piątek, 2 października 2015

Moja multikulturowa kolekcja rąk Fatimy

Moi znajomi wiedzą, że jestem kolekcjonerką tego talizmanu w kształcie ręki, a ci marokańscy twierdzą, że mam na jego punkcie fizia. Pewnie rzucił na mnie jakiś urok, no nie? O tym czym jest Khmisa (bo tak też się nazywa), co oznacza, dlaczego ją lubię i zbieram pisałam TUTAJ. Na śledzonym przeze mnie blogu Gosi jest porada co do pamiątek przywożonych z podróży. Aby nie zmieniać mieszkania w orientalny bazar najlepiej jest kupować jeden ich rodzaj. Ja już stosowałam tę zasadę wcześniej. Ta dłoń jest właśnie tą jedyną pamiątką z podróży. Nie tylko, bo w Granadzie też można ją kupić. Przedstawiam Wam kolejne... hmmm... ręce Fatimy z mojej kolekcji.

Moja multikulturowa kolekcja rąk Fatimy

Ręka ta kojarzona jest z krajami Maghrebu, choć symbolem islamu tak naprawdę nie jest. Ale ma w sobie coś co jednoczy kultury i trzy wielkie religie. Przeglądając moje amulety odkryłam, że z wieloma z nich wiąże się z jakaś anegdota o międzykulturowości. W taki sposób prezentuje się w mojej kolekcji do dziś. Mój związek to też łączenie kultur, więc wszystko odbija się na pamiątkach i biżuterii.


1.Kolczyki z gwiazdą. Ale jaką?

Bardzo lubię kolczyki w kształcie Khmisy. Raz zginął mi jeden kolczyk z mojej ulubionej pary dlatego poszłam sobie kupić nowe, ale inne. 


Kolczyki w kształcie Khmisy i z gwiazdą

W sklepie wybrałam takie jedne, szybko rzuciłam na nie okiem. O mają gwiazdę marokańską, więc będą pasować. Biore! Wpinam je w uszy i mówię Marokance, że mają one gwiazdę z waszej flagi. Ona patrzy i odpowiada: „Co ty?! Przecież to gwiazda żydowska!”. Zdejmuję kolczyk, oglądam i rzeczywiście. Jakim cudem z pięciu ramion zrobiło się sześć. Obie zaczęłyśmy się śmiać. Nie dopatrzyłam. W sumie gwiazda ta ma sens by być na tych kolczykach, gdyż w Maroku od wieków mieszkają Żydzi. Mimo to noszę je dalej i podobają mi się. Tym zabawnym sposobem mam dobrą lekcję, by następnym razem w naprawdę ważnych sprawach dokładniej zwracać na wszystko uwagę.

2. Co ma Khmisa do papieża? U mnie mają się dobrze

Pierwsze lepsze zastosowanie amuletu to noszenie go na szyi jako wisiorek. Czasami kilka wisiorków noszonych na jednym łańcuszku może fajnie wyglądać. 


Wisiorek z ręką Fatimy i krzyżykiem

Tak więc do Khmisy dowiesiłam sobie krzyżyk – pamiątkę ze Światowych Dni Młodzieży w Madrycie z 2011 r. na które pojechałam z duszpasterstwem akademickim Uniwersytetu w Granadzie (Granadzcy Erasmusi chodzący do kościoła w tym Polacy, często na nich trafiają). Krzyżyk dostałam od tej grupy („wspólnoty” – w nowomowie kościelnej). Od tego czasu oba zgodnie ramię w ramię czy palec w palec dyndają na łańcuszku i koegzystują.

3. Dwukulturowe klucze

Przyjęło się, że z kluczami nosi się breloczki. Niektórzy wierzą, że przynoszą one szczęście. Ciekawe jak? Chroniąc klucze przed zgubieniem? Powodują też, że pęk kluczy staje się cięższy. Ja jednak lubię breloczki i tylko dlatego, że fajnie wyglądają, nie dlatego, że jest w nich jakaś magia. 


Breloczki od kluczy. Ręka Fatimy i św. Krzysztof

Doczepiłam sobie breloczek z Khmisą. Za to moja mama podarowała mi breloczek ze Św. Krzystofem, który przywiozła z jakiejś pielgrzymki. Ona wierzy, że może jednak przynosi szczęście i chroni. Pamiątki czasem są dla nas warte, bo podarowane od bliskich. Więc też go sobie przypięłam. Św. Krzysztof nie jest jednak sam w swojej wierze przy mych kluczach. Ponieważ wynajmuję mieszkanie to dostałam gotowe spięte klucze i był już przy nich inny breloczek. Przedstawia on figurę Matki Boskiej Virgen de las Angustias – patronki Granady. Z lenistwa i tego, że jest lekki nie chciało mi się go odpinać. Więc niech już sobie wisi.


Khmisa jako breloczek do kluczy

4. Dzwoniąca dłoń chwyta wiatr

Kocham dzwonki wietrzne. Dzięki nim wiem, że jest wiatr. Ich subtelny dzwięk relaksuje i wycisza. Także ostrzega. Uwielbiam sceny z filmów w stylu country a także z mojego balkonu kiedy niebo się chmurzy i nadchodzi wichura. Wtedy pierwsze co, to dzwonki wietrzne wiszące w oknach i na werandach zaczynają dzwonić.


Dzwonki wietrzne w kształcie ręki Fatimy

Obecnie mam trzy takie dzwoneczki i jeden w kształcie Khmisy. Przypadkowo zauważyłam go przechodząc obok stoiska na bazarze. Wpadł mi w oko, bo wcześniej takiego nie widziałam. Kilka dni później wróciłam specjalnie po niego. Marokański sprzedawca chciał mi polecić dzwonki w innych kształtach, pewnie dlatego ze były większe i droższe. Ale dla mnie, ma być tylko ten z ręką Fatimy. Jakoś zamiast słowa Khmisa wypowiedziałam Khamsa. Sprzedawca był zaskoczony skąd ja tą nazwe znam. Wiedział, że w Maroku żydzi i muzułmanie ogólnie mówią na ten amulet Khmisa. Słowo Khamsa poznał dopiero w Granadzie od mieszkających tu uchodźców z Sahary, mających tu swoje stoważyszenie. Głównie oni mówią Khamasa. Ja sama też tą nazwę słyszałam w Maroku więc mówię raz Khmisa raz Khamsa.


Dzwonki wietrzne w kształcie ręki Fatimy

5. „Ręka Fatimy” Ildefonso Falconesa. Z domowej biblioteki czy z kolekcji rąk Fatimy?

W mojej kolekcji wcale nie muszą być same wisiory, dzwonki i biżuteria. Równie dobrze może być to... książka. Zwłaszcza, że nosi tytuł po prostu „Ręka Fatimy” i ma zakładkę w kształcie tej ręki. Dostałam ją w prezencie od męża na gwiazdkę. Kupił mi ją tylko ze względu na... tytuł i zakładkę. Nie miał pojęcia o czym wogóle jest książka. 


„Ręka Fatimy” Ildefonso Falcones

Sam przeczytać też nie zamierzał. Na streszczenie z okładki ledwo rzucił okiem. Serio? Tak to prawda. Wiedział, że lubię Khmisy więc prezent powinien mi się spodobać nieważne jaka treść. Ja jednak książkę przeczytałam. Służy do czegoś więcej niż ozdoba. Cegła 955 stron i po hiszpańsku. Zainteresowanych uspokajam - istnieje polskie wydanie.

Ogólnie o czym jest książka? Też odnosi się do styku kultur a raczej ich konfliktu. To powieść z postaciami fikcyjnymi na tle wydarzeń historycznych i do tego bardzo naturalistyczna. Akcja dzieje się w Andaluzji w XVI w. w Alpuharze w Sierra Nevada i w Kordobie. Zaczyna się 76 lat po przejęciu Granady przez Królów Katolickich z rąk Maurów (1492r.). Kończy się na przymusowym wysiedleniu morysków z Płw. Iberyjskiego do Afryki Pln. na mocy edyktu z 1609r. Moryskowie to muzułmanie którzy nadal mieszkali na terenie Hiszpanii i zmuszeni byli do przejścia na chrześcijaństwo i obowiązkowego chodzenia do kościoła. Jednak w sekrecie nadal praktykowali islam. Khmisa była uważana za symbol ich tożsamości. Chrześcijanie ich za to prześladowali jednak moryskowie odpowiadali na to wszczynając krwawe powstania, podczas których byli o wiele gorsi. Cóż w książce jest masa trupów i krwi z powodu... religii. Wszystko opisane ze szczegółami, że można się skrzywić. Seksu też jest mnóstwo. Jeśli znasz poprzednią książkę tego autora „Katedra w Barcelonie” w której jest tak samo, pewnie wiesz o co chodzi.


„Ręka Fatimy” Ildefonso Falcones

W streszczeniu pisze, że główny bohater Hernando o przezwisku „Nazareno” będący moryskiem walczyący o wolność swojego ludu jest zagubiony pomiędzy dwoma religiami. Moim zdaniem to nieprawda, bo zdecydowanie wybiera islam. Powiedziałabym, on dąży do koogzystencji o której społeczeństwo nie chce słyszeć. Jest on jeden, one dwie i masa napłodzonych dzieci z jedną i drugą oraz jednej z ich z czarnym charakterem książki. Bo mimo wszystko „musimy się trzymać własnych zasad”, nawet kosztem siebie - czytaj religii – to zdanie przewija się przez książkę, powtarzane jak mantra przez jedną z postaci. Masa zwrotów akcji, tragedii, potoczenia się życia inaczej, tylko dlatego, że ktoś nie dowiedział się o czymś ważnym na czas. Nie mógł być o tym poinformowany, bo ten co znał prawdę w ostaniej chwili kopnął w kalendarz. Rola i pozycja kobiety w obu religiach – to temat co pewnie najbardziej zainteresuje. Choć w książce w obliczu dramatów niektóre wyrywają się ze skostniałych zasad. W sumie to jedna z tych powieści, po której lekturze jednak się cieszę że jednak żyję w obecnych czasach. Happy end jest i na szczęście taki jakiego bym chciała.


„Ręka Fatimy” Ildefonso Falcones

Książkę wydano w 2009 r. Byłam też w tych miejscach w których dzieje się jej akcja więc mogłam wobrażać sobie sceny podczas czytania. Może kiedyś napiszę do niej recenzje na blogu.


Ręka Fatimy i podkowa na szczęście

Zawsze jak ktoś przyjeżdza do nas z Maroka pyta się co mi przywieźć. Ja odpowiadam, że dziękuje. Nic mi nie trzeba. Przywieź mi jedynie jakiś drobiazg z Khmisą.

A Wy macie swoje ulubione pamiątki z podróży lub coś kolekcjonujecie? Czy też taki Wasz przedmiot swoją historię o tym jak i dlaczego do Was trafił?


Zdjęcia: Dorkita

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Disqus - Kuskus, czyli Zapraszam na Feedback ;)