poniedziałek, 14 września 2015

A jak Algeciras – port na Cieślinie Gibraltarskiej po hiszpańskiej stronie

Pływasz do Maroka z Gibraltaru? – pytają się mnie znajomi. Nie, nie pływam do Maroka z Gibraltaru. Pływam z portu Algeciras, który znajduje się obok brytyjskiego terytorium. Jest to właściwa brama do Afryki. Stąd płynie się do marokańskiego Tangeru (Tanjah czyt. "Tandża") lub hiszpańskiej Ceuty. Odcinek ten pokonuje się w czasie 30 min – 1,5 godz. w zależności jaki duży i szybki jest prom. Za to z przeciwnego kierunku napływają do Europy imigranci ekonomiczni z Afryki. Niekoniecznie na sucho, na pokładzie wygodnego ferry z wizą i paszportem w ręku.
A jak Algeciras – port na Cieślinie Gibraltarskiej po hiszpańskiej stronie
Do Maroka z wiatrem we włosach
Teraz oczy Europy zwrócone są na wschód, skąd jesteśmy zalewani potokiem ludzi z innej kultury. Na Cieślinie Gibraltarskiej wydaje się być spokojniej. Jednak wcześniej czy później uchodźcy dotrą i tutaj. Odcinek morski do pokonania mają mniejszy niż gdziekolwiek indziej. Z obu stron widać ląd. Morska służba hiszpańskiej Guardia Civil dokładnie patroluje ten przesmyk i wyłapuje pontony pełne imigrantów. Potem ich zawraca, deportuje a tym co mogą pozwala zostać. Nieletni trafiają do ośrodków dla uchodzców.

Jednak jeśli kogoś interesuje normalne legalne przepłynięcie czy to w jedną czy w drugą stronę, to zasady są jasne. Marokańczyk musi mieć wizę do Hiszpanii albo kartę rezydenta europejskiego. Członek kraju UE podróżuje do Maroka na podstawie ważnego paszportu i przebywać może tam do 90 dni. Przepłynięcie promem z Algeciras do Tangeru to jedno z obowiązkowych rzeczy z „listy celów”, które trzeba zrobić gdy się dłużej przebywa w Andaluzji. Dlatego jadąc tu na wakacje pamiętajcie o paszportach! A ja podam parę praktycznych informacji.

Fakt, do Afryki jest tak blisko, aż dziwne, że nie powstał tu jeszcze tunel lub most. Moment i jesteś już na drugim kontynencie. Cieślina Gibraltarska na najkrótszym miejscu ma 15km, a odcinek z Algeciras do Tangeru to ok 60 km. W tutejszych hiszpańskich kurortach polularne są kilkudniowe wycieczki do Maroka, w których chodzi tylko o to by przepłynąć do Afryki, zwiedzić Tanger i okolice. Da się je wykupić na miejscu. Ale jak najbardziej możesz się wybrać indywidualnie, pieszo lub samochodem.
Przeprawa promowa Tanger - Algeciras | Na horyzoncie Maroko i Monte Musa
Przeprawa promowa Tanger - Algeciras | Na horyzoncie Maroko i Monte Musa
Oprócz dużego portu Algeciras, po hiszpańskiej stronie jest jeszcze drugi, mniejszy port Tarifa. Z obu pływa się do Maroka i połączenia są różnie skombinowane. Za to po stonie marokańskiej są trzy porty: Ceuta, Tanger i Tanger Med. Nie ma tak, że z obu hiszpańskich portów pływa się do wszystkich trzech marokańskich. Na obecną chwilę mamy następujące połączenia:

Z Hiszpanii:
  • Algeciras – Ceuta
  • Algeciras – Tanger Med
  • Tarifa – Tanger
  • Ceuta (to Afryka ale jednak Hiszpania) - Algeciras
Z Maroka:
  • Tanger – Tarifa
  • Tanger Med – Algeciras
  • Tanger Med – Gibraltar (a jednak!)
Uważaj by wybrać właściwe połączenie! Dlaczego to takie ważne? Dopływając do portu Tanger trafiasz w samo serce miasta i od razu możesz się zabrać za zwiedzanie starej medyny. Jeśli jesteś pieszo wybieraj TYLKO to połączenie. 
Tanger (Tanjah) - pierwszy widok z ferry | Maroko
Tanger (Tanjah) - pierwszy widok z ferry | Maroko
Za to port Tanger Med leży ponad 40 km od Tangeru gdzie jest kilka wiosek, autostrada, zadupie i nic poza tym. To port tylko dla tych przeprawiajacym się samochodem. Więc jeśli nie jesteś autem, uważaj byś tam nie wylądował. Niektórzy przewoźnicy mogą zapewniać transport pomiędzy portami. Gdyby co to jakieś rzadko jeżdżące autobusy i taksówki z muszą być.
Okolice portu Tanger Med | Maroko
Okolice portu Tanger Med | Maroko
Trasę obsługuje 4 – 5 przewoźników. Promy każdego z nich pływają 6 – 8 razy w ciągu dnia. Bilety na ferry można kupić w kasie portowej lub zarezerwować wcześniej w biurze podróży lub przez Internet. Ceny biletów sa różne w zależności od sezonu. W obie strony bilet osobowy to mniej więcej 60 – 70 €. Za to przeprawa autem to już spory wydatek i dla samochodu osobowego może wynieść nawet 300 € nie mówiąc już o większych pojazdach. Tylko kierowca jest wliczony, reszta kupuje sobie bilety osobowe. Zwłaszcza przy podróży autem warto kupować bilety otwarte. Jak wybierzemy godzinę to nie wiadomo czy na promie w który celujemy wystarczy miejsca i nie będzie trzeba czekać na następny.

Strony na których można zarezerwować bilety na ferry:
http://www.ferries.es/algeciras_ferries.html
http://www.frs.es/?L=5
http://www.balearia.com/
http://www.trasmediterranea.es/en
http://www.intershipping.es/en/reservas.php

Aby przeprawić się autem trzeba mieć zieloną kartę. Natomiast samochodem wynajętym w Hiszpanii nie można przepłynąć do Maroka. Ubezpieczenie nie obejmuje.
Port Algeciras | Hiszpania
Port Algeciras | Hiszpania
Podczas przeprawy przy dobrej pogodzie widać Europę i Afrykę. Polecam płynąć nad ranem ok 6  kiedy jest jeszcze ciemno, można podziwiać światła miast na obu brzegach.

Kontrole paszportowe są trzy – po stronie hiszpańskiej, na promie i po stronie marokańskiej. Tak samo odwrotnie. 
Przeprawa promowa Tanger - Algeciras | Pierwsza flaga Maroka na Blogu ;)
Przeprawa promowa Tanger - Algeciras | Pierwsza flaga Maroka na Blogu ;)
Najzabawniejsza jest kontrola „środkowa”, czyli ta na promie. Stoi biurko a przy nim siedzi dwóch funkcjonariuszy marokańskich i stemplują paszporty. Dostajesz też od nich kartkę z formularzem w którym wpisujesz swoje dane. Oprócz tych podstawowych musisz podać... swój zawód (normalka, o niego często się pytają w biurokracji w Maroku). Wyuczony, wykonywany – wpisujesz jaki chcesz. Wybierasz też jeden z czterech powodów Twojej podróży: turystyka, biznes, studia, praca. I co w tym jest zabawne?
Oko na Maroko. Kolejny widoczek z promu
Oko na Maroko. Kolejny widoczek z promu
Do tego biurka ustawia się długa kolejka. Nie da się wszystkich skontrolować zanim prom ruszy. Ci co stali na końcu mogą tak czekać kiedy on już płynie nawet przez 1/3 trasy. Kolejka ta jest jak domino gdy są wysokie fale i cały statek się buja. Ludzie ledwo co stoją na nogach. Póbują się łapać czego się da, nawet siebie nawzajem. Ci których skontrolowano na początku mają szczęście. Mogą wreszcie walnąć się na wygodny fotel, zamknąć oczy, wyluzować i wczuwać w kołysanie statku na falach. Ja na swoją pierwszą przeprawę obowiązkowo wzięłam Awiomarin. Potem się przyzwyczaiłam.
Pasażreowie na promie Algeciras - Tanger | Gibraltar za chmurami
Pasażreowie na promie Algeciras - Tanger | Gibraltar za chmurami
Czas na promie szybko zleci. Jako atrakcje pasażerowie mają sklep wolnocłowy i restarurację. Ale co mnie najbardziej ciekawi to nagły styk dwóch kultur. Uwielbiam przyglądać się pasażerom. Marokańczycy w tradycyjnych strojach ciągnący całe rodziny i ciężkie walizy. Młodzi europejscy globtroterzy z pełnymi plecakami, które wielkością i wagą nie dorównają olbrzymim bagażom Marokanów. Biznesmeni z nowymi smartphonami, kierowcy tirów. Można trafić na drużyny sportowców jadących na jakieś afrykańskie zawody, pilotów pustynnych rajdów, ludzi z telewizji. Kiedyś w porcie widziałam ciężarówkę TVP 1 ale nie dowiedziałam się w jakim celu jechała do Afryki.
Pasażreowie na promie Algeciras - Tanger
Pasażreowie na promie Algeciras - Tanger
Marokańczycy jako typowe wozidupy najczęściej przeprawiają się autem. I tutaj też warto ich poobserwować. Ich celem jest emigracja do Europy,  odwiedzanie rodziny co tam mieszka i oczywiście zakupy. Przybywają do portu nie tylko osobówkami ale i furgonetkami wypełnionymi po sam dach. Sami pasażreowie ledwo co się w nich mieszczą. A na wszystkie rupiecie też miejsca nie starczy. Dlatego ladują je na dach i ładunek ten bywa wyższy niż sam pojazd.
Kolejka w porcie Tanger Med po stronie Maroka
Kolejka w porcie Tanger Med po stronie Maroka
Marokańczyk może mieć samochód na europejskich numerach, ale po tym Z CZYM się wozi poznasz go od razu. Auto z wysokim ładunkiem na dachu jest na 100% marokańskie. Wielu z nich ma za sobą długą podróż np. prosto z Holandii.

W okresie Ramadanu czy baraniego święta Eid Kebir wszyscy tłumnie zwalają się do portu. Robi się tłok i okropne kolejki. Wszyscy na siebie trąbią i też głównie Marokany. Każdy chce załapać się na ferry jak najszybciej. My akurat jeździliśmy do Maroka samochodem właśnie w tym okresie, więc się na to wszystko napatrzyłam.
Port Algeciras na Cieślinie Gibraltarskiej
Port Algeciras na Cieślinie Gibraltarskiej
Często trzeba czekać kilka godzin. A wiadomo pojazdy poddawane są kontroli. Im jest większy tym trwa ona dłużej.  Celnicy zaglądają do bagażników. Niekiedy skanują walizki jak na lotnisku. Marokańska furgonetka pełna rupieci jest dokładnie przetrzepywana. Za to tiry mają swoją osobną kolejkę.

Rada jest taka by pod żadnym pozorem nie zostawiać auta bez uwagi. Przy długich kolejkach możesz wyjść sobie do kibla w porcie czy kupic coś do jedzenia. Ale zawsze ktoś musi pilnować.
W zatoce Algeciras. Widok z promu na Gibraltar
W zatoce Algeciras. Widok z promu na Gibraltar
Cieślina Gibraltarska jest jednym z ważnych szlaków przemytników, głównie handlarzy narkotyków i oczywiście nielegalnych imigrantów. Zawsze któś może ci coś podrzucić pod maskę. Większych pojazdów ktoś może się przyczepić i przepłynąć przez granicę na gapę. Jak ktoś jest sam to nawet do kibla nie może wyjść lub musi się kisić w aucie jak w puszcze pomiędzy walizkami w 40 stopniowym upale. Trzeba się pomęczyć by być zapobiegliwym i w razie czego nie mieć problemów. Dlatego najlepiej podróżuje się w grupie.
Port Tanger. Niezapomniany autobus rusza dalej. Chwilę wcześniej zaklinował się na pochylni i cały prom mu dopingował.
Port Tanger. Niezapomniany autobus rusza dalej.
Chwilę wcześniej zaklinował się na pochylni i cały prom mu dopingował.
Straż graniczna zawsze oklepywała nasz samochód ze wszystkich stron. Przyprowadzano psy, które obwąchiwały pojazd w poszukiwaniu narkotyków.

Kiedyś słyszałam historię o chłopcu z ośrodka dla nieletnich imigrantów. Dostał się do Hiszpanii bo ubłagał tirowca aby go przemycił. Kierowca mimo, że to było duże ryzyko zgodził się. Miał on przyczepę której część była nad dachem kabiny tira i właśnie tam ukrył dzieciaka. Celnicy go nie znaleźli. Udało się przejechać przez granicę.
Widok z promu. Mijamy cruises
Widok z promu. Mijamy cruises
Pierwsze skojarzenie nazwy tego portowego miasta - Algeciras to Al-Jazira. Tak, bardzo znane słowo, które po arabsku znaczy „wyspa” i pewna stacja telewizyjna. Pierwsi muzułmanie co w VIII w. weszli na Płw. Iberyjski nazwali je Al-Yazira al-Jadra co oznacza „zielona wyspa”. (Jakieś kolejne skojarzenie?). Może też oznaczać „zielony półwysep”. Później nazwa miasta została zhispanizowana i nazywa się tak jak teraz, czyli na pograniczu języka arabskiego i castellano.

Algeciras położone jest w zatoce o tej samej nazwie. Tutaj ze wszystkich stron widać słynną skałę Gibraltaru.

Marokańczycy przewijając się przez ten port w obie strony zostawiają po sobie conieco. Bliskość Maroka robi swoje. Jedna ze starych dzielnic Algeciras jest pełna kwadratowych i kolorowych domków dokładnie takich jakie są w Maroku.
Dzielnica Algeciras pełna kolorowych domków dokładnie takich jakie są w Maroku
Dzielnica Algeciras pełna kolorowych domków dokładnie takich jakie są w Maroku
Przy porcie powstały marokańskie tawerny, w których faceci czekający na prom lub mieszkający tu na stałe tak jak w Maroku siedzą, piją kawę czy herbatę oraz grają w karty.
Algeciras lub Tanger. Spokój w tawernie
Algeciras lub Tanger. Spokój w tawernie
Jeśli jesteś w Hiszpanii i jeszcze nie masz możliwości by przepłynąć do Afryki a chcesz mieć ją na wyciągnięcie ręki polecam odwiedzić pewne miejsce pomiędzy Algeciras a Tarifą. Jest to park narodowy Parque Natural del Estrecho. Słowo „El Estrecho” oznacza po hiszpańsku "cieślina".

Zatrzymując się w nim po drodze warto wejść na wzgórze, z którego można zobaczyć całą cieślinę pełną statków. Jest to miejsce gdzie jej szerokość jest mniejsza. A na horyzoncie po marokańskiej stronie widnieje sylwetka szczytu Monte Musa i nadmorskie miejscowości u jego stóp. Można sobie usiąść, pokontemplować, pomarzyć i obiecać, że następnym razem będziesz po drugiej stronie. Tak samo jak kiedyś ja.

Rok później siedziałam na ferry z Algeciras do Tangeru. Dobrze pamiętam, że mimo lata dzień ten był pochmurny. Strasznie wiało, był sztorm. Statkiem tak bujało, że przez okno było widać albo tylko wodę albo tylko niebo na zmianę. Kiedy dopłyneliśmy do Maroka, morze się uspokoiło i przywitała nas słoneczna pogoda.

Dorkita

Zaglądnijcie też do innych blogów, które biorą udział w naszym Alfabecie Emigracji. Oto lista na A:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Disqus - Kuskus, czyli Zapraszam na Feedback ;)

Insta Galeria