśnie tak było. Po tygodniu ze smutkiem musiałam wyjechać aby po 2 tyg tak zatęsknić, że wrociłam w lipcu i zostałam wtedy już na cały miesiąc. Nie miałam zupełnie żadnych oczekiwań, chciałam żeby było zupełnie spontanicznie i najważniejsze dla mnie było to, żeby ten czas spędzić wśród tubylców i jak najwięcej brać udział w ich codziennym życiu i zajęciach jak i w życiu społeczności z wsi Tagounite, za co jestem też bardzo wdzięczna losowi, że mogłam uczestniczyć w świętowaniu Ramadanu u tejże rodziny ze wszystkimi związanymi z nim tradycjami. 


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller
Zdjęcie: Paulina Shoota
Po tym miesięcznym pobycie poznałam co znaczy rodzina. To niesamowite więzi rodzinne, ogromna siła i moc. Zaskoczyła mnie rola i pozycja matki, samodzielność dzieci, to że można zupełnie nieźle przeżyć 60°C upały, i że można jeść po samo bebe a i tak tutaj się schudnie. To jak ludzie sobie radzą i na wszystko znajdują rozwiązanie, świetnie funkcjonujący pomysł kredytów na zeszyt, pomoc sąsiedzka, niesamowite zdolności w nauce języków obcych. Na pustyni zaskoczyło mnie to, że nie jest na niej nigdy ciemno. Piasek odbija światło gwiazd i księżyca, widać również jak na dłoni, że ziemia jest okrągła, gwiazdy sięgają horyzontu. Co ciekawe księżyc jest rogalikiem ale oświetlonym od dołu kiedy u nas w Europie od góry w tym samym czasie.


http://www.kroplaarganu.com/2017/04/w-podrozy-o-zapachu-miety-wywiad-z-anna.html
Zdjęcie: Paulina Shoota
Po tym miesiącu wiedziałam już a nawet byłam pewna, że Maroko a szczególnie te tereny stały się moim drugim domem i że zwiążę je z moim życiem prywatnym, zawodowym i pasją. Od tego czasu byłam w Maroku 12 razy, raz dłużej raz krócej. Tak powstała Tinire Inspiration - Podróże o zapachu mięty, która nie organizuje wycieczek ale wyprawy, w których najważniejszy jest duży kontakt z miejscowymi i poznanie ich kultury, tradycji, zwyczajów i codziennego życia.

Ludność Maroka jest zróżnicowana i każda ma swoją kulturę. Wśród której ludności, grupa etnicznej, plemienia najlepiej się odnalazłaś?

Nie zdążyłam jeszcze odwiedzić wielu miejsc i poznać wielu ludzi. Ale zamierzam to zrealizować w maju. Dotrzeć tam, gdzie niewielu dociera, odkryć nowe miejsca i poznać nowych ludzi. Tym razem również do Berberów ale w jaskiniach w górach Atlas, pobyć tam jakiś czas. Do tej pory najwięcej czasu spędzałam z Berberami i z Nomadami żyjącymi na pustyni. Dlatego też, ponieważ znam ich najlepiej, tam się odnajduję. Wiele się od nich nauczyłam. Taka swoista szkoła życia. Życie nie jest tam łatwe, czasem bardzo ciężkie ale ludzie są szczęśliwi, wiedzą co jest w życiu najważniejsze, mają inne priorytety. Nie mają innego wyboru, myślą o dniu dzisiejszym, nie myślą o jutrze i o tym co było wczoraj. Liczy sie dzień a nawet konkretny moment w tym dniu i na tym sie koncentrują. Lubię proste życie i nie muszę mieć stale wygód. Pobyt tam oczyszcza wewnętrznie i można poczuć, kiedy sie już wsiąknie w te atmosfere, że do szczęścia niewiele potrzeba. Lubię ich rytm życia, zajęć domowych. Wszystko ma swój czas, tworzy harmonię a co za tym idzie poczucie spokoju. Od dziesiątek lat niewiele się tam zmienia.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller
Zdjęcie: Paulina Shoota
Niedawno mieliśmy w Polsce zjazd rodzinny. Do tej pory myślałem, że płynie we mnie po części krew tatarska a okazało się, że to jednak krew maghrebska. To by wiele wyjaśniało np. czemu mnie tak strasznie w te okolice ciągnie. Już jako dziecko uwielbiałam palic ogniska, siedzieć przy nich i dumać. Lubię się również handlować. Podobno moi przodkowie byli jednymi z ważniejszych handlarzy bawełną. Coś w tym jest. Genów nie oszukasz .

Pytanie o szczegół z ich kultury. Wiesz czemu Berberyjki czy nomadki robią sobie ten dziwny tatuaż na brodzie?

Tatuaże berberyjskich kobiet zajmują miejsce w historii Amazigh od wielu, wielu wieków. Na tatuowanie używa się w marokańskim arabskim inaczej darija określenia washm lub usham i wykonuje się błękitnym barwnikiem z indygowca, w biedniejszej formie z węgla drzewnego bądź sądzy. Tatuowano twarze ale również przedramiona, nadgarstki i łydki. Wśród wzorów były litery, symbole i ornamenty jak i różnego rodzaju krzyże oraz wiele, wiele innych motywów inspirowanych przez naturę jak zwierzęta, drzewa, palmy, księżyc, gwiazdy, węże, skorpiony, motyle, ryby. Ornamenty te mają znaczenie symboliczne i ochronne. 

Jeśli chodzi o samą twarz to symbole umieszczone były na niej między brwiami, na policzkach, skroniach, na podbródku a czasem też na czubku nosa. W czasach kolonialnych podobno oszpecono w ten sposób ładne dziewczynki żeby nie były porywane przez Francuzów. W innych znowu czasach noszono je na twarzy kiedy odbywała się ceremonia ślubna w rodzinie, te utrzymywały się tylko parę dni.

Jeśli chodzi o Twoje pytania znaczenia tatuażu na brodzie, często punkty, zygzaki, kreski, ponieważ nie jestem specjaliską od tatuaży powiem co słyszałam od swojego znajomego, który jest Berberem a jego mama nosi taki właśnie tatuaż na twarzy. Dowiedziałam się od niego, że każdy region ma swój wzór. Pozwalają one rozpoznać z jakiego regionu kobieta pochodzi i do jakiego plemienia należy.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller
Źródło: https://www.pinterest.com/pin/468726273688823754/
Taki tatuaż jak ma kobieta na zdjęciu oznacza np, że pochodzi z ait hdid z wysokiego Atlasu. Inny z symboli oznacza czy kobieta jest zamężna i ile ma dzieci ale ten typ tatuażu noszą na twarzach tylko berberyjskie kobiety zamieszkujące północne Maroko i Algierię. Zwyczaj robienia tatuaży wśród Berberów i Nomadów praktycznie już zanikł z racji migrowania ich do miast i wpływów kultury arabskiej.

Znalazłaś pomysł na siebie w Maroku - organizowanie nietypowych wypraw przy których współpracują osoby z Polski, Maroka i Austrii. Wyprawy dla par, kobiece wyjazdy takie jak Babska Majówka w tym roku, liczne warsztaty a wszystko w kontakcie z prawdziwym życiem. Jak wygląda Wasz program wycieczki i czego się można spodziewać?

Wielu ludzi organizuje teraz różnego rodzaju wyprawy w kierunku Maroka. Często jednak są to wyprawy krótkie i za cel mają odwiedzenie jak najwięcej miejsc. Ja chciałam zrobić coś innego. Umożliwić moim gościom wsiąknięcie w atmosferę w miejscach, które odwiedzamy i odcięcia sie od pędu życia jakie mamy na codzień. Żeby czas się dla nich zatrzymał i nauczyli się oni cieszyć chwilą. 

Tak jak już wczesniej mowiłam, moim celem wypraw jest jak największy kontakt moich gości z prawdziwym życiem w Maroku i jego mieszkańcami. Czasem bardzo brutalnym ale prawdziwym. Tylko wtedy coś w nas po takiej wyprawie pozostaje, zmienia nas i nasze postrzeganie świata, innych kultur. 

Myślę, że stajemy się bardziej tolerancyjni i otwarci. Współpracuję z ludźmi mieszkającymi w tych regionach i znającymi swoją kulturę i zwyczaje. Stali się już właściwie moimi przyjaciółmi.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller

W tym momencie w naszych ofertach oprócz "Babskich wypraw ", które zresztą uwielbiam ze względu na ich specyficzna atmosferę i poczucie solidarności mamy dwie wyprawy połączone z warsztatami

Pierwsza to warsztaty dla kobiet, które z jakichś powodów zgubiły siebie w biegu życia, potrzebują dystansu, pobycia trochę w ciszy, chcą odnaleźć swoją kobiecość od nowa, poprawić komunikację i popracować nad poprawieniem relacji i nauczyć się celebrować chwile. Kobiety te mogą poznać sytuacje jak kobiety z innej kultury radzą sobie z problemami właśnie typowo kobiecymi. Wiele się można od nich nauczyć np. jak ważny jest czas tylko dla siebie i że mamy do tego prawo. Można to zauważyć w cotygodniowych odwiedzinach hammamu. W berberyjskich kobietach jest moc. Będę się starała, żeby kobiety biorące udział w tych warsztatach, miały możliwość pobycia jakichś czas z kobietami Saharyjskimi.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller

W planach są też tego typu warsztaty dla mężczyzn i mieszane. Wtedy warsztaty te będą się odbywały 3 razy w roku:  indywidualnie, w parach oraz grupowo. Na wiosnę i jesienią. Pierwsze warsztaty odbędą się w tym roku we wrześniu. Współpracuje przy organizacji tych warsztatów z Urszulą Barbarą Kowalski, pedagogiem, trenerem, certyfikowanym psychoterapeuta Terapii Systemowej, doradcą rodzinnym, współzałożycielka Centrum Pozytywnego Rozwoju oraz u mojego boku stoją miejscowi: pomocnicy, przyjaciele, którzy zrobią wszystko byśmy byli zadowolone i szczęśliwe.

Drugie warsztaty są dla artystycznych dusz / florystów, na których będziemy starali sie przybliżyć różnorodność flory na terenach Maroka jak i wykonamy Land Art na pustyni bądź nad oceanem. Oczywiście warsztaty będą wkomponowane w program, gdzie będziemy odwiedzać również inne miejsca i przeżywać różne przygody. Jedne warsztaty będą sie odbywać we wrześniu a drugie w maju i połączone będą z uczestniczeniem w festiwalu róż.

W programie zawierają się dni zwiedzania i trekkingu i dni stacjonarne, od oceanu aż po pustynie. Będziemy uczyć się wspólnie gotować typowe potrawy, będzie przejażdżka karawaną na wielbłądach, będzie trekking przez pustynię, biwak, pieczenie chleba w piasku, wylegiwanie się na piasku, śpiewanie, nocne ogniska w świetle gwiazd, wróżby, tańce i rozmowy do rana, babskie przebieranki i sesja z orientalnym makijażem. Będziemy grillować na dzikim brzegu Oceanu, jeść kupione przez nas ryby i nocować w namiocie, pluskać się w wodzie, jeździć konno no i na pewno nie zabraknie odwiedzenia hammamu. Na pewno coś się jeszcze spontanicznie wydarzy, może jakiś ślub u sąsiadów albo narodziny baranka :)

W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller
Zdjęcie: Paulina Shoota
Oczywiście obok tych projektów i babskiej wyprawy mamy w ofercie całą paletę innych wypraw. Czy to w góry, czy podróże kulinarne i śladami przypraw, trekkingi po pustyni, trekkingi dzikim wybrzeżem oceanu z biwakiem, trekkingi i wyprawy rodzinne śladami berberów, wyprawy ornitologiczne, śladami dinozaurów. Możemy też spotkać Szamanów. Wszystko jest możliwe :) Wyprawy odbywają sie już od 6 osób, grupa nigdy nie jest większa niż 12 osób.

Pamiętasz jakieś szczególne wydarzenie, przygodę, zabawną sytuację z takiej wyprawy?

Pamiętam burzę piaskową z deszczem, piorunami. Siedzieliśmy prawie całe 2 dni w namiocie, bo nie było zupełnie możliwości wyjść na zewnątrz. Piasek momentalnie znajdował się w ustach, nosie, uszach, oczach. Zawsze przywożę na sobie albo w bagażu mnóstwo piasku z Sahary do wiedeńskiego domu. Mam specjalny pojemniczek do którego go zbieram, mam już prawie swoja prywatna Saharę w domu, tyle się go nazbierało. Burza ta narobiła wtedy dużo zniszczeń, połamała namioty.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller
Zdjęcie: Paulina Shoota
Inna przygoda wydarzyła się czasie kiedy przyjeżdżali do nas wolontariusze, a wtedy było wśród nich 2 muzyków. W pewnej chwili usiedli oni w ogrodzie pod namiotem z zaczeli pobrzękiwać sobie na gitarach i improwizować. Potem dosiadłam się ja i parę innych osob z pojemnikami po wodzie, które posłużyły nam za bębny. Doszli do nas chłopcy (Berberowie) zwabieni tym koncertem i zaczęli śpiewać do tej muzyki tradycyjne piosenki. I tak zebrało sie nas chyba z 10 osób. Uśmiechy nie schodziły nam z ust. Każdy chciał dołożyć do tego dzieła swoją cegiełkę. Te nasze wyczyny były nagrane. Potem się dowiedziałam, że to nagranie zostało obrobione i znajduje się jako jedna z pozycji na CD wydanym przez jednego z tych właśnie muzyków, wśród innych utworów, które zostały nagrane podczas jego rocznej podróży po Maroku, Portugalii i Hiszpanii. Czasem odosobnienie, brak bodźców pobudza fantazję i robi się fajne rzeczy małym nakładem.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller

A tak prywatnie nigdy nie zapomnę uciechy jaką zgotowałam mieszkańcom Tagounite, kupując na targu 3 kozy: matkę i 2 małe koźlątka. Wracając z nimi z targu, jedną niosłam na rękach a matka z drugim koźlątkiem była w wózku ciągniętym przez dwóch małych chłopców, którzy mi pomogli. Nie mogłam znaleźć drogi do domu. Tam wszystko tak samo wygląda i krążyłam z nimi chyba z poł godziny. Kozy meczały w niebogłosy a ludzie się pokładali ze śmiechu. Miejscowi jeszcze długo opowiadali sobie historie Malaiki i jak to kupowała kozy na targu. Wcale bym się nie zdziwiła jakby te historie przekazywano sobie z pokolenia na pokolenie, bo komiczne to było niesamowicie.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller
W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller

A z tych historii z nutką grozy był na pewno wielogodzinny pobyt samym w obozowisku, gdzie w promieniu 30 km nie było nic i nikogo. W oddali dochodziły strzały ze strzelniczych ćwiczeń wojska, których moc potrajało echo niosące je przez otaczające obozowisko góry Atlasu.

Z punktu widzenia firmy. Czy łatwo się przebić na marokańskim rynku turystycznym. Co jest największym wyzwaniem?

W Maroku jest dużo ofert miejscowych firm turystycznych jak i dużo osób prywatnych z innych krajów organizuje wyprawy. Dlatego dobrze jest mieć jakiś pomysł na swoją działalność, starać się oferować gościom coś nowego, innego niż standardowe oferty, bo to każdego z nas organizatorów wyróżnia. Dlatego tak ważne jest również aby samemu ciągle poznawać nowe miejsca i możliwości, szukać nowych pomysłów.

Najważniejsze i najtrudniejsze do wykonania jest znalezienie naprawdę odpowiedzialnych, zdyscyplinowanych i dobrze przygotowanych przewodników z którymi chce się wspołpracować. Takich, którzy lubią to co robią i chętnie się swoją wiedzą dzielą. Takich na których zawsze można liczyć. Na szczęście ja drogą prób i błędow takich znalazłam. Jeśli chodzi o formalności związane z możliwością prowadzenia takich wypraw, to nie ma specjalnie dużych trudności.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller

Z punktu widzenia turysty / podróżnika? Jak przygotować się do wyjazdu do Maroka? Co zabrać, jak się ubrać, jak szukać noclegu, transportu, na co uważać? A Ty jak możesz mu pomóc w przygotowaniu?

W pierwszej kolejności trzeba przezwyciężyć strach i otworzyć się na nowe. Dobrze jest też zapoznać się przed wyjazdem z historią i kulturą Maroka. Wielu ludzi obawia się wyjazdów do Maroka. Mówię tu w szczególności o Polskich gościach, bo wiem, że mają sporo obaw. Maroko jest bezpieczne dla turystów a ludzie mili i bardzo pomocni.

Jeśli chodzi o przygotowania to powinniśmy wiedzieć parę podstawowych rzeczy:

Wjeżdżając do Maroka Polacy nie potrzebują wizy tylko paszport ważny przynajmniej 6 miesięcy. Mówię to, bo miałam przypadek, że jeden z gości myślał, że może wjechać na dowód osobisty. Na terenie Maroka można przebywać do 90 dni a w roku 6 miesięcy, chyba że ma się zarejestrowaną działalność. Nie musimy natomiast posiadać biletu powrotnego. Goście wybierający się na Saharę Zachodnią, która jest terytorium administrowanym przez Maroko, również wizy nie potrzebują.

Nie są wymagane szczepienia ale niektóre są zalecane tak jak tężec oraz żółtaczka pokarmowa.

Kolejną rzeczą jest ubranie. To wszystko zależy gdzie chcemy się wybrać. Maroko jest krajem gdzie dominują kultura i obyczaje muzułmańskie, w którym zdecydowana większość obywateli wyznaje islam więc szczególnie w małych miasteczkach i na wsiach powinno się zwracać uwagę żeby ubranie było odpowiednie tzn. najlepiej długa sukienka, spódnica bądź spodnie, koszulka z rękawem i niezbyt duży dekolt. Wtedy i goście i mieszkańcy będą się czuli komfortowo i podchodzili z szacunkiem w stosunku do siebie.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller

Jesli się wybieramy w góry dobrze jest mieć buty trekkingowe za kostkę, sandały trekkingowe i zawsze coś ciepłego, bo w górach jest dużo chłodniej. Na pustynię potrzebne będą dobre okulary przeciwsłoneczne, najlepiej zakryte po bokach, spodnie, najlepiej takie z odpinaną nogawką, nakrycie głowy takie żeby rownież nakrywało kark, krem z filtrem, najmniej z filtrem 30, lekkie buty do kostki.

Ja osobiście nigdy nie ruszam się ani na krok bez wilgotnych chusteczek, takich jak dla niemowlaków. Dopiero tam odkryłam ile zastosowań mogą mieć.

Jeśli chodzi o noclegi to w Maroku jest cały wachlarz miejsc noclegowych począwszy od ekskluzywnych hoteli po noclegi na dachach domów :) Najlepiej sugerować się informacjami ludzi, którzy już np. nocowali w jakimś konkretnym hotelu bądź Riadzie. Jest też bogata baza noclegowa, której listę znajdziemy w internecie. Można rezerwować noclegi przez Booking.com ale lepiej jest bezpośrednio na stronie internetowej danego Riadu bądź hotelu. Taka rezerwacja jest tańsza, można się też troszkę targować.

Jeśli chodzi o transport. W mieście najlepiej taksówkami petit, gdzie cenę za przejazd należy ustalić z gory żeby nie przeżyć niespodzianki. Jeśli wyjeżdżamy poza miasto mamy do wyboru autobusy dalekobieżne. Naprawdę godną polecenia jest firma CTM. Autobusy wyjeżdżają punktualnie, są wygodne i tanie. Latem mają włączoną klimatyzację. Jeśli komuś nie przeszkadza, że jedzie samochodem w 6 osób i czasem trzeba poczekać na skompletowanie ekipy to polecam Grand Taxi. Cenę również trzeba ustalić wcześniej i uważać na zawyżone ceny w okresie Ramadanu. W nocy często taksówkarze nie chcą już zabierać pasażerów a kiedy zdecydujemy sie, że jednak pojedziemy w aucie sami musimy pokryć koszt pozostałych 5 miejsc. A trzecia forma podróży to podróż wynajętym samochodem, która rownież polecam, drogi w Maroku są bardzo dobre a paliwo tanie. Pozwala to również na elastyczność w wyborze postojów i ich długości. Są również pociągi i lokalne linie lotnicze.

Na co uważać?

Jeśli robimy zdjęcia Marokańczykom spotkanym na ulicy, lepiej jest się zapytać i poprosić o zgodę. Nie powinno się fotografować wnętrz meczetów i muzułmanów w czasie modłów. Lepiej nie poruszać kwestii dotyczących polityki bądź relacji męsko - damskich. Również zbytnie okazywanie uczuć w miejscach publicznych nie jest dobrze widziane. Uważać należy na fałszywych przewodników. Przewodnik powinien mieć certyfikat i być ubrany na biało. Trzeba ustalić z nim wcześniej cenę.

Targi w dużych miastach są dobre do podziwiania produktów, ale kupować jest lepiej w mniejszych miejscowościach gdzie ceny nie są tak zawyżone. Kosmetyki najlepiej w miejscu gdzie są wyrabiane bądź z certyfikatem, bo tylko wtedy mamy gwarancję że są pełnowartościowe.

I z osobistego doświadczenia radzę żeby nigdy idąc ulicą nie nosić w ręku wartościowych przedmiotów , portfela, dokumentów, telefonów.

Jeśli chodzi o pomoc, pytania, jestem do dyspozycji zawsze i bardzo sie cieszę jeśli jestem w stanie komuś pomóc. Mój adres mailowy: anna.kitzmueller@gmail.com bądź strona internetowa: www.tinire-inspiration.com

W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller

Jakie zakątki Maroka polecasz najbardziej? Czy na Twojej liście są jakieś wyjątkowe i mniej znane i mniej komercyjne?

Jedno z arabskich przysłów mówi "Świat jest pawiem a Maroko jest jego ogonem". Idąc za sensem tego przysłowia jest piękne, różnorodne i bardzo kolorowe. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Często robimy ten błąd, że jedziemy na tydzień i chcemy zobaczyć wszystko. A tak się nie da, bo w Maroku są ogromne odległości między miejscami, które warto zwiedzić. Lepiej jest zobaczyć mniej ale przeżyć wszystkimi zmysłami. Przeciez zawsze można wrocić jeszcze raz. Tym bardziej, że z Polski będą teraz tanie loty do Maroka. 

Jeśli  jest się w Maroku oczywiście jak najbardziej warto odwiedzić najważniejsze miasta, z ciekawą architekturą i wieloma atrakcjami. Ale warto sobie zostawić czas na mniej znane miejsca, bądź rzadziej odwiedzane a niezmiernie piękne i warto dać sobie też czas aby nasiąknąć ich atmosferą. 

Dla miłośników wody na pewno urocze będzie Safi, Tafraout, Tiznit, Sidi Ifni, Tan Tan, Tarfaya.

Tarfaya jest tak pięknym miejscem, że można tam spędzić cały tydzień. Jest to miejsce gdzie ocean styka się z pustynią. Miło jest wędrować wzdłuż dzikiego wybrzeża Oceanu.

Dla miłośników gór ciekawe będą też okolice Agouti z niedaleko położonym najwyższym szczytem Atlasu wysokiego Tubkal 4167 mnpm. Można tam wziąć udział w grupowych wędrówkach trwających nawet 3 tyg. W Górach Atlasu warto odwiedzić małe wioseczki przyklejone do skał z przesympatycznymi mieszkańcami, ktorzy chętnie zapraszają na herbatę a może i też na wspólny obiad. Można przenocować na dachu ich domu za jedyne 2 € a to przecież hotel milion gwiazdkowy :).Tak samo jest zresztą i w innych miejscach.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller

Kanion Dades (szkoda, że większość organizowanych wycieczek przez biura zatrzymują sie tutaj tylko na zrobienie zdjęć) to jest jedno z cudów natury i jak najbardziej warto spędzić tu więcej czasu. Kanionu Todra, najwyższego w Maroku też pominąć nie można.

Nie jest tajemnicą i chyba już cały świat o tym wie, bo przestać mówić o niej nie mogę, że pustynia to moja największa miłość. Mi osobiście będąc tam dużo do szczęścia nie potrzeba a widzę, że i moi goście są tam zawsze przeszczęśliwi. Jeśli mogę przytoczyć cytat, to wybiorę następujący: "Kto idzie na pustynię, ten nie szuka tam chleba, lecz niesie w sobie głód za czymś większym". Tak o pustyni napisał kiedyś Julius Angerhausen.

Poprzez nasze wyprawy właśnie na pustynię, chcemy pomóc znaleźć odpowiedź, za czym głód w sobie nosimy. Warto wybrać sie po te odpowiedzi na parodniowe wyprawy na pustynię Zahr i Erg Smar, gdzie można się dostać jedynie na własnych nogach bądź na grzbiecie kołyszącego nas wielbłąda. To sprzyja przemyśleniom, zadumaniu. Chigaga natomiast jest moją osobistą największą miłością.  

Mam jeszcze wiele bardziej wyjątkowych miejsc w szufladzie ale nie zdradzę tej tajemnicy. Zobaczycie te miejsca jak nas odwiedzicie. Trochę niespodzianek musi pozostać. Organizujemy wyprawy wszędzie, nie ma miejsca gdzie nie możemy was zaprowadzić. Układamy również plany pod wasze osobiste marzenia.

W Maroku odbywa się wiele festiwali tutejszego folkloru. Festiwale berberyjskie, muzyka gnawa... Jakie polecasz, dlaczego i kiedy się odbywają?

Ogólnie Maroko słynie na całym świecie z festiwali muzycznych ale oczywiscie odbywają sie Festiwale o innej tematyce. Odbywają sie też różne ciekawe święta.

Jednym z festiwali jest Festiwal muzyki klasycznej i sakralnej w Fezie. Odbywa się w pierwszy weekend maja i trwa 10 dni . Główną ideą festiwalu jest pokój i pojednanie międzykulturowe.

Innym festiwalem jest Festiwal Róż w al-Kala M'gouna, połowa maja. Trzeba jednak z tym terminem uważać, bo nawet miejscowi do końca nie są pewni kiedy tak naprawdę się odbędzie. My organizujemy pobyt i uczestnictwo w tym festiwalu. 

Nocujemy w typowym domu berberyjskim w samym centrum miejscowości, spędzamy czas i spożywamy wspólny posiłek z berberyjską rodziną i dodatkowo organizujemy wędrówkę w okoliczne zakamarki w Dolinie Róż i koronujemy ją sympatycznym piknikiem w cieniu drzew. Jest to najbardziej pachnący z festiwali.

Festiwal Muzyki Mawazine w Rabacie odbywający sie w połowie maja jest również godny uwagi.

Festiwal Wiśni w Sefrou na początku czerwca. Święto trwa trzy dni (piątek, sobotę i niedzielę) i kończy się wyborem "królowej wiśni" czyli najpiękniejszej dziewczyny z miejscowości Sefrou.

Festiwal muzyki Gnawa w As-Sawirze, połowa czerwca, który obchodzony jest przez potomków niewolników z Senegalu i Mali – to właśnie ich nazywa się Gnawa.

Festiwal w Agadirze w czerwcu. Jest to festiwal muzyki z całego świata. Celem festiwalu jest odrzucenie nietolerancji i świadomości różnic. Jest to jedna z największych imprez tego typu nie tylko w kraju, ale i w całej Afryce.

Festiwal Sztuki Popularnej w Marakeszu w lipcu Jest to wielkie wydarzenie w świecie marokańskiej sztuki. Festiwal trwa przez tydzień, a jego pomysłodawcą był sam Hassan II w 1960 roku.

Festiwal Muzyki Casa w Casablance również w  lipcu.

Międzynarodowy Festiwal Rai w lipcu.

Święto Miodu w mieście Imouzzer des Ida-Outanane. W tamtejszych okolicach znajdują sie sady migdałowe, z których pszczoły produkują właśnie ten miód. Bardzo słodki Festiwal :)

Święto Wielbłądów w Guelmim, lipiec.

Święto Narzeczonych w sierpniu. Jest to święto berberyjskiego plemienia Ait Haddidou, obchodzone w mieście Imilchil. Obecnie święto odbywa się w dwóch wersjach: jedno dla Berberów, drugie – specjalnie dla turystów.

Festiwal Kultury w Asilah (niedaleko Tangeru) w sierpniu.

Festiwal Koni w Tissa we  wrześniu.

Berberyjskie święto Daktyli w październiku. Obchodzone jest w Erfudzie dla uczczenia zakończenia zbiorów. Święto trwa trzy dni, podczas których Erfurt staje się światową stolicą daktyli. Atrakcją tego festiwalu jest ogromny targ oraz wyścigi wielbłądów. Zabawie towarzyszą kolorowe występy taneczne, a także wybór Królowej Daktyli.

Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Marrakeszu w listopadzie.

Festiwal Klementynek w Berkane (północno-wschodnie Maroko) w grudniu. 

Festiwal Symfonii na Pustyni, w położonym na południu kraju Ouarzazate również w grudniu.

Festiwal Fig w Bouhouda (niedaleko Taounate), grudzień.

Każdego miesiąca coś się dzieje, więc każdy znajdzie coś dla siebie i w czasie swojego pobytu w Maroku.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller
Zdjęcie: Paulina Shoota
Najbardziej kochasz nomadzkie życie na pustyni? Jak żyją tamtejsi ludzie i jak przyjmują podróżników, którzy chcą spędzić czas wśród nich?

Ludzie żyją tam bardzo prosto i skromnie. Świat ich jest nadal podzielony na świat mężczyzn i kobiet. Ich role są też bardzo wyraźnie podzielone. Znam i odwiedzam dwie rodziny Nomadów, którzy żyją daleko od wsi już w głębi pustyni. Oni nie mają nawet namiotu. Cały ich dobytek to 3 szklanki, czajnik, jeden garnek, 3 kołdry, ubrania na jedną zmianę i parę kóz. Latem przemieszczają się bliżej źródła z wodą a zimą bliżej obozowiska.

Czasem w nocy, kiedy siedzę na jednej z wydm i dumam, widzę migoczący płomyczek ogniska, które palą na swoim kawałku ziemi. Nie narzekają jednak na swoją dolę, pomimo że życie mają ciężkie. Są na swój sposób szczęśliwi, a co najważniejsze czują sie wolni a poczucie wolności jest u nich najważniejsze. Ludzie Ci są niezmiernie gościnni i mili. Dzielą sie tym co mają. Są bardzo ciekawi opowiadań podróżników, którzy ich odwiedzają. Uwielbiają oglądać widokówki, zdjęcia z miejsc, z których turyści przybywają, ich rodzin, dzieci.

Nomadzom bądź Berberom mieszkającym w wioskach powodzi sie trochę lepiej. Wszystko zależy od tego czy mają pracę i dochód a z tym są duże problemy. Co mnie tez osobiscie bardzo smuci to to, że jeszcze wiele dzieci pomimo, że są w wieku szkolnym do szkoły nie uczęszcza wcale.

To co ja tam osobiście lubie to to, że każdy dzień ma swój stały przebieg. Na wszystko ma się czas i nie czuje się stresu. Wszystko ma swój czas i rytm. Od lat używa się tego samego sprzętu w prowadzeniu gospodarstwa domowego jak i  w pracy w ogrodzie. Niewiele się przez lata zmieniło, to daje mi poczucie spokoju i harmonii.

A co jest najtrudniejsze w życiu na pustyni i w tym całym szoku kulturowym gdy już się tam znajdziesz?

W życiu na pustyni najtrudniejszy jest brak wody. W niektórych miejscach do mycia używa się wody słonej a do gotowania i picia woda słodka jest dowożona raz na miesiąc cysterną i wtedy można napełnić nią wszystkie pojemniki jakie się ma. Woda ta jest za darmo, dowóz organizuje gmina. We wsiach z większą ilością mieszkańców są wodociągi ale ciśnienie wody latem przy temperaturach do 60° C jest tak niskie, że i tak trzeba ją nosić ze studni. Przyznam się, że dopiero tam nauczyłam się szanować wodę i poczułam jak ona jest ważna do życia. Jeśli nie ma wody wszystko umiera.

W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller
Zdjęcie: Paulina Shoota
Brak deszczu zawsze był na pustyni jednym z głównych problemów ludności koczowniczej. Susza panuje wszędzie, cierpią na tym ogrody jak i również plantacje palm daktylowych, które się na tych terenach znajdują.

Trudne jest również to, że brakuje pracy. Kto może się zaczepić w turystyce ma odrobinę lepiej ale i tak dużo młodych ludzi musi rezygnowac z edukacji ponieważ są odpowiedzialni za byt swojej rodziny, zakup żywności i najpotrzebniejszych rzeczy. Tam na dzieciach leży odpowiedzialność zadbania o rodziców, ktorzy już są starsi bądź sami nie mają dużych dochodow albo wcale ich nie mają. Brak pracy bardzo ludzi zmienia, co nie zawsze jest pozytywne.

Następnym problemem jest dostęp do służby zdrowia. Kiedy coś się poważnego dzieje, trzeba jechać dość daleko do lekarza a jeśli chce się dobrej opieki lekarskiej to trzeba korzystać z tej prywatnej a ona nie jest tania.

Dla dzieci, które chodzą do szkoły trudnością jest do niej dotrzeć w niektórych miejscowościach. Ich droga do szkoły czasem trwa do 2 godz w jedną stronę.

Jeśli chodzi o różnice kulturowe, nie mówię tu o dużych miastach ale właśnie o małych wsiach, gdzie ludzie są jeszcze dość konserwatywni. Najtrudniejsze dla kobiet wychowanych w Europie jest na co dzień odczuwany podział na świat męski i żeński, inne poczucie czasu i podejście do finansów i trzeba to powiedzieć, pomimo że status kobiety się tam polepszył, ma więcej praw, wyczuwalna jest jeszcze wyższość mężczyzny nad kobietą co przyzwyczajonym do niezależności i podejmowania samodzielnych decyzji i działań kobiet z innych zakątków świata przysparza trochę problemów.

Trzeba również uważać w sposobie ubierania się i zachowania. Oczywiście nie mowię tu o turystach. Jeśli chodzi o turystów panuje pełne zrozumienie i akceptacja, mówię tu o fakcie kiedy tam przebywamy dłużej np. u zaprzyjaźnionej rodziny bądź wybraliśmy sobie to miejsce, bo tu chcemy spędzić jakichś czas swojego życia bądź zostać nawet na stale. Myślę, że sposob, ktory ja stosuję, sposob wmieszania się w tłum czy ubiorem, czy startem z tego samego poziomu a nawet czasem z niższego powoduje, że zanika jakaś bariera i mieszkańcy bardziej się na nas otwierają i mamy możliwość lepszego ich poznania. Dlatego kiedy tam jestem, chętnie ubieram się w tradycyjne stroje, które zresztą bardzo lubię, są piękne i bardzo wygodne.

Co powoduje, że Ci ludzie mimo trudnych warunków życia są zawsze uśmiechnięci?

Myślę, że wielu z nich nie zna innego życia, więc nie tęskni za tym innym. Dla prawdziwego Nomada całym światem i tym co zna jest Sahara. Oni nie mają za czym tęsknić, na co narzekać, bo nie znają innego świata. Dla nich najważniejsza jest rodzina, a tam gdzie rodzina i ludzie, którzy się kochają i szanują to już dom, choćby to był prosty namiot ale to już jest dom. Jeśli masz dom i rodzinę to znajdziesz zawsze pomoc w trudnych sytuacjach, wsparcie, jeden drugiemu sobie pomaga.

Nomadzi i Berberowie nie planują z dużym wyprzedzeniem, tydzień to już dużo. Koncentrują się na tym co najważniejsze tu i teraz. Tak jak już wspomniałam nie patrzą co było wczoraj i nie myślą co będzie jutro więc się nie martwią. Umieją cieszyć się chwilami i drobnymi rzeczami, co mnie zawsze bezgranicznie rozczula, ta ich czysta dziecięca wręcz radość z drobnych rzeczy, dlatego są często uśmiechnięci. A ja tego stale się jeszcze od nich uczę.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller
Zdjęcie: Paulina Shoota
Ponieważ o pustyni mowa to pewne marzenie spędza Ci sen z oczu. Chcesz wystartować ze swoim projektem - obozowiskami na Saharze. A co w tych obozowiskach ma być? Wiem, że pomoc dla kobiet i dzieci oraz warsztaty terapeutyczne.

Myśląc o mojej pracy zawsze chciałam żeby dawała mi ona radość, szczęście, niezależność, spełnienie i żebym mogła się tą radością i szczęściem dzielić z innym. Robić coś tylko dla siebie i zysków jakoś nigdy mnie nie pociągało.

Tak, marzę o dwóch obozowiskach, jedno bliżej siedliska żeby był szybszy i łatwiejszy dojazd, drugie w głębi pustyni. Ponieważ warszaty są specyficzne, byłoby dużym ułatwieniem gdybym była właścicielem tych obozowisk. Po pierwsze byłyby dopasowane do potrzeb, mogłaby oferować niższe ceny i miałabym większe możliwości podejmowania wielu decyzji. Oprócz goszczenia podróżników chcących tradycyjnie spędzić czas na pustyni odbywały by sie tam warsztaty. Warsztaty dla kobiet, mężczyzn i mieszane oraz artystyczne, o których już wspominałam wcześniej.

Myślałam rownież o warsztatach terapeutycznych dla dzieci. Jestem pedagogiem terapeutycznym i dużo słyszałam i czytałam o hipoterapii, którą stosuje się na świecie. Niewiele osób jednak wie, że jazda na wielbłądzie ma wspaniałe właściwości terapeutyczne, może nawet lepsze od jazdy konno. Jeśli udałoby mi się znaleźć odpowiednią osobę w Maroku, terapeutę, ktory podjąłby się współpracy. Byłabym przeszczęśliwa mogąc umożliwić niepełnosprawnym taki rodzaj terapii. Raz w roku chciałabym przyjąć do siebie dzieci z domu dziecka i raz osoby, których marzeniem życia jest chociaż raz zobaczyć pustynię a niestety nie mogą sobie na to pozwolić finansowo. Te pobyty byłyby wtedy po kosztach, bądź gdybym znalazła sponsora za darmo. Przypomnę, że 10% z zysków z wypraw jest przeznaczane na cele pomocy dzieciom.

Projekt ma zapewne łączyć kultury. Zatem czego możemy się nauczyć od Nomadów?

Tak jak wcześniej wspomniałam wiele moglibyśmy się od nich nauczyć, pomimo że myślimy czasem, że posiadamy ogromna wiedze, o życiu wiemy mało. Moglibyśmy sie od nich nauczyć:

nie martwienia sie na zapas, nie planowania z dużym wyprzedzeniem, cieszenia sie chwila obecna i zadowolenia z tego co sie ma i nie narzekania. Szacunku do rodziny i dbanie o dobre relacje w niej bo rodzina to podstawa i z rodzina latwiej. Jestem zafascynowana kobietami nomadzkimi, ich sila, wytrwaloscia, spokojem z jakim podchodzą do wszystkiego i ze sposobem rozwiązywania problemów oraz tym jaka sztamę ze sobą trzymają :)


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller

Dziękuję za rozmowę i powodzenia

Ja również serdecznie dziękuję za zaproszenie mnie do podzielenia sie tym co jest czescia mojego zycia. I oczywiście serdecznie zapraszam wszystkich do Maroka na wyprawy pachnace mieta, gdzie przy ognisku usłyszycie na pewno jeszcze wiele ciekawych historii. 

Zdjęcia: Anna (Malaika) Kitzmüller i Paulina Shoota

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Disqus - Kuskus, czyli Zapraszam na Feedback ;)

Insta Galeria