wtorek, 28 listopada 2017

Parkingi w Granadzie. Każdy turysta potrzebuje to wiedzieć zanim pójdzie zwiedzać.

Nie przypuszczałam, że tak często będziecie mnie pytać gdzie najlepiej parkować w mieście którym mieszkam. Osoby, które przyjeżdżały tu na wakacje obok pytań o zwiedzanie Alhambry ZAWSZE dołączały mi pytanie o parkingi w Granadzie. Chcieli poznać lokalizacje, ceny, to który polecam i czy da się zaparkować gdzieś blisko i najlepiej za darmo. W końcu przestałam się dziwić. Najważniejsza potrzeba zawsze wyjdzie. Podróżując po Hiszpanii Wasz ulubiony transport to wynajęty samochód. Na świecie aut już jest tyle co ludzi. Przestrzeni zajmują one sporo, więc trzeba je gdzieś pomieścić, gdzieś zostawić na czas zwiedzania. Informacja o parkingach po prostu jest potrzebna. To takie oczywiste. Tymczasem zdaje się, że w przewodnikach turystycznych tak mało o nich pisze. Wszędzie poleca się albo zabytki, albo hostele czy bary. Będąc kierowcą w podróży nie da się korzystać z tego wszystkiego nie znalazłszy wcześniej parkingu. Parking jest podstawą! Przyznam, że w obliczu tych pytań byłam bardzo zmieszana. Mimo 12 lat mieszkania w Granadzie miałam o jej parkingach małe pojęcie, bo prawie wcale z nich nie korzystam. Prawie nie miałam powodów by tam parkować. Jednak Wy je mieliście.

Parkingi w Granadzie. Każdy turysta potrzebuje to wiedzieć zanim pójdzie zwiedzać.


Granada niestety nie jest miastem przyjaznym dla kierowców (dla rowerzystów podobnie, ale to inna historia). Do centrum nie opłaca się jeździć samochodem. Jest ono zamknięte dla ruchu z zewnątrz. Choć łatwo się pomylić, wjechać gdzie zabronione i dostać mandat. Wjeżdżać mogą tylko autobusy, taksówki, motocykliści, służba miejska a samochodami tylko ci co tu mieszkają i mają autoryzację. Dlatego gdy wybieramy się do centrum korzystamy z komunikacji miejskiej (autobusy i nowo otwarty tramwaj - metro). Samochodu używamy tylko gdy jedziemy poza miasto i na obrzeża. Jak ktoś jedzie do centrum samochodem to musi go zostawić na jakimś parkingu zlokalizowanym na granicy strefy zamkniętej. Zapłacić za to musi zawsze.

Parkingów w Granadzie jest sporo. Większość to parkingi publiczne lub prywatne podziemne, wielopiętrowe. Praktycznie całe podziemia miasta to ich sieć. Parking naziemny jest tylko przy Alhambrze oraz są też miejsca na ulicy zwane estacionamiento limitado o ile znajdziesz wolne miejsce.

piątek, 17 listopada 2017

Wspaniały smak niezdrowego żarcia czy szczupła sylwetka? Wybieraj, bo nie da się mieć obu naraz

Marokańczycy chętnie kupują mody z zachodu. Ale na pewno nie chodzi o te wszystkie normy obyczajowe. Interesują ich przede wszystkim trendy wyznaczane przez znane światowe marki oraz ich produkty. Czy to nowy telefon, czy choćby jedzenie. Owszem, przywiązani są do swojej kuchni, ale jeśli coś zagraniczne jest znane, fajne, smaczne i przede wszystkim markowe to ma dla nich ogromne znaczenie.  Ktoś kiedyś porównał gospodarkę Maroka do polskich lat 90-tych. To fakt, że poniekąd z tym przejmowaniem trendów jest trochę do tyłu za Europą. W Polsce w latach 90-tych eksplodowały fast foody. Pamiętam jak byłam jeszcze w przedszkolu to wiele koleżanek chwaliło się, że miało okazję pić Coca Colę i jakie to dobre. Wszyscy dosłownie się rozmarzyliśmy i zazdrościliśmy. Napój ten jawił się nam jako coś niedostępnego, owianego legendą i pociągającego. Pamiętam jak w moim rodzinnym mieście otworzono pierwszy znany fast-food. Pękał w szwach i pielgrzymowały tam całe wycieczki szkolne. Dziecko mogło wreszcie poznać ten przepyszny amerykański smak hamburgera i tej niezwykłej Coca Coli. Tylko lekarze zaczęli zwracać uwagę na problem otyłości, miażdżycy i innych chorób.

Wspaniały smak niezdrowego żarcia czy szczupła sylwetka? Wybieraj, bo nie da się mieć obu naraz

W końcu w Europie zaczęła wzrastać świadomość zdrowego odżywiania się. Myślę, że kwestia kilkunastu lat i czas fast foodów i tradycyjnej kuchni uznawanej za niezdrową, produktów GMO będzie policzony. Może nadal producenci i reklamy będą nam to wciskać, ale ludzie powiedzą temu NIE. Po czym przebranżolą się na to co zdrowe aby utrzymać konsumentów (o ile nie będą ich oszukiwać co do składu). Zresztą już tak jest. W Europie panuje moda na eko, bio, slow food i wellness.

Zdaje się, że do Maroka ta europejska świadomość dociera później. Fast foody są nadal popularne i są miejscem w którym rodziny z dziećmi chętnie spędzają weekendy. Marokańskie dzieci kochają to co niezdrowe, to co słodkie i tłuste z jednego powodu. Kochają za wspaniały smak i przyjemność jaką im sprawia jedzenie.

Pamiętam 3 letnią dziewczynkę, która gdy tylko zobaczyła logo znanej restauracji z hamburgerami to doznawała zachwytu. Cały czas się tym podniecała i gadała, że chce tam iść. Rodzice na to przystawali. Pamiętam kiedyś przymusową rundkę po markowych restauracjach w Casablance z szybkim żarciem, z burgerami, z kurczakami (w którym według mnie prawie kurczaka nie ma) specjalnie dla dzieci, by im sprawić przyjemność. Choć sama się nudziłam, niekiedy musiałam coś zamówić dla towarzystwa, ale już rosło we mnie przekonanie jakie to niezdrowe. Gdy marudziłam i krytykowałam to jedzenie to odpowiadano mi: 

O co ci chodzi, przecież jest SMACZNE i to się liczy.

środa, 8 listopada 2017

Klub Polek na Obczyźnie. Ta wyjątkowa społeczność obchodzi swoje 5 urodziny

Często słyszę wypowiedzi, że ktoś coś osiągnął sam w jakiejś dziedzinie i nikt mu nie pomógł. Wtedy zastanawiam się jak to możliwe, skoro aby się wybić zawsze potrzebni są inni ludzie. Sukces zależy od ich wsparcia i tego, że Ci zaufają i postawią na Ciebie. Zależy od wcześniejszej pracy wspólnie z nimi. Samemu rzeczywiście można samemu sobie taką społeczność stworzyć, albo do jakiejś dołączyć. I to właśnie ona okaże się tą, w której się dobrze poczujesz i wraz z jej członkami odkryjecie wspólne cele. Ale to inni ludzie, których spotykamy na swojej drodze popychają nas do przodu.

Klub Polek na Obczyźnie. Ta wyjątkowa społeczność obchodzi swoje 5 urodziny

Przyglądając się biografii znanych wokalistów okazuje się, że zanim rozpoczęli karierę solową to grali lub śpiewali w jakimś zespole. Bardzo chwalą sobie ten czas. To właśnie w nim się nauczyli nowych umiejętności. To zespół okazał się trampoliną do sukcesu, gdyż nic tak mocno nie pcha naprzód jak praca grupowa. Możesz być z natury indywidualistą i lubić pracować sama. Jednak inni ludzie też są bardzo potrzebni.

Podobnie jest w blogosferze. Bez społeczności własnej czy jakiejś, do której się dołączysz trudno zaistnieć. Dzięki społeczności możemy robić wiele ciekawych projektów wspólnie, dobrze się bawić i zwiększać zasięgi. Jednak ostatnio z wielu grup na facebooku się wypisałam. Nie miałam czasu być we wszystkich na bieżąco. A może po prostu nie było w nich to czego szukałam. A może ich społeczność była zbyt rozproszona. Po prostu musiałam wybierać skąd odchodzę a gdzie pozostaję.

Miejscem, w którym pozostałam w jest na pewno Klub Polek na Obczyźnie. Tak, wiesz, że ta nazwa przewija się często przez ten blog. To społeczność zrzeszająca blogujące Polki na emigracji z dosłownie całego świata i posługujące się wieloma językami obcymi. Obecnie liczy ok 180 osób. Piszę o Klubie po raz kolejny, gdyż Klub obchodzi właśnie swoje 5 urodziny i ma się bardzo dobrze.

wtorek, 31 października 2017

Meksykański Dzień Zmarłych alternatywą dla Halloween

Jakoś nigdy specjalnie nie ciągnęło mnie do świętowania Halloween. Te wszystkie dynie, czarownice i przebieranie się i cukierek albo psikus trochę mnie irytuje. Nie są mi one do niczego potrzebne. Powiem wprost – pogańskie tradycje, świętowanie śmierci i ciemności zamiast życia i światła, moda z Ameryki, choć tak naprawdę z Irlandii. Zlinczujcie mnie! Jestem z rodziny katolickiej i dla mnie przełom października i listopada to przede wszystkim Wszystkich Świętych i Zaduszki. Bardzo lubię odwiedzać groby moich śp. dziadków i zapalać im znicze wspominając ich a wieczorem gdy już ciemno opatulić się w zimowe ciuchy, włóczyć się po cmentarzu wśród blasku tysięcy świateł i przeżywać ten nastrój. Mieszkanie na emigracji sprawia, że od kilkunastu lat bardzo często mnie to omija i równolegle… nie mam absolutnie ŻADNEJ ucieczki od Halloween. Dla Hiszpanów to bardzo ważne święto. Kochają je i hucznie celebrują. Myślę, że tak jest ponieważ ten naród przebieranie się ma we krwi i w ramach Halloween mają do tego kolejną okazję. 

Meksykański Dzień Zmarłych alternatywą dla Halloween

Hiszpanie uwielbiają zakładać na siebie wszelakie, fantazyjne stroje by pójść w nich na imprezę. Potrafią w tym być naprawdę kreatywni. Oni mogliby zawsze chodzić w przebraniu. Dlatego Halloween się tak dobrze tu przyjęło. Te wszystkie kukły i straszydła zobaczymy wszędzie. Udekorowane są nimi wystawy sklepowe, restauracje a nawet fitness cluby.

Od Halloween w Hiszpanii nie ma ucieczki, ponieważ Twoi znajomi je hucznie obchodzą. Koledzy z kursów, czy pracy ciągną cię na swoje imprezy. Miałam kiedyś znajomego, który miał urodziny dokładnie 31 października. Czuł się szczęściarzem, że mógł je połączyć ze swoim ukochanym Halloween. Ja zawsze miałam problem, bo nie przepadam za ciągłym wymyślaniem za co mam się przebrać i wydawaniem kasy na te tandetne stroje, maski, kosmetyki do malowania twarzy. Aczkolwiek parę razy mimo początkowego oporu weszłam między wrony i przebrałam się za coś tam.

Chodzenia na takie imprezy, jeśli nie masz ochoty możesz w zasadzie odmówić. Ale jeśli masz dzieci to od Halloween nie uciekniesz tutaj nigdy. Impreza organizowana jest w przedszkolach i szkołach. Dzieciaki się przebierają. Nawet jak rodzic specjalnie się tym nie interesuje to dziecko będzie chciało się bawić. Kiedy mój synek podrośnie to już wiem co mnie czeka, bo to nie rodzice lecz środowisko i koledzy mają na nie największy wpływ. Będę musiała się z tym pogodzić.

Nie potrzebuję Halloween dla siebie ale to nie znaczy, że świętowania odmawiam innym. Jeśli mają na to ochotę i to lubią, to niech się bawią. Wiele cudzoziemców, co tu przyjeżdża też się w to wkręca i pod względem obchodów Halloween stają się tacy sami jak miejscowi.

poniedziałek, 23 października 2017

Koszulki ze sklepu Hibisco Petalo z moimi nadrukami. Jak naprawdę wyglądają.

Ogromnie się cieszę z tego wpisu (a raczej galerii zdjęć) gdyż przedstawia on moje przedsięwzięcie, do którego zabierałam się od dawna. Sesja zdjęciowa z moimi produktami. Planowałam ją po roku blogowania, następne po dwóch latach oraz podsumowując ubiegły rok. Za bardzo to przekładałam, aż w końcu się za to wzięłam. Pewnie zauważyłeś, że do bloga mam podłączony sklep z koszulkami, których nadruki sama zaprojektowałam. Są one inspirowane Marokiem, Andaluzją, orientem i dedykowane odważnym i kreatywnym kobietom (także dzieciom), które lubią ekstrawagancki i oczywiście orientalny styl. Mój sklep, a konkretnie marokański bazar koszulkowy działa we współpracy z Cupsell.pl i nosi nazwę Hibisco Pétalo co znaczy po hiszpańsku płatek hibiskusahttp://hibiscopetalo.cupsell.pl/

Koszulki ze sklepu Hibisco Petalo z moimi nadrukami. Jak naprawdę wyglądają.

Dlaczego taka nazwa? Aby mieć inną nazwę i jednocześnie zachować spójność z blogiem. Chodziło mi aby to było coś czegoś jak np. kropla arganu. Więc wymyśliłam sobie płatek hibiskusa. Hibiskus to kwiat rosnący w basenie Morza Śródziemnego. W Maroku tych kwiatów o czerwonych płatkach jest po prostu pełno. Bardzo mi się kojarzy z tą kultura i tym klimatem. Egzotyki dodaje tajemniczo i egzotycznie brzmiąca hiszpańska nazwa, bo sama mieszkam w Hiszpanii. 

Sklep już działa od pół roku. Na obecną chwilę jest w nim 10 wzorów, które zaprojektowałam. Za to na bardzo dużym asortymencie produktów w wielu kolorach. Znajdziesz w nim koszulki, bluzy, kubki, czapki, podkładki, poszewki na poduszkę, torebki a nawet ciuszki dla dzieci. O wielu rozmiarach i kolorach tła do wyboru. 

sobota, 14 października 2017

Typ ludzi co kocha pstrykać fotki ładnym widokom i czemu warto pojechać do Mijas

Uwielbiam robić zdjęcia. Raz lustrzanką, raz komórką. Mam doskonałą intuicję i wyczucie kompozycji. Potrafię dostrzec w otoczeniu ciekawe obiekty i zrobić im fajne ujęcia. Czasami robię po kilka razy jedno z wielu stron narażając się osobom, które mi towarzyszą, że muszą na mnie czekać. Zwracam uwagę na światło, na kolory, na to czy zdjęcie ma jakiś przekaz i czy oddaje charakter tego co się na nim znajdzie. Dlatego mój blog i Instagram są pełne fotografii, których uczę się robić jak najlepiej. Czasem fotografuję ludzi, przez co tylko oni mają ładne zdjęcia. Ja już nie mam, bo rzadko ktoś z mojego otoczenia umie mnie uwiecznić tak jakbym chciała, bez unikania błędów. Zawsze jestem albo nieostra albo latarnia wyrasta mi z głowy. Jednak portretów robię mało ponieważ trudno namówić jest ludzi do pozowania. Nawet moi najbliżsi wkurzają się gdy muszą pozować. Na mój perfekcjonizm. Marzą by jak najszybciej uciec i pukają się w łap na co tej babie moje ładne zdjęcie. Co jej to da, że pokaże sobie na blogu lub fanpage czy schowa na dysku. Poza tym przypadkowi ludzie nie lubią być fotografowani właśnie ze obawy przed udostępnieniem. 


Typ ludzi co kocha pstrykać fotki ładnym widokom i czemu warto pojechać do Mijas


Podziwiam tych fotografów i blogerów co mają bogate portfolio przypadkowych ludzi spotkanych na ulicy. Nie wiem jak udaje im się ich poprosić by pozowali, na przekór prawu nakazującym chronić wizerunek osób trzecich. Nie opublikowałabym ich zdjęcia bez zgody. Nie potrafię też tej zgody wyegzekwować. Próbowałam ale czułam się głupio. 

Ponieważ jest jak jest, to pozostaje mi fotografować jedynie krajobrazy, architekturę, roślinki, kwiatki i ładne widoki. One cię zrozumieją, zawsze będą wiernie pozować, nie stracą cierpliwości przez mojego fotograficznego świra. Przede wszystkim nie muszę ich pytać o zgodę na publikację.

Za to ostatnio z sukcesem udaje mi się przekonać pewne osoby, by wybierając się na hiszpańskie Costa del Sol przestać jeździć tylko do Fuengiroli. W Hiszpanii pogoda wczesną jesienią zdecydowanie temu sprzyja. Jest ciepło, słonecznie, można mieć krótki rękawek i spodenki. Nie ma wielkich upałów i kataru siennego. To najprzyjemniejsza pora roku.

Dlatego w ostatni dzień września zrobiliśmy sobie rodzinną wycieczkę do miasteczka Mijas Pueblo w prowincji Malaga. Takie wycieczki to dla mnie okazja do robienia zdjęć ładnym widokom. A było tam na co popatrzeć, bo to jedno z tych niezwykłych miejsc, gdzie góry spotykają się z morzem. Przypomnę, że Mijas pokazywały już w swoich social media blogi Pora Arbuza i Dech zapiera. To od nich się nim zainteresowałam.

czwartek, 5 października 2017

Jedna najważniejsza rzecz jaką musisz sprawdzić zanim wyjdziesz a muzułmanina

Wiele kobiet ma pewne obawy gdy stoi przed decyzją wyjść czy nie wyjść za mąż za muzułmanina. Boją się czy dadzą radę żyć szczęśliwie, mimo różnic w kulturze, religii, edukacji, stosunku do rodziny i do wychowywania dzieci. Środowisko temu nie sprzyja i zdecydowanie odradza, gdyż o muzułmanach mówią już tyle, że bania mała. Myślę, że tym o co naprawdę się martwią jest to czy przez to małżeństwo… nie utracą siebie. Czy będą mogły w nim pozostać takie jakie są, ze swoimi przekonaniami i celami w życiu, czy będą mogły się realizować i nikt temu nie przeszkodzi. Wiemy, że nie każdy muzułmanin to ten co od razu zniewala kobietę. Na świecie jest coraz więcej pozytywnych przykładów takich małżeństw i naprawdę sporo przyzwoitych facetów. Ale wchodząc w taki związek tak samo jak każdy inny trzeba mieć trochę więcej oleju w głowie niż motyli w brzuchu. Jeśli Ty stoisz przed takim wyborem, to Twoje obawy są jak najbardziej naturalne. Rozsądek w razie czego zawsze ostrzega. Każdego faceta trzeba wcześniej bardzo dobrze poznać i wyłapywać wszystkie sygnały kiedy świeci się czerwona lampka nim będzie za późno.

Jedna najważniejsza rzecz jaką musisz sprawdzić zanim wyjdziesz a muzułmanina

Tekst ten może niektórych z was poruszyć. Będzie trochę straszny i chyba najmocniejszy jaki do tej pory napisałam. Może nawet ktoś gdzieś go udostępnić, po czym poleci na mnie hejt. Że niby ostrzegam innych przed spierniczeniem sobie życia a tak naprawdę sama sobie życie spierniczyłam. Słowo kluczowe „muzułmanin” jest numer jeden w sieci działającym jak płachta na byka. Potrzebuję dużo odwagi aby taki temat opublikować. Nie chcę być też posądzona o rozsiewanie stereotypów u tych co bronią tolerancji i poprawności.

Ci co mnie czytają mogą mieć problem z oceną czy tak naprawdę jestem pro czy anty. Czy naiwna idealistka wierząca w multi-kulti czy twardo stąpająca po ziemi waląca prosto z mostu to co myśli. Raz piszę tak a raz tak. Ale ja staram się po prostu zrozumieć obie strony i ich argumenty. Jeśli coś się sprawdza to nagłaśniam. A jeśli jakieś zachowanie mi się nie podoba, to czemu mam o nim nie mówić tylko dlatego, że wykazuje je ktoś z kultury o której nic już nie można z grubej rury powiedzieć, bo zaraz nietolerancja, rasizm czy islamofobia. To, że lubię takie Maroko wcale nie znaczy, że wszystkie zwyczaje jakie w nim panują akceptuję.

Rzecz o której napiszę jest niezwykle ważna jeśli chodzi o dobre sprawdzenie faceta pod kątem tego, czy u jego boku będziemy mogły żyć pełnią życia i czuć się wolne emocjonalnie. Ogólnie uważam, że tekst jest ważny. Jego celem jest przekazać kobietom aby były bardziej stanowcze gdy ktoś ich nie szanuje dlatego, że oprócz bycia żoną chcą mieć własną przestrzeń i utrzymywać dobre relacje z innymi ludźmi.

Pewnych zachowań facetów bez względu na to czy mają źródło w pochodzeniu, kulturze i religii czy w jego własnych kompleksach i fobiach tolerować i usprawiedliwiać się nie da. Każdy facet, nawet Polak może w ten paskudny sposób się zachowywać pozbawiając Cię przez to własnego życia. Ale niestety u muzułmanów to zachowanie jest to o wiele bardziej wzmocnione, gdyż wielu z nich w taki sposób chcąc czy nie chcąc zostało wychowanych. To co nam kobietom zachodu szkodzi, uważają za normalne. Nie mówię o całym ogóle. Ale o konkretnych skrajnych przypadkach, jednak z tego kręgu kulturowego.

Zignorowanie sprawdzenia tej jednej rzeczy jest główną przyczyną problemów w związkach z muzułmanami a nawet dramatów, i to takich przypadków które nagłaśniają media. Zanim zwiążesz się z facetem z Maroka, Egiptu, Tunezji, Turcji czy jakiegokolwiek muzułmańskiego kraju musisz bardzo dobrze się upewnić czy u niego w tym obszarze wszystko gra lub przynajmniej da się nad tym popracować. Czy zostać czy jednak lepiej zakończyć ten związek.

Zatem jaka jest ta jedna najważniejsza rzecz, której koniecznie musisz się upewnić? Możliwe, że się jej nie spodziewasz. Oto ona:

niedziela, 24 września 2017

Miej odwagę się targować. Poradnik jak to robić

I gdzie się podział ten stereotyp złego Araba? Przecież oni wszyscy tacy mili, uprzejmi, uśmiechnięci i otwarci. Tak przyjaźnie się do mnie zwracają. - myślisz sobie wchodząc po raz pierwszy na marokański bazar. Też tak kiedyś myślałam nawet widząc handlujących arabskich imigrantów w Europie. Niezależnie od narodowości, rasy i religii każda osoba czy to prywatnie gdy tego nie widzisz jest spoko czy też kawałem skurwysyna zawsze będzie robić pozytywne wrażenie kiedy w grę wchodzi sprzedanie ci czegoś. Klient jest ważny i trzeba o niego dbać. Trzeba zrobić dobry marketing, sprawić by zostawił jak najwięcej pieniędzy. Na szczęście na arabskim bazarze klient ma o wiele więcej do powiedzenia i jest to bardzo mile widziane. Zarówno on jak i sprzedawca jeśli tego chcą, mogą dojść do układu wygrany - wygrany.


Miej odwagę się targować. Poradnik

Targowanie się to coś co można, a nawet trzeba robić. Nie tylko na arabskim bazarze ale i na polskim rynku miejskim. Sprzedawcy są zawsze otwarci na targowanie się. Mają swoje widełki w których mogą obniżać cenę a ta przypięta do towaru jest najwyższą z możliwych, za jaką kupi ten kto nie będzie wiedział, że ma prawo negocjować.

Gdy jesteśmy gdzieś na wakacjach np. w Maroku czy w Tunezji to przytłacza nas ilość pamiątek i wielu innych fajnych przedmiotów na straganach jakie możemy kupić np. komuś na prezent. Jednak ceny w miejscach turystycznych są zwykle wysokie. Więc jeśli nam coś się podoba to warto starać się kupić to taniej i nie dać się naciągnąć. 

Zwykle tak jest, że kiedy podejdziesz do kramu wystarczy, że tylko popatrzysz na coś, dotkniesz czegoś a już zapraszają cię abyś zdecydowała się na zakup. Proponują dodatkowo inne rzeczy, których nie planowałaś kupić i nagle kupujesz. Chcą też ci dogodzić polecając rzeczy, które byłyby dobre dla Ciebie. Cały czas uśmiechają się i są mili. Jedni bardziej nachalni, jedni mniej. Nie lubimy nachalnych. Wolimy tych bardziej uprzejmych, choć oni też mają swoje sztuczki, lepsze niż nachalność aby cię skusić.

poniedziałek, 18 września 2017

Miałam wypadek samochodowy w Casablance

Moi rodzice wstrzymali oddech, gdy tylko usłyszeli ode mnie tę wiadomość. Byłam wtedy w Maroku, na wyjeździe, o którym decyzja padła w ostatniej chwili i nie miałam wtedy ubezpieczenia. Aby opisać Wam to doświadczenie, które miało miejsce w 2011 r. noszę się już od 2 lat. Aż w końcu się na to zebrałam. Ruch drogowy w krajach arabskich i wielu innych afrykańskich czy azjatyckich zasługuje na to by trafić do jednego wora - to istny Sajgon, o którym już dawno pisałam. Łamanie przepisów drogowych, wyjeżdżanie poza linie pasa, wymuszanie pierwszeństwa no i klakson numer jeden sposobem na przetrwanie. Będę generalizować i to jeszcze jak. Skąd u Marokańczyków czy innych Arabów taka niechęć do kultury jazdy, do szanowania innych uczestników ruchu i do przepisów, które powstały tylko po to by zapewnić bezpieczeństwo? To wygląda jakby wynikało to z… ich kultury. No bo niby z czego? Sorry, ale w Europie to bardziej się trzymamy przepisów. Choć niestety wypadki i tak zdarzają się na drogach całego świata.

Miałam wypadek samochodowy w Casablance

Obserwując Marokańczyków podczas tej szalonej jazdy po mieście początkowo zauważyłam, że mimo tego czują się w swoim żywiole. Potrafią sobie w takich warunkach doskonale poradzić, gdyż są ich codziennością. Sama marokańska teściowa każdego dnia ze spokojem wyjeżdża na dzikie ulice miasta.  Zamiast duszy na ramieniu ma dłoń na klaksonie i to jej wystarczy. Za to w Hiszpanii drży ze strachu przed tym, że wszystko jest tam tak poukładane, i że stoli tyle znaków, przez co się w nich gubi. Nigdy nie odważy się pojechać po hiszpańskiej autostradzie. Zawsze trzeba ją wozić.

Miałam wrażenie, że wypadki rzadko co im się zdarzają. Bo wystarczy, że przed jazdą się pomodlą, nakreślą palcem wersety z Koranu na ścianie w domu czy na masce samochodu a Bóg / Allah będzie ich bezpiecznie prowadził, mimo ich drogowej samowolki. Jadąc z nimi nic ci się nie stanie. Powiem, że teraz nie byłabym tego taka pewna.

poniedziałek, 4 września 2017

KONKURS. „Świat według Polki”. Książka, której lepiej nie czytać publicznie.

Często zastanawiamy się skąd u niektórych ludzi tyle weny do pisania ciekawych, zabawnych czy wzruszających historii. Okazuje się, że to nie żaden sekret czy niezwykły talent. Inspiracji i tematów dostarcza po prostu życie, jak na przykład na emigracji. Choć mieszkając w Polsce też można coś ciekawego przeżyć. Potem należy tylko wytrwać w spisywaniu ich wszystkich aby nigdy się nie ulotniły się z naszej pamięci. Sposobem aby tą wytrwałość rozwijać jest prowadzenie bloga. Sama się tego podjęłam przy okazji dzieląc się swoimi życiowymi anegdotami z innymi a najbardziej cieszy kiedy ktoś je przeczyta. Jako blogerka spisująca życiowe historie jestem jedną z wielu, co jest dowodem tego, że snucia historii i ciekawego pisania można się nauczyć. Ludzi ciągnie do pisania. Mają w sobie wiele odwagi by stanąć twarzą w twarz z wszechobecnym hejtem. Wciąż powstaje coraz więcej blogów. Niektóre z nich to krok do wydania książki. Sama przymierzam się do napisania własnej.


KONKURS. „Świat według Polki”. Książka, której lepiej nie czytać publicznie.

Za to dziś będzie o książce, którą właśnie trzymam w rękach, a mianowicie "Świat według Polki". Została wydana przez Klub Polek na Obczyźnie. To zbiór 65 opowiadań z podróży czy emigracji autorstwa Polek mieszkających za granicą. Część z Was być może czyta ich blogi. Opisane przez nie opisane historie są prawdziwe.


"Są wśród nich opowieści wesołe, melancholijne, są przygody z dalekiego świata i spotkania z wyjątkowymi ludźmi, którzy na zawsze zostają w pamięci. Jest miejsce na uśmiech, refleksję czy łzy wzruszenia, a także wszystko co dostajemy od losu, wybierając się w podróż zwaną emigracją"
- czytamy na okładce tej książki.


Mojego opowiadania w niej nie znajdziecie. Aczkolwiek byłam zapraszana do współpracy. Ze względu na dwa inne ważne projekty musiałam parę rzeczy odpuścić w tym zrobić przerwę od bloga. Mimo to koniecznie chciałam dowiedzieć się o czym napisały dziewczyny.


czwartek, 31 sierpnia 2017

Dlaczego nie wzięłam sobie Polaka

No właśnie dlaczego? Przecież nasi polscy faceci są tacy fajni, przystojni, mądrzy i wartościowi. To idealni kandydaci na męża. Mogę żyć z nim tutaj w kraju, przy rodzinie z taką samą tożsamością, wiarą, bagażem kulturowym, polskim żarciem, polskimi świętami, znajomością polskiego kina i polskich dowcipów. Więc jak mogę być taką puszczalską co z obcym zdradza naszą wspaniałą polską kulturę? Czemu pakuję się w kłopoty jakie niosą różnice narodowościowe, kulturowe i rasowe. Nie daj Boże te najgorsze - religijne! Przy nich to dopiero będzie dym! Czy nie zdaję sobie sprawy, że w ten sposób rozmywam swoją polską tożsamość a tym bardziej psuję swoje dzieci, które bidulki nie będą wiedzieć kim są, jakiej historii się uczyć, w co wierzyć i nie będą mówić płynną polszczyzną. Narażam się na nacisk ze strony obu rodzin - strażników tradycji, bo każda z nich będzie chciała abyśmy się dostosowali do ich kultury i bronić byle tylko nie zrobić odchyłu do tych drugich. Po co mi ta emigracja - efekt nie wzięcia sobie Polaka. To tułanie się po świecie. To związek na odległość albo wyprowadzka do innego kraju w którym nie wiadomo czy mam jakieś perspektywy, czy nauczę się języka, czy się tam odnajdę, czy nie dostanę świra z tęsknoty za ogórkami kiszonymi i Ptasim Mleczkiem. Nawet nie wiem co tracę. Bo życie z Polakiem jest znacznie prostsze. Nieprawdaż?

Dlaczego nie wzięłam sobie Polaka

Do Polek co nie wzięły sobie Polaka (bo przecież mogły) marudzą w ten sposób ich rodziny, które miały nadzieję, że ich córka wybierze "lepiej". Podobnie trują takim zazdrośni polscy mężczyźni "patrioci", ponieważ obcy "kradną" im kobiety. Albo jeszcze gorzej, bo to Polki same lecą w ich ramiona. Jak one tak mogą?

W pewnej książeczce dla dzieci znajduję pełny tekst piosenki "Płynie, Wisła płynie po polskiej krainie". Oto jak dalej leci ten tekst:

Abym gdy dorosnę
Wziął Polkę za żonę
Bo tylko Polakom Laszki przeznaczone.

Niech Francuz Francuzkę
Niemiec kocha Niemkę
Ja zaś wolę Polkę, niźli cudzoziemkę.

Kompletnie brak w tej piosence argumentacji „dlaczego”. Ja raczej swojemu dziecku wolę takich piosenek nie śpiewać. Argumentem może być ogromna miłość do Polski, ten żarliwy patriotyzm i duma narodowa. Można byłoby się do niej stosować… gdyby tylko w życiu wszystko było takie proste i układało się 100% po naszej myśli.

W zasadzie zgodnie z techniką skutecznego obstawania przy swoim nie powinnam się tłumaczyć ze swoich wyborów. To jest moje życie i mam prawo układać je jak chcę lub przyjąć takim jak się ułożyło. 

Jednak, jako jedna z takich, postanowiłam napisać podpowiedź dla innych Polek co nie wzięły sobie Polaka, które chciałyby odpowiedzieć na te komentarze. A marudzącym na ich prywatne życie łopatą do głowy wbić PRAWDZIWĄ przyczynę. 

Drogie polskie rodziny co chcecie dobrze swej córki. Drodzy polscy panowie co zazdrośni marzycie idealnej polskiej żonie. Gotowi?!



poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Kościoły katolickie w Maroko

Jak radzą sobie katolicy w krajach, w których 99% to muzułmanie? Na szczęście Maroko nie należy do tych, które mają złą opinię. Bardzo zaskoczyło mnie to, że można tam zobaczyć parę kościołów. Sam mój osobisty marokański przewodnik mi jeden pokazał. We wpisie na temat bezpieczeństwa w Maroku wspominałam o tym jak robiłam na przeprawie promowej „test na krzyżyk”, który na szczęście wypadł pozytywnie. W Maroku mieszka ok 200.000 katolików, którymi są emigranci europejscy, głównie Francuzi i Hiszpanie co zamieszkali tu w czasach kolonizacji oraz po odzyskaniu niepodległości. Zatem w kościołach msze odprawiane są po francusku w centralnym Maroku a w północnym i subsaharyjskim po hiszpańsku.

Kościoły katolickie w Maroko
Zdjecie: Dorkita

Miejscowa ludność to tylko muzułmanie a konwersja na chrześcijaństwo praktycznie nie istnieje, gdyż prawo nie zezwala na apostazję. A jeśli ktoś się na kto decyduje to na pewno w sekrecie lub poza krajem. Słyszałam nawet o tym, że siostry zakonne prowadzą tutaj lekcje w szkołach z marokańskimi dziećmi. Mogą je uczyć normalnych przedmiotów szkolnych, pomagać biednym ale nie wolno im nawracać. Ale tolerancja dla chrześcijan zza granicy, którzy tutaj się osiedlają, aby w spokoju mogli praktykować swoją wiarę jest faktem.
Postanowiłam zebrać najważniejsze marokańskie kościoły po to, abyś wiedział że tutaj też możesz pójść na niedzielną mszę że jeśli jesteś praktykującym katolikiem. Tylko dobrze sprawdź harmonogram mszy na drzwiach, bo nie jest tak bogaty jak w krajach katolickich. Więcej niż raz dziennie raczej się nie opłaca.
Trzy spośród tych kościołów widziałam z zewnątrz. W jednym z nich byłam w środku. Kościoły w Maroku podlegają dwóm diecezjom w Rabacie i Tangerze.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Sekret Marokanek, dzięki któremu będziesz szczęśliwsza i o wiele szybsza w działaniu

Co powoduje, że Marokańczycy i Marokanki są zawsze uśmiechnięci? Co sprawia, że inni ludzie w kulturach określanych przez nas trzecim światem, będący cywilizacyjnie w tyle, żyjący w konserwatywnym społeczeństwie, mający niewiele by do garnka włożyć są pogodni i nie stresują się tak bardzo? Oczywiście nie jest powiedziane, że wszyscy, bo życie im się różnie układa. Ale zwykle tak jest. Gdy nawiążesz kontakt odpowiadają z uśmiechem. Nigdzie się nie spieszą ale to co trzeba zrobią szybko. Nie traktują wszystkich problemów na poważnie. Cechuje ich totalny luz lub sarkazm. Nie planują zbyt naprzód. A mimo to świat im się nie zawala.

Sekret Marokanek, dzięki któremu będziesz szczęśliwsza i o wiele szybsza w działaniu

Jestem typową kobietą z zachodu, która marzy o tym by mieć udane życie. Jest niezależna i może decydować o sobie. Chciałabym zachować harmonię life - work balance. Pogodzić pracę z wychowywaniem dziecka, dbaniem o sylwetkę i jakimiś pasjami.
Wszędzie mi mówią, że powinnam nauczyć się planować. Wiedzieć kim będzie za 5 lat. Gdy ktoś zada mi to pytanie i odpowiem „Nie wiem” to już jestem spalona. Najlepiej niech dokładnie przemyślę odpowiedź i zapiszę sobie na kartce. Zapisując mój umysł zaczyna pracować wyobrażając sobie, że TERAZ się nie liczy, bo w przyszłości wszystko może się zmienić na lepsze. Tworzy scenariusze i wyobraża sobie za dużo. Tak wyobrażał sobie idealny związek a tak zdobycie wymarzonej pracy. Marzenia i snucie planów zdominowało mnie do reszty.

sobota, 5 sierpnia 2017

Tak się bawią, tak się bawią... Hiszpanie, Marokańczycy kontra Polacy

Lato to przede wszystkim czas imprez, więc pewnie będziesz mieć gdzie się zabawić. Na wakacjach czy podczas mieszkania w obcym kraju możesz zobaczyć jak się bawią jego mieszkańcy. A najlepiej gdy się do nich przyłączysz. Wtedy to poznasz, że choć emocje są podobne, bo zabawa to radość, beztroska, bycie razem, jedzenie oraz picie (nie zawsze tego o czym myślisz), to jednak kultura i zachowanie w trakcie imprezy jest inne niż w Polsce. Za granicą zderzasz się z szokiem kulturowym, to oczywiste. Ja też go przechodziłam i przechodzę do tej pory. Wiesz jaka różnica była dla mnie najtrudniejsza do zaakceptowania i przystosowania się? Tak, to był styl zabawy.

Tak się bawią, tak się bawią... Hiszpanie, Marokańczycy kontra Polacy

Nie jestem typem imprezowicza. To dlatego, że mam naturę nieśmiałego introwertyka. Jestem telefonem komórkowym. Raczej smartphonem a nie starym klawiszowym. Szybko się rozładowuję gdy jestem w stadzie ludzi. Gdy nie wyrabiam muszę szybko lecieć do domu aby podłączyć się do ładowarki... czasu spędzonego z samą sobą czyli energii płynącej z wnętrza nie zakłócanej przez śmichy, chichy i small talk. Nawet przez sensowne rozmowy, które lubię prowadzić z fajnymi ludźmi. Ale cóż, chciałabym zmienić swą naturę i być bardziej towarzyska ale nie mogę, bo taka się urodziłam. Wcześniej czy później potrzebuję odpoczynku. Poza tym zawsze jako dziwaczka z własnym światem miałam mało znajomych. Im mniej ich masz, tym mniej imprezujesz. Rzadko co byłam gdzieś zapraszana.

niedziela, 30 lipca 2017

Miej odwagę obstawać przy swoim kiedy cię krytykują

Weźmy pierwszy lepszy przykład. Kobiety. Polki. Muzułmanki. Zwłaszcza te, które urodziły się w innej kulturze a potem przyjęły nowe wyznanie. Pierwsze domysły - na bank pod wpływem męża. Kilka lat temu popularne były ich blogi. Zdarzało mi się zerkać z ciekawości tak jak wielu innym. Ubierają się skromnie. Noszą hijab - symbol swojej wiary. W kraju takim jak Polska tylko przyciągają krzywe spojżenia. Bo jak to one mogą z własnej woli się na to decydować?! Przecież wiadomo czym jest kobieta w islamie? Normalka, że hejterzy natychmiast się odezwali aby ostrym słowem wyciągnąć je z tej "niewoli".

Miej odwagę obstawać przy swoim kiedy cię krytykują

Na muzułmanki za to, że są "inne" polało się szambo. Takie, że gdybym to ja tak jak one miała jakiś odmienny od ogółu styl życia to cholernie bałabym się z tym obnosić. W rzeczy samej - wstydziłabym się. Tak jak przyznanie się jakiej muzyki słucham, słuchając jej w samotności w obawie przed krytyką. A one na przekór dumnie obnosiły się ze swoimi hijabami. Uważane za niewolę, przymus i kompleksy nazywały je wolnością, wyborem i symbolem kobiecości. Na wszystkie komentarze pełne wylgaryzmów odpowiadały zdecydowanie, nie dając się ponieść emocjom. 

Zawsze podkreślały że tak, zakrywają się, to ich decyzja i innym nic do tego. A jeśli hejterzy byli zbyt natarczywi to kazały pilnować swojego nosa i przekonać się czy w ich kulturze czasem gołe panie nie są gorszym seksizmem i opresją wobec kobiet. Przede wszystkim w obliczu braku akceptacji nie zawstydziły się, nie onieśmieliły, nie ukryły ze swoimi przekonaniami i nie pozdejmowały chust z głowy tylko dalej pewnie trwały przy swoim.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Marokańska teściowa 2. Jak to jest kiedy do Polski przyjeżdża

Bardzo lubię przyjeżdżać do Polski. O tym, że wykorzystuję ten czas najlepiej jak mogę pisałam tutaj. Tym razem mój przyjazd w rodzinne strony był wyjątkowy, ponieważ przyjechała wraz ze mną moja marokańska teściowa. W końcu udało mi się ją namówić, aby zobaczyła Polskę. A mój synek przez 2 tygodnie miał dwie babcie naraz :D Pierwszy wpis o teściowej spotkał się z Waszym sporym zainteresowaniem i tak jak chciałam bardzo Was rozśmieszył. Postanowiłam, że napiszę sequel, czyli kontynuację, drugą część pt. "Marokańska teściowa 2". Tylko o Polsce jej oczami. Które stereotypy okazały się mitami a które potwierdziły.

Marokańska teściowa 2. Jak to jest kiedy do Polski przyjeżdża


Prawdopodobnie tak samo jak bywa w świecie filmu czy książki, ten wpis nie przebije osiągającej sukces pierwszej części. Nie będzie tak trzymający w napięciu i tak zabawny. A jednak wiele osób pytało mnie jak się teściowej podobała Polska. Chcę odpowiedzieć im hurtowo. Potrzeba też rozliczenia się z pierwszą częścią w której było wiele rzeczy do sprostowania. Bo inne miejsce sprawia, że dana osoba może stać się inna w moich oczach lub sama stwierdzę, że to z czego się u niej nabijałam w zasadzie jest na moim podwórku.

środa, 28 czerwca 2017

Facet w Maroko to ma fajnie, bo może mieć cztery żony

Dziś podejmę się czegoś co wielu z Was najbardziej nurtuje a jednocześnie bardzo ciekawi, wkurza lub bawi. Jak to jest z tą poligamią w krajach arabskich? Jak to się ma w Maroku i czy jest legalne? Przecież dobrze wiemy, że islam zezwala na posiadanie czterech żon. A wielożeństwo to przecież dominacja facetów nad kobietami. Facet to ma fajnie, bo ma jedną wielką orgię z kilkoma. Kobieta już niekoniecznie, bo musi dzielić się z innymi. A gdyby tak odwrotnie? Jeśli chcesz wyjść za Araba to licz się z tym, że weźmie sobie kolejną, kolejną i jeszcze kolejną... więc lepiej spierniczaj nim będzie za późno - takie ostrzeżenie dostaje każda naiwna, która się w to pakuje. 

Facet w Maroko to ma fajnie, bo może mieć cztery żony

Jako odpowiedź na wszystkie pytania polecam wypowiedź marokańskiej przewodniczki oprowadzającej turystów po Pałacu Bahia w Marrakeszu na tym wideo. Jeden ze śledzonych fanpage o Maroku je polecił. Ono skłoniło mnie do napisania na ten temat. Pani ta trafia w sedno. Opowiada o poligamii w Maroku z humorem, że jak widzisz cała wiara pada ze śmiechu. Ponieważ gada ona po hiszpańsku do hiszpańskich turystów a nie każdy z Was zna ten język postanowiłam streścić to co mówi. Uzupełnię ją też o to czego sama dowiedziałam się na ten temat, co wyczytałam, zasłyszałam i zobaczyłam na własne oczy.

Czy w Maroku jest poligamia czy nie? Na pewno nie jest ona zakazana prawnie jak w Turcji. Niby nie ma tam nic przeciwko niej ale praktyka jest zupełnie inna.

czwartek, 22 czerwca 2017

Noc Świętego Jana. Święto ognia i wody, którego Hiszpanie nie mogą się doczekać

Mieszkając w Hiszpanii widzę jak ludzie tutaj uwielbiają świętować i bawić się. Nic dziwnego, przeciętny czas pracy od 8 do 20 od poniedziałku do piątku sprawia, że muszą się wyładować na całego gdy tylko mają wolne. W ciągu roku jest tu masa wydarzeń w których też miałam okazję brać udział. Także przyjeżdżając tu jako turysta można się wmieszać w tłum bawiących by lepiej poznać kraj w momencie życia na totalnym luzie. Gdybym miała określić które wydarzenie jest dla Hiszpanów najważniejsze a raczej najbardziej oczekiwane to jest to zdecydowanie magiczna Noc Św. Jana z 23 na 24 czerwca.

Noc św Jana. Święto ognia i wody, którego Hiszpanie nie mogą się doczekać

W rzeczywistości nie jest to najkrótsza noc w roku. Jest nią 21 czerwiec - przesilenie letnie. W tym roku najdłuższy dzień będzie trwał 16 godz i 46 min. Słońce wzejdzie o 4:40 a zajdzie o 20:49 (powodzenia dla tych co mają Ramadan). Po prostu 24 czerwiec jest po tym przesileniu, noc wtedy trwa krótko. To dzień narodzin Św. Jana Chrzciciela, który przygotował ludzkość na przyjście Chrystusa. 24 czerwiec to dokładnie 6 miesięcy przed wigilią narodzin Jezusa.

Wydarzenie to wydaje się być mniej znane pośród hiszpańskich i światowych imprez. Pewnie dlatego, że ma mniejszą promocję wśród turystów a większą wśród lokalnych. Ponieważ dla Hiszpanów jest bardzo ważne, a gdy my podróżujemy to i tak ciekawiej jest zbliżyć się do miejscowych, postanowiłam dopisać je do najciekawszych wydarzeń w Europie w 2017 r. Jakbyś był w tym czasie w Hiszpanii i nie straszne Ci tłumy to warto wsiąść w autobus i przyjechać do mnie do Andaluzji by to zobaczyć. Wybrać się nocą na jedną z plaż na Costa Tropical na świętowanie z ogniem lub do górskiej miejscowości Lanjarón w Alpuharras na świętowanie z wodą.

środa, 14 czerwca 2017

Tiramisu z biszkoptami jako pomysł na pyszny deser

Przepis ten zaproponowała mi nikt inny jak marokańska teściowa. Podobno nauczyła się go z filmu na youtube. Ja wiedziałam jedno, że chcę mieć tiramisu w jej wykonaniu na blogu. Bo jest naprawdę pyszne. Deser ten pochodzi z Włoch i jest to krem z sera, mleka i jakek przekładany nasączonymi w kawie biszkoptami. Teraz widzisz, jak często przechodzę ze skrajności w skrajność. Najpierw pisałam o pohamowywaniu się od zachcianek, którymi są słodkości a teraz sama proponuję coś słodkiego. I gdzie u Ciebie Dorkita spójność?

Tiramisu z biszkoptami jako pomysł na pyszny deser

Ale tiramisu jest idealne na deser serwowany w szklankach, jako propozycja na imprezę oraz na jeden dzień w tygodniu wolny od diety. Poza tym nasz przepis jest bez klasycznego cukru i bardzo prosty w wykonaniu.

środa, 7 czerwca 2017

Chcesz mieć silną wolę i opierać się pokusom? Zrób sobie Ramadan

Dzisiejszy post będzie garścią motywacji z... islamem w tle. Od 27 maja w Maroku trwa Ramadan, święty miesiąc muzułmanów, którzy nic nie jedzą i nic nie piją od wschodu do zachodu słońca. To już trzeci Ramadan w historii mojego bloga. Jak zwykle przypomnę wpis o tym jak Marokańczycy go obchodzą oraz mojej próbie podejścia do tego postu, która wyszła jak wyszła. Ciekawę czy gdybym bardzo chciała pościć i miałabym do tego motywację to czy dałabym radę wytrwać przez miesiąc tak jak oni? Bez dyskretnego podjadania i popijania wody? Choć nie planuję tego zrobić, bo to nie moja bajka to odpowiem, że TAK... raczej byłabym w stanie. Teoretycznie dałabym radę, bo jest to coś co zależy tylko od Ciebie, więc na 100% możliwe. Chcesz wiedzieć dlaczego?

Chcesz mieć silną wolę i opierać się pokusom? Zrób sobie Ramadan

Od czasu do czasu zerkam w babskie grupy wsparcia na fejsie. Członkinie wciąż głowią się, stosują jakieś triki i motywacyjnie kopią się w dupę aby odpowiedzieć sobie na nurtujące pytanie. 

"Jak sprawić aby mi się chciało tak jak samo się nie chce?"

Problem (tfu! Wyzwanie) jest taki że marzysz o tym aby schudnąć, pozbyć się jakiś nałogów, pracować produktywnie i zmienić swoje życie. Wiadomo, że aby tego dokonać często trzeba sobie czegoś odmówić aby potem mieć korzyści. Trzeba pokonać wszelkie pokusy, które oddalają nas od celu. Odroczona gratyfikacja kluczem do sukcesu. To jest pewne i w to też wierzę. 

wtorek, 30 maja 2017

Talerz niespodzianka. Przepis na marokańską seffę

Seffa nazywana jest talerzem niespodzianką. Ponieważ pod warstwą makaronu nitki można ukryć co się chce - mięso z kurczaka czy warzywa. Przygotowuje się bardzo podobnie do kuskusu. Je sie ją po marokańsku, czyli wspólnie z jednego talerza. Zapraszam na przepis w wykonaniu Leili. Porcja dla całej rodziny. Wygląda na olbrzymią ale w przoygotowaniu jest całkiem prosta.

Talerz niespodzianka. Przepis na marokańską seffę

Składniki
500 gr makaronu nitki, 1 kg cebuli, 1 kurczak, pietruszka, pieprz, kurkuma, smen - smalec lub masło roztopione, czosnek, olej słonecznikowy, sól, cynamon, rodzynki, cytryna

niedziela, 21 maja 2017

Marokańska teściowa. Co się zmienia u mnie w domu kiedy ona przyjeżdża

Uprzedzając Wasze domysły oświadczam, że teściową mam spoko. Nasza relacja jest bardzo dobra. To pogodna i przyjazna kobieta, która nie poucza, nie krytykuje, nie wtrąca i nie obwinia. Żyjemy w zgodzie choć czasem zdarzają się nieporozumienia. Zawsze chętnie nam pomaga. Odkąd mam synka, ta pomoc tak bardzo się przydaje, że mimo tego o czym zaraz przeczytacie, z niecierpliwością czekam na jej przyjazd. Wizyty marokańskiej teściowej to chyba najważniejszy punkt mojej codzienności.

Marokańska teściowa. Co się zmienia u mnie w domu kiedy ona przyjeżdża


Przyjeżdża do nas tak często i na tak długo, że zliczając to wychodzi, że mieszka z nami przez min. pół roku! Ma u nas nawet swój pokój który na nią czeka. Nieodcięta pępowina trzyma i będzie trzymać do końca naszych dni. Jak czegoś nie zmienisz to się z tym pogódź. ;)

wtorek, 9 maja 2017

Śmierć Magdy w Egipcie. Przestańcie pouczać ofiarę!

Cała Polska zaszokowana jest tragedią 27-letniej Magdy Żuk, która zmarła w tajemniczych okolicznościach na wakacjach w Egipcie. Wszystkich wstrząsnęła jej rozmowa telefoniczna z chłopakiem na krótko przed śmiercią. Dziewczyna prawie nie mogła mówić. To przez nagłą depresję czy może dlatego, że ktoś jej zabronił? Gwałt zbiorowy, obłęd, rany, samobójstwo, morderstwo... cokolwiek by to było? Kto mógł jej to zrobić? Dlaczego wypadła przez okno szpitala? Może ktoś ją wypchnął? Jaki udział miał w tym jej chłopak a jaki rezydent? Śledztwo trwa. Wkrótce ma się odbyć sekcja zwłok. Ludzie plotkują i tworzą własne domysły. Nawet powstała grupa na facebooku by o wszystkim informować. Czuję ogromne współczucia dla rodziny Magdy za to, że tak zginęła oraz za to jak ludzie prawią o tym w sieci. 

Śmierć Magdy w Egipcie. Przestańcie winić ofiarę!

Ja z Egiptem nie mam nic wspólnego. Jednak blogując o innym kraju arabskim ten temat siłą rzeczy do mnie trafia. Wiele ludzi wcześniej czy później zacznie ze mną o nim gadać. Bo poczucie bezpieczeństwa na wakacjach zostało podważone.

Jakiś czas temu napisałam tekst na zlecenie. Sama wybrałam sobie jego temat: bezpieczeństwo podczas wakacji. Choć na szczęście dotyczył Maroka miałam z nim pewne obawy. W życiu łatwo jest coś "wykrakać", tak że dziać się będzie zupełnie na opak. To zdarza się częściej niż myślisz. Czułam, że lada moment coś się stanie. Poczuję się głupio i ktoś mi to wytknie. W sumie... stało się. Choć w Egipcie, który pod względem bezpieczeństwa dla turysty wypada o wiele gorzej niż Maroko. Śmierć Magdy to z pewnością nie pierwszy dramat jaki tam miał miejsce w ostatnich latach.

Jednak wrzucanie wszystkich, jak to ich zwą "ciapatych" do jednego wora, słusznie czy niesłusznie jest powszechne. Równolegle przeplata się dyskusja o to jacy są muzułmanie. Dla jednych to dzikusy a drudzy domagają się tolerancji, bo nie wszyscy tacy są. Podobno Egipcjanie też są tą tragedią poruszeni.

wtorek, 25 kwietnia 2017

W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller

Zapraszam na wywiad z Anną (Malaiką) która dzieli swoje życie pomiędzy Austrią a Marokiem. Organizuje niezwykłe wyprawy jako Tinire Inspiration podczas których zaraża innych pasją poznawania geografii, historii i kultury tego kraju. Być może kojarzycie ją z „babskich wypraw do Maroka”, na które być może traficie w sieci szukając informacji o podróżach na pustynię, by spędzić czas wśród Nomadów i Berberów. Teraz realizuje swój projekt budowy obozowiska, w którym odbywać się będą warsztaty. Anna mogłaby gadać o Maroku w nieskończoność. Przez to wywiad z nią zmienił się w prawdziwą Marokopedię.


W podróży o zapachu mięty – wywiad z Anną (Malaiką) Kitzmüller
Zdjęcie: Paulina Shoota
Aniu, przedstaw się i powiedz co oznacza Twoje drugie imię?

Witam, Salam. Nazywam się Anna Kitzmüller a moje drugie marokańskie imię Malaika to ksywka. Nadali mi je Nomadzi i oznacza Anioł. Nie wiem czy mam duszę Anioła, czasem jestem zbyt energiczna, nakręcona, nie usiedzę w miejscu i gaduła straszna a jaka pyskata czasem :) Anioły mają dla mnie coś wspólnego z anielskim spokojem. No cóż, może w moim wypadku, nie chodzi o cechy charakteru, tylko bardziej o uczynki.

Z wykształcenia jestem pedagogiem terapeutycznym, szalona podróżniczka nie bojąca sie pająków i skorpionów. Ukończyłam Akademię dla przewodników turystycznych oraz szkołę tkactwa artystycznego i ceramiki. Jestem zakochana w prostym życiu i "Prostych" ludziach a prywatnie jestem mamą dwóch indywidualistów, którzy czasem stawiają cały moj świat na glowie :) Chciałabym też byś posiadaczką białego wielbłądka ale jeszcze nie udało mi się zrealizować tego marzenia.

środa, 19 kwietnia 2017

12 dowodów na to, że w Maroko jest bezpiecznie

Jechać czy nie jechać w podróż do Maroka? Czy warto zarezerwować wczasy już teraz? Co mnie tam może spotkać? Na co uważać? Czy mogę czuć się bezpiecznie? Takie pytania zadaje sobie wielu turystów. Także Wy często piszecie do mnie z tymi pytaniami. Wiem, że Maroko to magiczny kraj który Was pociąga i z pewnością oczaruje. Jednak w dobie niestabilności politycznej, ataków terrorystycznych, braku zaufania i wielu innych zagrożeń chcecie rozważnie podjąć decyzję gdzie warto jechać na wakacje.

12 dowodów na to, że w Maroku jest bezpiecznie

Zrozumiałe są obawy przed podróżą do krajów muzułmańskich. Bo przecież z wyznawcami islamu nigdy nic nie wiadomo. Nie każdego przekonują zapewnienia, że wielu jest pokojowych. Wśród nich też mogą ukrywać się terroryści ISIS i przestępcy. Bo to też Afryka i trzeci świat. Tam zawsze wybuchają wojny, zamachy, protesty i zbrodnie. Tam szerzy się przestępczość, handel narkotykami i bronią. Tam jest dyskryminacja kobiet, mniejszości i innych wyznań. Tam są epidemie, brak higieny, czystej wody i świeżej żywności oraz fatalne warunki do życia.

Sama przed wyjazdem na wakacje do Maroka dostawałam masę ostrzeżeń i wizji najgorszych z możliwych scenariuszy. Niestety, zamachy w Turcji, Tunezji czy Egipcie w ostatnich latach tylko potwierdziły obawy. Ponieważ wiele zależy od szczęścia czy pecha, to chcemy jak najbardziej uniknąć przypadkowego znalezienia się w centrum jakiejś tragedii. Co zatem robić by cieszyć się wakacjami Spędzić je w Polsce na działce? Najlepiej wogóle nie wychodzić z domu? A może wybierać inne alternatywne kierunki?

Ale jeśli chodzi o Maroko to w wielu rankingach bezpieczeństwa zupełnie odstaje od swoich sąsiadów, krajów o podobnej kulturze i wyznaniu. Gdyż wypada w nich nadzwyczaj... bardzo dobrze. 

środa, 12 kwietnia 2017

W podróży do sukcesu, czyli mój pierwszy dzień w Hiszpanii

Wyjechać i zamieszkać w Hiszpanii - serio, kiedyś to było dla mnie... wyznacznikiem sukcesu. Czyli czegoś trudnego i nieosiągalnego. Już nie raz musiałam opowiadać o tym jak ten "sukces" osiągnęłam i przekonywać się, że jednak człowiek młody często myśli głupio i naiwnie co to znaczy dla niego spełnione marzenie. Że wyjazd to nie wszystko, to nie jest koniec historii Twojego życia. To tylko etap dążenia do sukcesu a po nim może nawet być gorzej. To, że wyjechałaś nie znaczy, że go osiągnęłaś. Teraz dużo osób wyjeżdża co tym bardziej umniejsza rangę tego osiągnięcia. Lecz nie ma co żałować gdyż po drodze może Cię spotkać wiele innych rzeczy.

W podróży do sukcesu, czyli mój pierwszy dzień w Hiszpanii

O moim wyjeździe do Hiszpanii klepię po raz enty gdyż skłonił mnie do tego projekt wiosenny Klubu Polek na Obczyźnie pt. "Pierwszy dzień kraju w jakim teraz mieszkam". Oh! Kiedy to było? Cofnęłam się w czasie by przypomnieć sobie ten dzień, gdzie byłam, co robiłam, co się wydarzyło i co czułam. Każdego spotyka coś innego gdy postawi po raz pierwszy nogę w obcym kraju. Zobaczcie jak to było u Marty w Egipcie a jutro sprawdźcie u Oli w Czechach.

Takich dni przyjazdu miałam już kilka, bo do Hiszpanii przyjeżdżałam parę razy w różnych celach i z różnymi uczuciami. Takie przyjazdy były trzy. 

wtorek, 11 kwietnia 2017

Paluszki Fatimy z nadzieniem. Jedne z mięsem a drugie wegetariańskie

Paluszki Fatimy to takie marokańskie paszteciki o walcowatym kształcie. Jest to farsz zawinięty w ciasto francuskie zwane "ouarka". Ponieważ wykonywałam je na pilnik polonijny gdzie miało być sporo ludzi postanowiłam zrobić dwie wersje. Jedna jest z mięsem na bazie mielonej wołowiny a druga wegetariańska na bazie ciecierzycy. Choć nie do końca mi się to udało, bo preferencje żywnościowe ludzi są szersze niż jedzenie czy nie jedzenie mięsa. Choćby kwestia mąki, która była najzwyklejszą mąką pszenną. Farsz stworzyłam według własnej koncepcji używając składników popularnych w Maroku i przede wszystkim przypraw. 

Paluszki Fatimy z nadzieniem. Jedne z mięsem a drugie wegetariańskie

Na życzenie osób z pikniku, którym bardzo smakowały wrzucam przepis. Nie będzie on ekspercki ale eksperymentalny, ponieważ moja przygoda z kuchnią jest wciąż w drodze do ideału. 

W pierwszej kolejności potrzebujesz ciasta. A "ouarka" jest dość trudne do wykonania aby było takie jak w Maroku. Powinna być elastyczna i chrupka. Zrobiłam na dwa sposoby

1. Sama je wykonałam. Zmieszałam ze sobą 500gr mąki razowej i 250ml ciepłej wody. Dodałam też 1 łyżeczkę drożdży i szczyptę soli. Wszystko wymieszałam w mojej maszynie do wyrobu ciasta. Wyszło coś co przypomina chleb.

2. Jestem zwolenniczką chodzenia na łatwiznę gdy uznam, że to najlepsza droga dlatego... kupiłam gotowe ciasto. ;)

piątek, 31 marca 2017

Jeśli liczysz tylko na naturę to życzę powodzenia

Jak wiesz na czasie jest teraz powrót do natury. Dlatego myślałam sobie, że ci Marokańczycy to mają dobrze. Posiadają dostęp do tylu naturalnych i zdrowych roślin, ziół, olei. Prosto ze źródła. Sami je produkują, eksportują, sprzedają turystom, więc pewnie stosują na codzień i dzięki nim są zdrowi i szczęśliwi. Miałam taką nadzieję a jednak bardzo mnie czymś zaskoczyli. Przyglądając się z bliska pewnej marokańskiej rodzinie stwierdziłam, że wcale nie korzystają tak obficie z tych swoich skarbów natury. 

Jeśli liczysz tylko na naturę to życzę powodzenia

Ciekawa jestem czy ten tekst włoży kij w mrowisko wobec obecnego trendu. Czy czasem nie dostanę po głowie, że niby jakieś pierdoły wypisuję. Wkurzę co po niektórych promujących zdrowy styl życia. Bo przecież wszystko, dosłownie wszystko czego nam potrzeba jest w naturze. 

A może zastosujesz olejek arganowy? - proponuję Marokance kiedy trzeba czymś posmarować odparzoną pupcię niemowlęcia. Przecież pomaga na wszystkie poparzenia czy zapalenia skóry. Ma tyle witaminy E i wiele cennych składników. Jest naturalny i na pewno nie zaszkodzi. Ona na to, że... nie chce ryzykować, bo nie wie jak zadziała. Sięga po maść, którą lekarz polecił i na jej opakowaniu jest dokładnie opisane przeznaczenie, co znaczy, że jest dobra. Woli sprawdzone rozwiązania, bo przecież chodzi o to aby pomogło.