piątek, 27 lutego 2015

W sieci marokańskiego "Small Talk"

Czym jest small talk? Powiedzmy, to zmora introwertyków. Jest to typowe pierdololo np. o pogodzie, chorobach, polityce, pracy oraz sztuczne "zwroty grzecznościowe", narzekanie i udzielanie rad, które nie zawsze się jednakowo sprawdzą. Small talk ma jedynie przerwać ciszę lub służyć do popisania się przed kimś bo niby tak wypada. Introwertycy nie trawią small talk nie dlatego, że nie lubią rozmawiać, ale dlatego, bo są konkretni. Oni chcą od razu przejść do tematów, które coś wniosą w ich życie. Inaczej stracą masę energii, którą muszą odrobić w swój intro-sposób, czyli spędzenie wielu godzin w samotności.

W sieci marokańskiego "Small Talk"

Marokańczycy uwielbiają small talk. Chętnie się niemu oddają i są jego mistrzami. Autorka bloga jest introwertyczką. Nie raz byłam wciągana w sieć krępujących dla mnie rozmów o niczym. Cóż taką mam orientację która nagle zderza się z inną kulturą, w większości ekstrowertyków. Ale przynajmniej jestem dobrą słuchaczką i obserwatorką. Więc zaobserwowalam, że marokański small talk jest specyficzny, niekiedy zabawny. Bardzo mnie zaciekawił i nawet powiedziałam mężowi jak to wygląda przysłuchując się z boku. Przyznał się, że tak rzeczywiście jest.

Z pewnością każdy wtajemniczony w codzienne marokańskie zwyczaje słyszał poniższe zwroty w języku arabsko-derija-francuskim:

  • çava? [sawa?]
  • labas [lebes]
  • salam alaykum [salam alejkum]
  • labas elik [lebes alik]
  • kidayer [kidejra]
  • çava jouya [sawa hoja]
  • hamdullá [amdulla]
  • hania [enia]
  • bejer [beher]
  • el hamdullá [el amdulla]
  • ahlan [ahlan]
  • kat selem alik [ket selem elik]

Poprosiłam męża aby mi je wszystkie wypisał. Im więcej tym lepiej. Mimo, że wchodzą do głowy, bo słyszę je non stop, to ze słuchu nie zapiszę ich poprawnie. Te języki są tak pokręcone, że zupełnie inaczej się słowo pisze i czyta. Pilnie potrzebuję je na bloga, a jak. No dobra, konkrety...

Co te zwroty znaczą? HGW! Ok! Są one z kategorii typowych "witaczy" i "pozdrawiaczy", czyli coś w rodzaju: cześć, co słychać, jak się masz, dobrze, ok, jak leci, wszystko w porządku, co tam u ciebie, super, jak tam, pozdrawiam, ja też itd.

Jednak powyższa lista to nie jest zwykłe wymienienie tych zwrotów. Co ciekawe równie dobrze może to być dialog dwóch Marokańczyków czy Marokanek uprawiających small talk. Osoba A mówi jeden zwrot na czerwono i osoba B mówi kolejny na zielono.

Oni podczas takiej krótkiej rozmowy rzadko paplają bezsensownie o pogodzie, chorobach, polityce, pracy czy życiu osobistym. Ich cała rozmowa to jedynie witanie się i pozdrawianie na wzajem, wypytywanie co słychać i odpowiadanie ogólnikowo że dobrze. Mogliby gadać tak tylko na początku dialogu ale dalej to ciągną. Odbijają między sobą piłeczkę pinkpongową aż do samego końca.

Można tego posłuchać pomiędzy handlarzami na bazarach i ich klientami oraz podczas internetowych czatów z rodzinką i znajomymi. Oczywiście rozmowy są mocno ekstrowertyczne, czyli działają na bodżce zewnętrzne. Ma tutaj miejsce mocna gestykulacja, uśmiechanie się ale też mocno podniesiony głos, co można błędnie odebrać, że rozmówcy się kłócą krzycząc na siebie.

To dla introwertyka może to być irytujące ale jednocześnie zabawne. Bo ileż to razy i jak długo można się witać, pytać i pozdrawiać? Jeden już się przywitał, zapytał czy wszystko ok, drugi odpowiedział, ze ok i też zapytał rozmówcę o to samo, tamten jeszcze raz odpowiedział że ok, ten go pozdrowił, tamten też, potem kazał temu pozdrowić jego rodzinę, i ten kazał tamtemu... bla bla bla. 

Czy oni wogóle przejdą do konkretów? Nawet do pierdololo o pogodzie, chorobach, polityce, pracy, życiu prywatnym. Czasami może przejdą ale nie zawsze. Częściej w small talk pozostaną przy tym o czym tu napisałam.

I tutaj mamy szok kulturalny. W miarę możliwości językowych próbuję rozmawiać z jakimś Marokańczykiem czy Marokanką. Zaczynam normalnie od zwrotów witających, pytam co słychać i kiedy trzeba pozdrawiam. Ale tylko raz i próbuję szybko przejść do sedna. Podejmuję jakiś temat co nas dotyczy i interesuje, opowiadam coś ważnego o sobie lub się prowokuję, by też mi o tym opowiedział. Później dostaję sygnał, zazwyczaj od męża, że konkrety są nie istotne. Powinnam z nimi dalej ten śmieszny small talk ciągnąć, grać w pinkponga, tak jak rozmówca rzucać tymi słynnymi zwrotami.

Pytam więc dlaczego powinnam to zrobić? Bo to jest w dobrym tonie, jest mile widziane i będziesz wtedy odbierana przez innych jako normalna kulturalna osoba a nie ktoś pokręcony. W sumie już się nie dziwię. Taki small talk jest oznaką "dobrego wychowania". A wiadomo, że Marokańczycy podświadomie robią wszystko pod dyktando filozofii pt. "Co o mnie inni pomyślą".

A dlaczego marokański small talk brzmi właśnie tak? Do tego chyba doszłam sama. W każdym zachowaniu musi być jakiś cel. Marokańczycy bardzo cenią sobie i chronią swoją prywatność. Oczekują, że inni będą też swoją chronić i nie wyciągać jej od innych. Przez to sami wolą nie wiedzieć o prywatnosci rozmówcy. A każde konkrety nawet coś wnoszące mogą być uznawane za tematy zbyt osobiste. Nawet te, które myślimy, że dla nas nie są.

Więc jeśli z jakąś osobą nie masz ochoty rozmawiać (to normalne) albo nie chcesz jej nic szczególnego o sobie mówić to lepiej pozostać przy witająco-pozdrawiającym small talk. Bo masz spokój. Rozmówca nie wyciągnie od ciebie spraw osobistych, będzie neutralnie, rozmowa pozostanie w dobrym tonie i NAJWAŻNIEJSZE - inni będą dobrze o tobie myśleć. 

Oczywiście istnieją też marokańscy introwertycy. Jednak gdy spotykają się z kimś kto zaczyna small talk to nie uciekają gdzie pieprz rośnie. Potrafią mistrzowsko zagraćże niby oni też są ekstrowertyczni. Pociagną rozmowę w taki sposób w jaki ją opisałam i jeszcze wyjdą z całej tej gadki zwycięsko

Zdjęcie: Dorkita

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Disqus - Kuskus, czyli Zapraszam na Feedback ;)

Insta Galeria