sobota, 30 stycznia 2016

Na randce w Maroku

Pewnie jesteście ciekawi jak wygląda randkowanie, w kraju w którym na chodzenie ze sobą przed ślubem nie patrzy się zbyt przychylnie. O mieszkaniu i spaniu razem nie wspominając. Miałam okazję zobaczyć jak wygląda taka marokańska randka. O niej właśnie będzie ten wpis i na szczęście nie o mojej.

Na randce w Maroku

Na początek warto wyjaśnić jak Marokańczycy poznają się, łączą się w pary, by potem wziąć ślub i założyć rodzinę. Obecnie coraz więcej marokańskich par samych się poznaje i decyduje czy chcą się pobrać, czy może to jednak nie to. Jednak wiele małżeństw wciąż jest aranżowanych przez rodzinę. Dwa pokolenia wstecz były przypadki, że para młoda zobaczyła się... dopiero po podpisaniu dokumentów ślubnych.


Jeśli syn czy córka jest gotowy na małżeństwo, rodzice i rodzeństwo szukają odpowiedniego kandydata lub kandydatkę. Jak? Najczęściej przez znajomości, aż dotrą do takich którzy mają kogoś godnego polecenia co by im pasował. Może być nim syn lub córka znajomych a nawet... dalekie (czasem i bliskie) kuzynowstwo.

Rodzice zapoznają ich ze sobą i pytają się o zgodę. Jeśli przypadną sobie do gustu i odpowiedzą, że TAK to co jako piewsze się dzieje?

Oczywiście... poleci TATKAL zaśpiewany przez kobiety. By ogłosić wszem i wobec. Potem będzie leciał przy każdym rytuale.

Następnie odbywają się zaręczyny. W bogatszych i licznych rodzinach mogą być duże prawie jak ślub. W trakcie nich przyszły pan młody prosi ojca o rekę córki. W niektórych tradycjach ojciec prosi o pieniądze za córkę albo musi podarować jej jakiś prezent. To wszystko wygląda jak... kontrakt. Faktycznie nim jest.

Nawet jak para sama się poznała i rodziny zaakceptowały to zaręczyny i ślub też odbywa się według tych procedur.

O tym, że para jest zaręczona musi wiedzieć cała dzielnica. By nikt nie podejrzewał że obcy chłopak i dziewczyna nie wiadomo co razem robią. Dopiero po zaręczynach para może się spotykać, publicznie pokazywać razem, odwiedzać się. Ale jak wiadomo, nie może ze sobą spać aż do ślubu. Niewskazane jest zostawanie sam na sam. No bo przecież może ich ponieść namiętność.

Co widzę to wielu zeuropeizowanych Marokańczyków się do tego stosuje. Wpływ rodziców i tradycja są ogromne. Oczywiście dotyczy to tylko par marokańsko - marokańskich i tylko muzułmańskich. U mieszanych jest inaczej i więcej swobody. Z wielu tradycji się rezygnuje, bo są zbędne. Raczej... para wielokulturowa zawsze poznaje się sama. Nielogiczne, by marokańscy rodzice stojący na straży tradycji szukali wśród kandydatów kogoś "nieswojego".

Co lepsze? Małżeństwo miłości czy aranżowane?

Ja nie wyobrażam sobie by było inaczej niż pierwsza opcja.

W Maroku jest przecież idealny przykład. Król Mohammed VI i jego żona Lalla Salma (bez królewskiej krwi) poznali się sami. A ujawnili swój związek i wzieli ślub dopiero po śmierci ojca Hassana II

Ale marokańscy rodzice co są za tym drugim też znajdą swoje argumenty. Miłość ponoć ogłupia a potem się wypala. Coś trwałego buduje tylko rozsądek. Wystarczą przyjaźń i szacunek, które zostają na zawsze.

Małżeństwo to poważny układ układ gdzie trzeba zarabiać na życie, zbudować dom, urodzić i wychować potomków. A jakaś miłość niech sobie będzie ale tylko w małżeńakiej alkowie. Publicznie o tym mówić a nawet myśleć - to wstyd. Poza tym jak charaktery są dobrane to się zrozumieją i dogadają nawet bez namiętnej miłości. Albo miłość później przyjdzie. Rodzina najlepiej wie jaki typ partnera pasuje ich dziecku. Ale o co tak naprawdę chodzi to majątek i zabezpieczenie finansowe.

Spotkałam się z pewną opinią o Marokankach. Podkreślam, że jest ona bardzo subiektywna!!! Może nawet jest stereotypem, który usłyszałam od osoby co ma akurat takie zdanie. Nie traktuj jej jako ogólną prawdę. Pokazuję tylko czyjś punkt widzenia.

Otórz niektórzy Marokańczycy nigdy nie chcieliby się ożenić z Marokankami. Ponieważ dla Marokanek miłość jest drugoplanowa. Liczy się tylko kasa. Ich mąż ma dobrze zarabiać, najlepiej aby był bogaty. Nawet jak kobieta sama ma kasę, zarabia lepiej od męża to on i tak jest głową rodziny. Jego obowiązkiem jest jej utrzymanie. Presja na facetach, by temu podołać jest ogromna. A życie nieprzewidywalne i niesprawiedliwe. Nawet jak mąż z nie swojej winy straci pracę to żona zamiast go wspierać wniesie sprawę rozwodową, bo dupa facet - nie poradził sobie.

Rodzice jak szukają córce męża naturalnie też chcą aby był bogaty. Interesy córki i rodziców są zgodne. Więc z jej strony pada TAK i mamy kolejne małżeństwo aranżowane. To że Marokanka pójdzie za głosem serca za kimś kto ma mniej kasy... hmmm... Czy takie przypadki wogóle się zdarzają?

Moim zdaniem nie ma reguły który związek ma więcej szans na przetrwanie. Znam wiele par, które mimo wielkiej miłości później się rozstawały. Ale też poznałam też małżeństwa zaaranżowane, gdzie dwie strony wciąż nie mogły się dogadać i non stop się kłociły. Początkowo presja rodziny i dzieci nie pozwalały tego zakończyć. Aż doszło do rozwodu. Była to niezgodność charakterów i niespełnione oczekiwania. Nic dziwnego skoro wcześniej nie mogli się dobrze poznać. Potem rodzina żałowała, że wybrała im niewłaściwą osobę, a do wyboru miała inne.


Na randce w Maroku

Dobra, wróćmy do tytułowej randki.

Często słyszymy, że w krajach Płw. Arabskiego i Zatoki Perskiej nie ma kin, teatrów, pubów i dyskotek. Nie ma gdzie pójść oprócz zakupów. W Maroku na szczęście to wszystko jest. Ma się gdzie randkować.

Pewnego razu znajomy Marokańczyk, członek rodziny zwierzył się mi i mojemu mężowi, że poznał dziewczynę - też Marokankę. Powiedział, że bardzo mu się podoba i chce z nią być.
Co na to Twoi rodzice? - pytam znając te obyczaje.
On odpowiedział, że jeszcze nie wiedzą. Ale wkrótce im o tym powie. Oświadczy się jej, zrobią zaręczyny a potem ślub.

Zaproponował nam byśmy wyszli wspólnie, we czwórkę. On ją nam przedstawi.
Czemu nie? - pomyślałam.

Tego wieczora podjechaliśmy pod jej dom by ją odebrać a potem pojechać do jakiegoś lokalu w Casablance. Szczerze czekaliśmy dość długo. Dziewczyna w końcu wyszła wystrojona. Miniówka, żakiet, szpilki. Makijaż. Elegancko ułożona fryzura. Nieskromnie i w sam raz na nandkę. Jednak do auta odprowadziła ją... jej siostra. Potem pogadała o czymś z jej chłopakiem i poszła.

Dziewczyna nie miała dobrego humoru. Była dość poważna, mało rozmowna, rzadko się uśmiechała. Wyglądało jakby odbyła wcześniej z siostrą jakąś dyskusję.

Pojechaliśmy do lokalu. Dziewczyna wciąż była poważna. Może ma taki charakter - pomyślałam.  Mimo różnicy językowej próbowałam wejść w dialog. Opowiadałyśmy standardowo, kim jesteśmy, czym się zajmujemy itp. Para unikała raczej trzymania się za rączkę, obejmowania i pocałunków.

Oboje, on i ona poprosili byśmy nie robili im żadnych zdjęć. Zabronione! Fotografować możemy się tylko sami.

W międzyczasie chłonęłam atmosferę marokańskiego klubu nocnego. W klubach takich można normalnie kupić alkohol. Zauważyłam że i tak sporo osób go nie zamawia. Nawet piwa bezalkoholowego. Bo przecież naprawdę nie wiadomo co w nim jest. Wygląda jak normalne piwo i ktoś patrzący z boku nie wiadomo co sobie pomyśli. Ja mimo to zamówiłam. Uważam, że warto wypróbować lokalne produkty.
Piwo Casablanca | Źródło: latasdecerveza.es
Podczas tej randki byłam po raz pierwszy świadkiem jak młodzież tańczyła na stołach w rytm muzyki przygrywanej przez grajka na bębnie.

Nie działo się to jednak przy naszym stoliku. On i ona wciąż byli dość poważni. Pomyślałam, że może przez moment chcą być sami. Jeśli tak to zostawmy ich.

Szef mafii - szpieg w damskiej wersji

Poszłam więc na parkiet ciągnąc za sobą męża. Grali mieszankę zachodnio - arabskich hitów i czasem jakieś modne kawałki klubowe. Chciałam się rozerwać, potańczyć.

Nagle spostrzegłam, że do klubu wchodzi pewna dziewczyna w towarzystwie dwóch koleżanek. Wkracza twardym krokiem, pewna siebie rozglądając się wokoło. Rozpoznałam ją - to siostra. Wyglądała dosłownie jak szef mafii i jego przydupasy w wersji damskiej.

Bujając się na parkiecie skinęłam jej na "cześć". Ona ledwo odwzajemniła gestem. Pomyślałam że też przyszła z koleżankami na zabawę. Cała ta trójka zamówiła coś do picia. Przysiadła się do stolika naszej pary. Obserwowalam ich z parkietu. Siostra spędziła z nimi jakiś czas, o czymś pogadała i wyszła.

Mój O. postanowił zapłacić za nas wszystkich. Gdy zobaczył rachunek cena była za wysoka. Dlaczego? Dopisane były trzy napoje. To już nie było miłe. Nie dość, że siostrzyczka pojawia się nieproszona to jeszcze nas naciąga podpinając się pod nasz rachunek. To nie fair. Nikt jej nie zapraszał!

Potem dziewczyna powiedziała że chce zmienić lokal. Pojechaliśmy do innego, weszliśmy na moment. Ona oświadcza, że znów chce gdzie indziej. Dziwne to było. Niech w końcu się na coś zdecyduje. Bo nie lubię nocnych wyjść, gdzie zamiast usiąść na długo w jednej knajpie większość czasu szukamy "knajpy idealnej".

Chłopak zaproponował nam, że możemy pojechać na promenadę nadmorską. Super pomysł - odpowiedziałam. Jest piękny wieczór.

Miałam nadzieję, że na marokańskim wozidupstwie się nie skończy. Że na pewno wyjdziemy z rego samochodu i się przejdziemy. Ale... Welcome to Morocco! Dokładnie tak się skończyło.

Okazało się, że ktoś za nami jedzie. Musieliśmy się zatrzymać. Była to oczywiście siostra. Jechała za nami swoim autem z koleżankami. Ona nas normalnie prześladuje. O co chodzi?

Wysiadła z auta. Podeszła do nas i przez opuszczoną szybę znów gadała o czymś z parą. Gdy skonczyła zawróciła i odjechała.

Po tym wszystkim dziewczyna oznajmiła, że chce wracać do domu. Jak się potem okazało, przez siostrę. Popsuła jej humor. Nie dała jej spokojnie randkować i rzeczywiście o coś się z nią kłóciła. Przecież nie była z chłopakiem sam na sam czy to w klubie czy w aucie.


Na randce w Maroku | Casablanca

Diabeł wkracza między zakochanych

Wtedy wszystko stało się jasne po co ja i O. tutaj byliśmy. Przeciętna para na randce normalnie chce spędzić czas tylko we dwoje. W Maroku tak się nie robi. Więc nie było to też zwykłe wyjście we czwórkę dla rozrywki. Zrobiono z nas zwyczajnie... przyzwoitki.

Okazuje się, że jak Marokańczycy idą na randki to spotykają się po kryjomu przed rodzicami. Ale biorą ze sobą kogoś zaufanego by ich doglądał. By mieć pewność, że zachowują się przyzwoicie i nie posuną za daleko. Sami siebie kontrolują nawet wbrew sobie. My byliśmy bardziej zaufani niż np. rodzeństwo chłopaka. Cokolwiek będzie - nie doniesiemy.

Zresztą para i tak nie miała zamiaru zachowywać się „niegrzecznie”. Albo tylko wydaje im się, że mają kontrole nad sobą. Wielu Marokańczyków wierzy, że jak obcy mężczyzna i kobieta bez ślubu zostają sam na sam to pomiędzy nich wkracza... diabeł. Haha, on ma większą władzę niż ci się wydaje.

Ale zostanie ze sobą sam na sam w samochodzie??? O zgroza!!!

Skoro byliśmy my to po co wtrąciła się siostra? Ona wcale nie wyszła z koleżankami by się pobawić. Perfidnie śledziła nas, jeździła za nami, sprawdzała wszystkie lokale gdzie jesteśmy i co chwila pytała się jak leci.

Kto wie. Może to dziewczyna sama ją wysłała na randkę jako swoją osobistą przyzwoitkę? A zły miała humor bo chce czy nie musi się poddać tradycji nie zostawania sam na sam z facetem co nie jest ani jej mężem, ojcem czy bratem. Tradycji, którą przestrzega każda Marokanka bez względu na to czy ubiera się po europejsku czy nosi chustę.

Nietrafione przyzwoitki

Skoro przyzwoitki (my) byliśmy załatwieni to po co siostra się do nas przykleiła? Może według niej nie byliśmy godnymi przyzwoitkami. Można się domyśleć, że raczej totalna pomyłką!

Mój O. - facet tylko będzie nakręcał drugiego faceta by posunął się dalej. By by tego nie robił a dobrze strzegł to ten chłopak musiałby być... siostrą O.

Ja - Europejka! Jeszcze gorzej! U nich pary bzykają się bez ślubu już po pierwszej randce. A rodzice nic! To dla nich nich normalka. Jak ktoś taki miałby strzec cnoty mojej siostry?

Co do dalszych losów tej pary to zostali przedstawieni swoim rodzinom. Były huczne zaręczyny. Tatkal też był śpiewany. Jednak ślubu nie było. Para się rozstała. Tak czasem bywa.

Obecnie wspomniany Marokańczyk jest szczęśliwie żonaty z inną Marokanką. Z tego co wiem też się sami poznali i chodzili na randki. Pozostaje mi życzyć im szczęścia. Bo jeśli właściwe osoby na siebie trafią to żadne upierdliwe siostry czy inni szpiedzy nie staną prawdziwej miłości na przeszkodzie.


Na randce w Maroku | Casablanca

Marokański Casanova! Strzeż się!

Jak widzisz, opisany przykład dotyczy typowej randki marokańsko – marokańskiej. Jako jako Europejka – turystka możesz spodziewać się w Maroku masy zaproszeń na randkę. Nawet już na starcie propozycji małżeństwa. Oraz gwarancji, że randka nie będzie aż taka sztywna. Lepiej na nich uważaj!

Łapią Cię zazwyczaj na popisywanie się znajomością banalnych i wulgarnych słówek w Twoim języku. Europejka przyzwoitki z tradycji ze sobą nie weźnie.O Europejkach krążą stereotypy, stąd taka bezpośredniość.

Wprawdzie nie lubię randkowego sztywniactwa to tak samo nie toleruję romantyzmu, płytkich komplementów, wielkich deklaracji miłosnych, na pokaz w celu naciągnięcia mnie na coś. Nienawidzę flirtu ze strony panów, którzy są zbyt nachalni a od swoich kobiet wymagają skromności. Swoim siostrom i matkom (wdowom), na randki słali by przyzwoitki albo wogóle zabronili randkować.

Dlatego moja reakcja jest taka, że każę im spadać na szczaw. Jestem bardzo a bardzo niemiła. Potem się dziwią, bo myśleli, że Europejka co najwyżej pobawi się w gierkę typu „bądźmy przyjaciółmi”. Zareagowałabym tak niemiło i oschle nawet jako singielka.

We wpisie wyczytaliście, że już dawno jestem zajęta. Dzięki temu randki mam codziennie. Czy to w Maroku, czy w Polsce czy w Hiszpanii, czy we Włoszech ... gdzie tylko zapragnę. Dokladnie takie jakie preferuje. Bez zadęcia. Bez skrępowania. Bez ściemy. Bez udawania. Bez przyzwoitki. Z miłością, przyjaźnią i szacunkiem.

Dorkita

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Disqus - Kuskus, czyli Zapraszam na Feedback ;)

Insta Galeria