czwartek, 31 grudnia 2015

Druga połowa grudnia na Instagramie

Na koniec roku obiecałam drugą część grudniowego wyzwania fotograficznego Susanah Conway na Instagramie. Pierwsza już była. Oto historia każdego ze zdjęć i moje grudniowe refleksje.

Druga połowa grudnia na Instagramie

Jak widzisz doprowadziłam wyzwanie do końca gdzieniegdzie przeplatając fotkami mojej choinki. Nie było to takie trudne. Bo znaczenia można dopasować do całkiem różnych zdjęć. Także wcześniejszych. Choć większość z tych wykonałam w grudniu 2015.

środa, 30 grudnia 2015

6 rzeczy co mnie pozytywnie zaskoczyły w Maroku

Jeśli kojarzysz mój wpis pt. 6 powodów, przez które nie mieszkam w Maroku to przygotowałam coś dla równowagi. Aby pozytywnie zakończyć ten rok i pokazać, że wszystko ma swoje plusy i minusy. Tym razem wypowiem się ustnie i będę po "jasnej stronie mocy Maroka". Zapraszam na filmik.



Oto jego zapis wszystkie wymienione pozytywne strony:
  1. Gościność Marokańczyków
  2. Tolerancja i otwartość
  3. Sytuacja kobiet w Maroku
  4. Życie nocne i spędzanie czasu ze znajomymi
  5. Infrastruktura 
  6. Krajobrazy, bazary itd.
Wideoblogowanie cały czas wciąga. Chciałabym wiedzieć, czy Tobie też to odpowiada? Czy wolisz jak nagram wpis w formie wideo czy jak go napiszę. Daj mi znać, będę wdzięczna.

czwartek, 24 grudnia 2015

Blogowe Święta i Mikołajki. Radość dawania i dostawania

Przez cały grudzień w związku z nadchodzącymi świętami w blogosferze działo się bardzo dużo. U mnie również. To przede wszystkim Blogowe Mikołajki, wysyłanie sobie nawzajem paczek. Mogłam coś od siebie dać oraz otrzymać o ile ktoś nie powie stop rządając należności podatkowo - celnych. Mikołajki nie przebiegały bezproblemowo. Ten wpis to podsumowanie. Pojawił się także obiecany filmik świąteczny Klubu Polek na Obczyźnie. A ja nagrałam Wam conieco klimatu świątecznego z Granady.

Blogowe Święta i Mikołajki. Radość dawania i dostawania

Zacznijmy od Mikołajek. Polegają one na tym, że Ty wysyłasz prezent jednemu Blogerowi a drugi wysyła Tobie. Wzięłam udział w dwóch blogowych Mikołajkach:
  1. Secret Santa Klubu Polek - akcja sekretna, nie wiesz kto jest Twoim Mikołajem
  2. Wymianka Mikołajkowa Trzy Miniowe Szczęścia (TMS) akcja jawna, wiesz od kogo dostaniesz prezent
Otrzymałam adresy osób, poszłam szukać prezentów i wysłałam co możecie zobaczyć na filmiku:

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Być marokańską Panią Domu przed świętami

Na blogach roi się od pomysłów jak zorganizować w domu święta Bożego Narodzenia. Pojawił się też bojkot, aby wreszcie przestać zgrywać idealną Panią Domu i nie przesadzać z tą przedświąteczną krzątaniną. Bo prowadzi ona do stresów, kłótni oraz góry nagotowanego żarcia, którego potem nikt nie zje. Bo zamiast cieszyć się świętami czujemy się przemęczone i niedowartościowane. Najlepiej to wszystko olać.

Być Marokańską Panią Domu przed świętami
Marokańska pomoc domowa... robi wszystko za marokańską panią domu.
Kobietom wciąż się wydaje, że przygotowania do świąt muszą być wielkie. Że jeśli ona więcej z siebie da, wypucuje mieszkanie, obleci miasto by szukać prezentów i ugotuje 12 potraw to sprawi przyjemność rodzinie i gościom. Oczywiście są osoby, dla których to jest przyjemność i mają prawo tak robić. Patrząc na obowiązki domowe europejskiej kobiety zastanawiamy się co się dzieje w innych kulturach.

W Maroku Bożego Narodzenia, się wcale nie celebruje, poza paroma świątecznymi dekoracjami do celów marketingowych. Ale obchodzi się inne tradycyjne święta islamskie, przy których przygotowanie do naszych wydaje się pikuś. Tam np. gotuje się dużo więcej żarcia dla większej ilości osób. Nam się wydaje, że w Maroku role są bardziej tradycyjne. Arabska kobieta sama ma na głowie dom, dzieci i te wszystkie święta. Ona to dopiero musi godzinami pucować okna, stać przy garach, jednocześnie wytrzymywać wrzaski i sajgon małych terrorystów. Nic bardziej mylnego.

sobota, 19 grudnia 2015

Półmetek grudnia na Instagramie

Oto pierwsza część podsumowania tego co się dzieje u mnie na Instagramie. Biorę udział w grudniowym fotograficznym wyzwaniu #DecemberReflections2015. Połecila mi je Anna Maria, która upatrzyła je na blogu fotografki Susannah Convay. Robisz jedno zdjęcie na każdy dzień grudnia, każde o innym tytule z którym wiąże się jakaś Twoja refleksja. Postanowiłam spróbować.

Półmetek grudnia na Instagramie

To nie jest kalendarz adwentowy ponieważ odliczamy nie do Bożego Narodzenia lecz do końca grudnia (ba! Końca roku). Zdjęć mamy 31. Jest połowa grudnia i połowa wyzwania zrealizowana. Przedstawiam Ci moje insta-zdjęcia oraz opiszę dlaczego do danego tematu wybrałam akurat takie oraz osobiste historie związane z danym zdjęciem. Podczas wyzwania robiłam nowe zdjęcia oraz szukałam w archiwum jakiś ciekawych fotek z 2015, co by tu mogły pasować.

czwartek, 17 grudnia 2015

W jakich językach mówi się Maroku?

Często, jest tak, że Marokańczyk dostaje od znajomych do przetłumaczenia jakiś tekst z języka arabskiego. Teksty są krótkie składające się z kilku-wierszowych akapitów. Dla niego powinny być bułka z masłem. Jak wielkie zdziwienie następuje, oznajmia, że nie da rady przetłumaczyć tego, jak się okazuje rzekomo niewielkiego tekstu w krótkim czasie. Bo wymaga to dużo wysiłku. Jak to możliwe? Przecież swój język znać musi! Aby zrozumieć dlaczego tak się dzieje to należy zapoznać się z językami używanymi w Maroku. Jest ich kilka.



Język arabski

Większość informatorów o tym kraju podaje, że jest on językiem urzędowym Maroka. To przecież kraj arabski, muzułmański więc język Koranu musi być tu najważniejszy i powszechnie znany. Faktycznie, jest on uznawany za język urzędowy i chyba tylko na papierze. W praktyce jest zupełnie inaczej. Dlatego większość osób się na to łapie i myśli, że Marokańczycy posługują się nim tak biegle.

Nie wszyscy Marokańczycy biegle znają klasyczny arabski. A są nawet tacy, którzy nie umieją go wcale. Rozumieją lecz nie umieją go czytać i pisać. Myślenie o tym, że go dobrze znają jest tym samym co domysły, ze niby wszystkie kraje słowiańskie w tym Polska posługują się rosyjskim. 

sobota, 12 grudnia 2015

Liebster Blog Award dla Kropli Arganu. #2 nominacja od Dee

Często się zdarza, że Blogerzy dostają po kilka nominacji do Liebster Blog Award, czyli odpowiedzi na 11 osobistych pytań. Mnie też to spotkało. Dzień po otrzymaniu pierwszej nominacji od Anny Marii przyszła do mnie druga, tym razem z Anglii ze strony Doroty o pseudonimie Dee z bloga Nie zawsze poprawne zapiski Dee. Dzięki Ci za nominację. Choć wyszło Ci 10 pytań.



Nie miałam czasu odpowiedzieć na nie od razu, ale obiecałam, że zrobię to przed końcem roku. Ponieważ wkrótce zaczną się święta i nie będzie na nic czasu stwierdziłam, że teraz jest ostatni dzwonek. Zdecydowałam się odpowiedzieć na pytania Dee... ustnie. Wybrałam się z telefonem i selfie stick na spacer na Alhambrę by w tej scenerii (jak widać wciąż jesiennej mimo grudnia) nagrać filmik, w którym udzielę odpowiedzi i nominuję kolejne osoby. 


sobota, 5 grudnia 2015

Maroko i błogosławiąca przyśpiewka "tatkal"

Jeśli wychodzisz za mąż, spodziewasz się dziecka albo ktoś umarł to według Marokanek temat tego postu jest dla Ciebie. Jeśli zapytasz się mnie z czym mi się najbardziej kojarzy Maroko, co jest najbardziej marokańskie ponad wszystko to nie będzie to ani miejsce ani rzecz. Będzie to dźwięk.



Pewnego razu w Maroku usłyszałam w oddali muzykę i jakieś dziwne śpiewy z okazji czyjegoś wesela. Potem na takie wesele zostałam zaproszona i powoli się z tym osłuchiwałam aż w końcu wbiło się w pałę jak top 5 słówek w języku derija. Ten dźwięk to krótka przyśpiewka zwana "tatkal" śpiewana głównie przez kobiety zakończona jodłowaniem. Usłyszysz ją na bank przy wszystkich marokańskich tradycjach i uroczystościach. Zatem załączam mój filmik. Kojarzysz?

wtorek, 1 grudnia 2015

Co dał mi blog o Maroku w ciągu roku

Jak wiesz, prowadzę tego bloga od roku. Podawałam już 10 wymówek jakie mogły mnie powstrzymać od blogowania i jak się z nimi uporałam. Chciałabym też poznać Twoje zdanie. O czym według Ciebie powinnam częściej pisać? Czy o Maroku i jego obyczajówce? A może o lifestylu, o tym co u mnie słychać włączając akcenty hiszpańskie? Napisz mi w komentarzu. A teraz czas na podsumowanie co dało mi blogowanie i podzielenie się planami na przyszłość.
Co dał mi blog o Maroku w ciągu roku
Dorkita odkrywa swoje blogowe sekrety i pokazuje tipsy!
Poznając historie wielu kobiet, większość z nich zakłada blogi aby uwolnić się od nielubianej pracy w korporacji, po to by robić coś swojego i stworzyć zalążek własnego kobiecego biznesu. U mnie było trochę na opak, ponieważ przeprowadzając się do Hiszpanii od początku nie miałam innych perspektyw, niż tworzenie czegoś swojego od razu - własnego miejsca pracy czy hobby.

wtorek, 24 listopada 2015

6 powodów, przez które nie mieszkam w Maroku

Pytacie się dlaczego mieszkam w Hiszpanii zamiast w Maroku? Przecież, gdybym się tam przeprowadziła miałabym więcej tematów do blogowania. Po pierwsze - napisałam ten post w ramach projektu Klubu Polek na Obczyźnie dedykowany Przemkowi co zbiera na hospicjum. Po drugie, Maroko bardzo różni się kulturowo od Europy i są tam rzeczy, do których europejskiej ciepłolubnej i aktywnej blondynce trudno się przyzwyczaić.

6 powodów, dla których nie mieszkam w Maroku

Ogólnie Maroko jest krajem dość tolerancyjnym i otwartym, także względem innych religii niż islam. Ale musisz wiedzieć, że życie tam na codzień, stosunki z ludźmi, to wszystko jest zupełnie inne niż jak przyjeżdżasz tu tylko LATEM na wakacje. Nie unikniesz też wpływu miejscowych na Ciebie, przejmujących się opiniami innych a nawet zdawających sobie sprawę z niedoskonałości swego kraju chcący Ciebie na siłę uchronić. Mam powody, dla których lepiej mi i mojemu mężowi mieszkać w europejskim państwie a Maroko tylko na jakiś czas odwiedzać. Oto co mi tam najbardziej przeszkadza. Sorry Marokańcy znający polski, trochę ten Wasz kraj obsmaruję. Ale podobno się ze mną zgadzacie?

piątek, 20 listopada 2015

Top 5 słówek i zwrotów w języku derija, które usłyszysz najczęściej.

Językami urzędowymi Maroka są arabski i francuski. Jednak w praktyce używa się języka derija będącego zlepkiem tych dwóch i lokalnych dialektów. Nie, nie nauczyłam się go jeszcze, ale jest wiele słówek, które Marokańczycy powtarzają non stop. To one nieświadomie wbijają mi się w pałę. Jeśli mieszkasz w Maroku, często tam podróżujesz, masz stamtąd znajomych lub nawet masz męża to na 100% kojarzysz pozycje z mojej top listy 5 najczęściej słyszanych marokańskich słówek i zwrotów.

Top 5 słówek i zwrotów w języku derija, które usłyszysz najczęściej.

Wyjaśniam co one znaczą, kiedy się używa oraz... ubarwione w humor moje skojarzenia. W nawiasie kwadratowym [...] podaję wymowę. Jak wiesz w tych wszystkich językach frankofońsko - afrykańskich to jak się pisze i jak się czyta ma się jak piernik do wiatraka.

1. Çava khoya? [sawa hoja] - Co słychać bracie?

Dla mnie numer 1 jeden ze wszystkich marokańskich numerów 1. Marokańczycy używają ten zwrot nieustannie, miliony razy podczas witania się, podczas spotkań, pogadanek na Skype (częściej używają Facetime [Fejstajm]). Ogólnie podczas pozdrawiania się w ramach marokańskiego small talk. Jak się tego dość nasłuchasz to cały dzień chodzi ci po głowie niczym znienawidzona piosenka. Słuchając marokańskich rozmów wyłapiesz je natychmiast.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Czy kiedykolwiek zdążę być w Paryżu?

Najbardziej żal mi niewinnych ludzi, ofiar, rannych i ich rodzin. Tego dnia wychodząc rano z domu lub szykując się na wieczorne wyjście do centrum Paryża pewnie myśleli, że pechowy 13 piątek 2015 to mit i ściema. Myślałam tak samo bo 13-stka jest dla mnie szczęśliwa. 13 listopada urodziny obchodzi moja przyjaciółka. Tymczasem, cóż gorszego mogło się wydarzyć? Żal mi ludzi, którzy codziennie giną w Libanie, Syrii, Iraku, Palestynie, Kenii. Wyznawców wszystkich religii. Z rąk tych samych terrorystów, co sieją zamęt.

Czy kiedykolwiek zdążę być w Paryżu?

Zaczęła się jeszcze większa nagonka na siebie dwóch skrajnych opinii, jeszcze większa niż kiedy we wrześniu wpuszczono do Europy miliony uchodźców. Czy warto być poprawnym politycznie czy nie? Ci co poprawności się sprzeciwiali mówią - i widzicie, nie musieliśmy długo czekać na skutek napływu terrorystów. Inne osoby w tym wiele muzułmanów deklaruje, że nie ma z tym nic wspólnego, że islam to nie terroryzm tylko ISIS to idioci. Że ataki trafiają w zupełnie niewinne osoby. Teraz nikt im nie uwieży, bo pokojowych muzułmanów już nie ma.

Mam na FB znajomych reprezentujących te dwa odmienne poglądy. Codziennie czytam ich wpisy i udostępniane linki. Przyglądam się z boku i zastanawiam się, czy wkrótce też polecą jaja w moją stronę. Z powodu mojego męża, bloga i mozajek Al-Andalus na mych zdjęciach.

wtorek, 10 listopada 2015

Gibraltar. Piechotą na szczyt Upper Rock.

"Polecam Pani pojechać na Gibraltar, małpki zobaczyć." - powiedział do mnie sympatyczny 60-latek podczas spotkania w restauracji w rodzinnym mieście. Miałam wtedy prelekcje o Maroku i Hiszpanii pokazując zdjęcia. Miesiąc temu myślę sobie - fakt już dziesięć lat w Andaluzji a na Gibraltarze jeszcze nie byłam. Dotychczas na tą angielską skałę tylko patrzyłam z autostrady bądź z promu gdy wybierałam się do Afryki za morze. Za to wiem, że wielu Polaków jakoś tam ciągnie. Ciekawe dlaczego? Podjęłam decyzję, że to nadrabiam i... pojechałam. Oto wrażenia.


Wiedziałam, że wejdę na sam szczyt słynnej skały Upper Rock (426 m.n.p.m.). Najbardziej obawiałam się małp. Słyszałam, że skubane kradną jedzenie. To oczywiste aby ich nie prowokować, nie karmić i najlepiej nie trzymać nic na wierzchu, by nie widziały. Ale są bardzo inteligentne i wiedzą, że turysta nosi bułki w plecaku. Potrafią wskoczyć na człowieka, odpiąć mu torbę i wyjąć żarcie. O rety! A co jeśli gryzą i drapią, atakują Cię jeśli im nic nie dasz? Dlatego postanowiłam być ostrożna. Każdą kanapkę zapakowałam w oddzielną siatkę, nie wszystkie razem jak zawsze i osobno wsadziłam w plecak. Jeśli jakaś cwana małpa mi go otworzy i coś mi zapieprzy to chwyci pierwszą lepszą torbę, jedną z wielu. Coś zostanie i przynajmniej nie będę bez jedzenia.

piątek, 6 listopada 2015

40 rocznica Zielonego Marszu i spór o Saharę

Od tygodnia Marokańczycy manifestują swoją tożsamość narodową. Wywieszają swoje flagi gdzie tylko się da, w oknach swoich domów, w firmach, w biurach, w sklepach. Swoim profilom na FB dodają narodowych barw ustawiając zdjęcie na tle flagi Maroka. Tworzą grupy o charakterze patriotycznym i zapraszają do nich wszystkich znajomych hurtem. Wszędzie wrzucają archiwalne filmy z orędziem poprzedniego króla Hassana II. O co chodzi?
40 rocznica Zielonego Marszu i spór o Saharę
Zielony Marsz 6.11.1975 | Źródło: www.moroccoworldnews.com
Marokańskie kobiety uwielbiają wesela. Kręcą je komórkami a potem godzinami oglądają i oglądają. Wysyłają te fimiki dalej innym członkom rodziny i znajomym. Tą drogą taki filmik trafił do nas. Marokańczycy do weselnych rytuałów używają wielu „gadżetów” w tym flagi i sztandary noszone za parą młodą. Na tym wideo to goście przyszli z flagami, ale narodowymi. Całą masą flag. Machając nimi, zebrali się do kupy. Śpiewali, klaskali i tańczyli. Chyba dookoła młodej pary, którą kompletnie zasłonili, bo nie było ich widać. To nie wyglądało jak wesele lecz jakaś... manifestacja polityczna. Wszędzie te flagi, wszędzie Hassan II i patriotyzm. W marokańskiej telewizji, na koncertach, na stadionach. 

Okazuje się, że właśnie przypada 40 rocznica tzw. Zielonego Marszu (Marche Verte), wydarzenia historycznego, z którym Marokańczycy utożsamiają się jak z żadnym innym. Dokładnie 6 listopada 1975 r. Hassan II zorganizował wielką demonstrację na Saharze w której wzięło udział ok. 350 tys osób. Chciał wymusić na Hiszpanii aby przekazało Maroku terytorium swojej ówczesnej kolonii Sahary Zachodniej. Z okazji tej rocznicy postaram się zebrać po kolei jak do tego wszystkiego doszło.

wtorek, 3 listopada 2015

Tak się bawiły Polki na wakacjach (wideo)

Zaczął się listopad. U mnie w Hiszpanii na szczęście słoneczny, ale w wielu częściach świata, zwłaszcza w Polsce kojarzy się z zimnem i szarą pluchą. Znam to, dlatego dobrze rozumiem. Żeby mimo wszystko przywrócić Wam trochę słońca i dać wielkiego pozytywnego kopa dopięłam w końcu zadania, które czekało na realizację. Pozbierałam resztki lata by zdążyć przed zimą. Stworzyłam drugi film dla Klubu Polek na Obczyźnie o tym co robiłyśmy na wakacjach 2015. Dla przypomnienia pierwszy macie do obejrzenia tutaj. Wyraźnie obiecywałam, że to nie będzie ostatni. Jak Wam się podoba?



W sumie idea była taka sama. Malwina i Sadeemka napisały wierszyk. Polki z całego świata zrobiły sobie zdjęcie z kartkami, na których był dany wers. Ponieważ lato to czas ruchu i energii postanowiłyśmy wzbogacić wideo o krótkie filmiki z naszych wakacji przepaltane między zdjęciami z kartkami. Dziewczyny oceniły, że to był strzał w dziesiątkę. 

Dzięki Wam wszystkim za współpracę i za Waszą kreatywność!

sobota, 31 października 2015

Marokańskie zwyczaje związane ze śmiercią i pogrzebem

Nie ma lepszej okazji by napisać o stosunku Marokańczyków do tego co jest pewne. Czyli o śmierci, pogrzebach, stypach i obrzędach. Pamięć o zmarłych jest u nich bardzo silna. Nie potrzebują na to konkretnego dnia ani nawet obecności przy grobie. Dziwią się, że dla nas Polaków nocny spacer po cmentarzu wśród tysiąca zniczy jest czymś... romantycznym. Przecież dookoła sami umarli. Oni by się krępowali. Ja jednak chciałam z ciekawości zobaczyć marokański cmentarz. Pojechaliśmy tam aby odwiedzić grób seniorki rodu, matki 10 dzieci, zmarłej kilka lat temu w wieku ponad 90-lat. Nikt, (także ona sama) nie znał jej daty urodzenia. Za to oprawiony w barokowe ramy nekrolog z jej zdjęciem zawisł na ścianach domów wszystkich członków tej wielkiej rodziny. Ponieważ była to bardzo ważna osoba, po jej śmierci odbył się dosłownie maraton styp.

Marokańskie zwyczaje związane ze śmiercią i pogrzebem

W Maroku cmentarz jest niczym meczet. Kobiety gdy na niego wchodzą zakładają chusty. Uważany jest za miejsce świetę, a mimo to jest zaniedbany, brudny, porośnięty chwastami i pokryty pyłem jak po przejściu burzy piaskowej. Nie ma zwyczaju aby po nim spacerować.

„Ubierz się skromnie” – poradzono mi. Tyle, że określenie „skromnie” traktuję na opak. „Czy mam przy sobie coś skromnego?” – myślę. „Dobra, mam!” Biała elegancka bluzka z rękawami do łokci i kołnierzykiem, jasna spódnica do połowy łydki, pantofle, włosy spięte, ciemne okulary. Mogłam włożyć garsonkę, ale jest za gorąco. Wyglądam jak na rozmowę kwalifikacyjną a idę na cmentarz w północnej Afryce.

wtorek, 13 października 2015

Liebster Blog Award dla Kropli Arganu. #1 nominacja od Anny Marii

W końcu na mnie trafiło. Nominacja do Liebster Blog Award przyszła z Holandii od Anny Marii. Dzięki kochana! Zabawa ta od jakiegoś czasu krąży w blogosferze, dając szansę na rozpowszechnienie i poznanie blogów z innej strony. Nominujesz innego Blogera do odpowiedzi na 11 pytań. Ty na nie odpowiadasz a następnie nominujesz kolejne blogi zadając ich autorom swoje pytania. Nie możesz nominować bloga, który Cię nominował. Ale zaleca się nominować kogoś, kto jeszcze nie miał okazji tego otrzymać. Jedziemy!
Liebster Blog Award dla Kropli Arganu. #1 nominacja od Anny Marii

Do tablicy zostały wywołane też Dorota z Nie zawsze poprawne zapiski Dee, Viola ze Storyland, Ania z Anna Maria po polsku, Jagoda z Włochy by Obserwatore i Justyna z Justa poza granicami. Zapraszam na ich blogi dla porównania.

1. Gdybyś mogła odbyć podróż do przeszłości, zmieniłabyś coś w swoim życiu? Jeśli tak, co?

Cofnęłabym się do czasu gdy miałam 19-20 lat. Zapisałabym się na kurs tańca sportowego, salsy czy belly dance. Regularnie chodziłabym na zajęcia i pokornie słuchała wskazówek instruktora. Dziś umiałabym świetnie tańczyc i miałabym fajne hobby. Teraz chodzę na taniec orientalny do fitness klubu, by rozruszać ciało i otworzyć umysł.

Korci mnie by przenieść się do czasów gdy byłam przed wyborem dwóch dróg życia. Między tą co wybrałam i tą, która mogłam wybrać – inne studia w innym mieście i sugestie innych ludzi. Z ciekawości poszłabym tą drugą ścieżką, by podejrzeć co mnie mogło czekać. To duże ryzyko, bo jeszcze okazałoby się, że gdybym wybrała tamtą drogę powodziłoby mi się znacznie lepiej niż teraz. Może po tym nie chciałabym wracać do teraźniejszości, w której mimo wszystko czuję się spełniona w miłości, o czym kiedyś mogłam tylko pomarzyć. 

niedziela, 11 października 2015

Pieczony bakłażan z sosem jogurtowym i granaty z Granady

W ramach mojej kulinarnej zabawy „Czytasz, patrzysz, a czy gotujesz?” wykonałam następny przepis jednego z ulubionych blogów - pieczony bakłażan czyli tureckie superfood, posypany granatem. To smaczna i szybka przekąska. Dodatkowo mamy sezon na granaty. Sama mieszkam w Granadzie, mieście co nazywa się tak samo jak ten owoc, więc obowiązkowo muszę go wykorzystać w kuchni.


Pieczony bakłażan z sosem jogurtowym i granaty z Granady

Tak jak opisała na swym blogu Gosia, przekąskę wykonuje się szybko. Wzięłam dwa bakłażany, przekroiłam na pół. Pociełam, polałam oliwą i wsadziłam do piekarnika 180º na ok. 45 min. Potem przygotowałam sos z jogurtu naturalnego, twarogu, siekanego czosnku. Przyprawiłam tymiankiem, suszoną miętą, pietruszką i oregano. Gdy bakłażany sie upiekły, polałam je sosem, posypałam granatami i zjadłam puki gorące. Pycha! Oto moje wykonanie przepisu Gosi w zdjęciach. 

czwartek, 8 października 2015

C jak Casablanca czyli 7 twarzy „Casy”

Czy największe miasto w Maroku ma coś wspólnego ze słynnym melodramatem z Humphreyem Bogartem w roli głównej? Jeśli chodzi o romantyzm to według mnie nie bardzo. Cały film i tak był kręcony w studio a nie w tytułowym marokańskim mieście. Klasyk ten obejrzałam dopiero po mojej pierwszej wizycie w Casablance (zwanej tutaj Casa), do której wybrałam się prosto z Hiszpanii. Spedziłam tam ponad dwa miesiące przyglądając się życiu tego zaniedbanego i brudnego 4 milonowego miasta. Z trudem robiłam zdjęcia w nie-turystycznych dzielnicach, wśród ludzi którzy albo zasłaniają twarze lub myślą jak zapieprzyć ci aparat. Zapraszam na parę migawek i rekonesans po różnych obliczach prawdziwej Casablanki w obiektywie. Mało tekstu – dużo zdjęć.

C jak Casablanca czyli 7 twarzy „Casy”

Chaos, hałas, brud, tłumy, korki. Sprzedawanie widła i powidła na każdym kroku. Nierówności społeczne, w powietrzu zapach małży i wodorostów idący od Atlantyku. Marokańskie tradycje spoza turystycznych kurortów i gdzieniegdzie europejska kultura prosto z Francji,  ale bardziej zachwycająca Marokanów znanymi markami, fast foodami, multipleksami niż zachodnią obyczajowością. To codzienność Casablanki i jej mieszkańców zwanych Casaoui. Wielu przyjezdnym to się nie spodoba. Chyba, że podróżujesz po to by poznać twarde realia danego miejsca a nie świat stworzony na pokaz. Miasto jest pelne kontrastów. Ma wiele twarzy i nie każda jest sobie równa. To co w nim ładne i warte zobaczenia z punktu turysty stanowi niewielki porocent. Dlatego wiele wycieczek do Maroka omija Casę szerokim łukiem. Albo tylko zajrzy do meczetu Hassana II i pojedzie dalej. Ja akurat miałam sporą przyjemność. 


wtorek, 6 października 2015

Było “Przeciw” wygrało “Za” czyli Blog ma już roczek!

Dokładnie rok temu napisałam pierwszy wpis na blogu. Pamiętam to jak dziś gdzie wtedy byłam i co robiłam. Tak szybko zleciał czas. Zawsze marzyłam by mieć bloga i długo się za to zabierałam. Szukałam tematu, podejmowałam wiele prób, myślałam do kogo ma on być pisany. Aż wystartowałam głównie dlatego, że zamówienia od znajomych na olejki arganowe dały mi kopa. I tak Kropla Arganu świętuje swoje pierwsze urodziny.

Było “Przeciw” wygrało “Za” czyli Blog ma już roczek!

Blog miał być głównie o Maroku. Jest o nim nadal i będzie. Ale przekształcił się conieco w blog podróżniczo – lifestylowy. Pewnie nie raz zmieni swoje oblicze, bo chcę go kontynuować. Oczywiście obawiałam się wielu rzeczy. Czy na pewno dam radę i czy to chwyci. Dlatego z okazji rocznicy opiszę Wam 10 moich obaw jakie mogły mnie zniechęcić do blogowania. A następnie jak się z nimi uporałam. Niech to będzie inspiracja dla każdego Blogera jak przekształcić wymówki „przeciw” w powody przemawiające „za” i szukanie sposobu „jak”.

piątek, 2 października 2015

Moja multikulturowa kolekcja rąk Fatimy

Moi znajomi wiedzą, że jestem kolekcjonerką tego talizmanu w kształcie ręki, a ci marokańscy twierdzą, że mam na jego punkcie fizia. Pewnie rzucił na mnie jakiś urok, no nie? O tym czym jest Khmisa (bo tak też się nazywa), co oznacza, dlaczego ją lubię i zbieram pisałam TUTAJ. Na śledzonym przeze mnie blogu Gosi jest porada co do pamiątek przywożonych z podróży. Aby nie zmieniać mieszkania w orientalny bazar najlepiej jest kupować jeden ich rodzaj. Ja już stosowałam tę zasadę wcześniej. Ta dłoń jest właśnie tą jedyną pamiątką z podróży. Nie tylko, bo w Granadzie też można ją kupić. Przedstawiam Wam kolejne... hmmm... ręce Fatimy z mojej kolekcji.

Moja multikulturowa kolekcja rąk Fatimy

Ręka ta kojarzona jest z krajami Maghrebu, choć symbolem islamu tak naprawdę nie jest. Ale ma w sobie coś co jednoczy kultury i trzy wielkie religie. Przeglądając moje amulety odkryłam, że z wieloma z nich wiąże się z jakaś anegdota o międzykulturowości. W taki sposób prezentuje się w mojej kolekcji do dziś. Mój związek to też łączenie kultur, więc wszystko odbija się na pamiątkach i biżuterii.

czwartek, 1 października 2015

B jak Biurokracja. Jednak kocham biurokrację

Większość ludzi uważa biurokrację za zmorę. Też tak sądziłam. Aż złapałam się na tym, że myślę tak dlatego, gdyż narzekanie na nią jest normą i tak wypada. Nie dlatego, że biurokracja jest be. Zwłaszcza jak masz z nią do czynienia na emigracji. Tymczasem, kiedy muszę załatwić coś w urzędzie, nawet skąplikowaną sprawę, nie mogę doczekać się tego dnia. Wychodzę rano z domu z potrzebnymi papierami oraz z pozytywnym nastawieniem, spokojem i wiarą, że uda mi się na 100% zrealizować biurokratyczny cel. Czy ktoś z Was też tak ma? Czy to wogóle jest możliwe? U mnie tak. Wreszcie uwalniam się od narzuconych przekonań i wykrzykuję z całych sił - "Kocham biurokrację!" Wariatka - pomyślisz. Już Ci wyjaśniam dlaczego, pytając przy okazji czy lepiej mieć gotową mapę i podróżować nią, czy bez niej po omacku w niepewności?
B jak Biurokracja. A jednak kocham biurokrację

Starałam się dojść skąd u mnie taki pozytywny stosunek do biurokracji, którą normalnie trzeba nienawidzić. Zapewne przez jabłko padające od jabłoni, czyli po mojej mamie. Mama zawsze była mistrzynią radzenia sobie z biurokracją. Nie dlatego, że była sprytna i umiała omamić urzędników. Nic z tych rzeczy. Wszystko robiła pokornie i zgodnie z przepisami tak jak urzędy wymagały. To dlatego, że podchodziła do wszystkich papierologii z wielkim zaangażowaniem. Na urzędnicze formalności nigdy nie żałowała swego czasu ani energii. Jest taka do dziś. 

Każdą sprawę i przepis analizuje zaczynając od mantry: „Prześledźmy to, jaki jest obieg papierów.” Papiery te dokladnie porządkuje w segregatorach i mimo stosów zawsze wiedzie gdzie co ma. 

Mama jest jak torpeda i agent specjalny. Potrafi przelecieć całe miasto w poszukiwaniu brakującego dokumentu mając czas na złozenie go w urzędzie niecałą godzinę. To dla niej pestka. Czy to dla siebie czy dla kogoś z rodziny. Kiedy byłam dzieckiem, często ciągała mnie ze sobą po urzędach. Szczerze, jak byłam młodsza to trochę wtrącała się do mych osobistych formalności i czytała moje papiery. Trochę mnie to denerwowało, ale mama chciała mi po prostu pomóc, bym niczego nie przeoczyła.  Zawsze udawało jej się załatwić co tylko chciała i w biurokracji zawsze można na nią liczyć. Chyba dlatego potrafię robić to samo.

Pewnego razu pytam się jej: "Mama, ty chyba kochasz tą biurokrację?" 
"Ja? A gdzie tam! Nienawidzę!”- odpowiada mi. 

czwartek, 24 września 2015

Eid el KeBeeeeeir – bo baranek woła Beeeee

Ten Abraham to chyba, za przeproszeniem miał coś z głową. Który rodzic jest w stanie zabić swoje dziecko, nawet dla wielkiego autorytetu? On brał to całkiem na serio, gdyż skąd mógł wiedzieć, że jest wystawiany na próbę. Religia uspokaja wiernych, że wszystko dobrze się skończyło. Anioł Pański widząc jak facet jest bogobojny powstrzymał go w ostatniej chwili. Izaak (dla chrześcijan) / Ismael (dla muzułmanów) uszedł z życiem a Abraham został obdarzony potomstwem licznym jak gwiazdy na niebie. Bóg nie wymaga ofiar w ludziach ale innego stworzenia już nie udało się uratować. Abraham spostrzegł barana uwikłanego w zaroślach, wziął go, zabił i złożył w ofierze całopalnej zamiast swojego syna. I odtąd muzułmanie traktują to wydarzenie całkiem serio. Ku własnemu zadowoleniu, że mogą świętować „barana” i ku niechęci obrońców zwierząt.


Sama nie pałam entuzjazmem do tej tradycji składania ofiar. To nie moja kultura i religia. Jedynie przyglądałam się z boku. Ogólnie jem mało mięsa i zastanawiam się by przejść na wegetarianizm ze świadomości aby w tym wszystkim nie uczestniczyć. Jednak mój pierwszy Eid el Kebir jaki widziałam w Maroku w Casablance mam dobrze zdokumentowany, bo to było coś nowego. Dziwię się, że to wytrzymałam i patrzyłam. Zrobiłam dużo zdjęć, z których nie wszystkie pokażę gdyż są zbyt drastyczne. Nagrałam parę filmików. Także taki, na którym gospodarz domu dokonuje decydującego cięcia na zwierzęciu. W tle słychać mój komentarz „O rany! Zaczyna się rzeźnia!” a potem kamera aż skacze bo mnie normalnie odrzuciło.

czwartek, 17 września 2015

Ą jak kochajĄc i emigrujĄc czyli emigracja za głosem serca

Dlaczego Polacy emigrują? Główną przyczyną są powody ekonomiczne. Emigracja to szukanie lepszego życia w innym kraju, ponieważ kraj rodzinny go nie zapewnia. Gdzie najczęściej wyjeżdzają Polacy w poszukiwaniu lepszej pracy, zarobków i bezpieczeństwa? Najpopularniejsze kierunki to Niemcy, Wlk. Brytania, Irlandia, Szwecja, Norwegia. Jak gdzieś dalej to np. USA. Jednak znajdziemy Polaków i Polki mieszkające na stałe w państwach „mało atrakcyjnych”, dlatego że, ani nie są bogate, ani nie ma w nich perspektyw na dobrą pracę, a to co to państwo oferuje np. rodzinom niewiele odstaje od tego co w Polsce. Zalicza się  do nich moja Hiszpania, która jest raczej krajem na imprezy niż dorabianie się i rozwój kariery. Więc po co nasi rodacy tutaj przyjechali?

Ą jak kochajĄc i emigrujĄc czyli emigracja za głosem serca

A nóż widelec ktoś akurat znalazł tam coś dla siebie, jakąś fajną pracę (a jednak!), okazję na biznes, który na tamtym rynku może się kręcić lub wyjechał na studia, wolontariat, stypendium, czy do pracy w jakiejś organizacji. Może ma środki by pozwolić tam sobie żyć jak na wakacjach i podróżować. Czasami nawet najtrudniejsze do życia miejsce czyli tzw. trzeci świat potrzebuje ludzi o pewnych kompetencjach. Znam osoby co właśnie dlatego trafiły do swoich nowych krajów. Jednak jest jeden ważny powód tych wyjazdów. Wydaje się oderwany od sformalizowanej i twardej rzeczywistości, bo jest uczuciowy, sentymentalny, prywatny. Ale też będący skutkiem otwartych granic. Tym powodem jest po prostu... miłość. Bardzo fajnie ujęła to blogerka Dizzy, która też mieszka w kraju, który już wogóle nie jest celem polskiej fali emigracji. Cytuję fragment jej wpisu:
"Bo ja proszę państwa, po prostu wyjechałam. Zmieniłam adres zamieszkania. Nie wyjechałam, bo cierpiałam. Nie wyjechałam, bo było mi źle. Nie wyjechałam w poszukiwaniu pracy. Jeśli już to jestem emigrantką z miłości. Podejmując tą decyzję kierowałam się wyłącznie sercem!"
Podpisuję się pod tymi słowami. Są one także moją osobistą historią. Sa moim powodem emigracji do kraju spoza listy tych „atrakcyjnych” i najchętniej wybieranych przez polskich emigrantów. Gdyby nie ten powód prawdopodobnie nigdy bym tu nie zamieszkała na stałe.

środa, 16 września 2015

Dwa marokańskie wesela. Część #2 - uroczystość pana młodego

Oto druga część gościnnej relacji Moniki z tradycyjnego marokańskiego wesela w Tangerze, na którym para młoda miała swoje wesela oddzielnie. Na oba z nich udało się jej załapać. Uroczystość w kobiecym gronie z dwoma krótkimi wystąpieniami panny młodej już się odbyła. Teraz czas na imprezę pana młodego, która była zupełnie inna.

Dwa marokańskie wesela. Część #2 - uroczystość pana młodego
Pan "zaparzacz" herbaty
Następnego dnia miała miejsce druga impreza, także w sali bankietowej, która zajmuje się organizacją wesel. Odbyła się ona w innej części miasta, tym razem bez panny młodej, za to z udziałem pana młodego. Sama sala była inna, o innym standardzie, trochę bardziej europejskim niż marokańskim, bo np. nie jadło się dłonią, a sztućcami.

Na dzień dobry wchodziło się do ogródka willi i chodniczkiem dochodziło do schodów, prowadzących na pierwsze piętro, na którym były salony. Na samym dole czekała na nas orkiestra złożona z kilku grajków (tym razem jedynie mężczyzn) z rozmaitymi typowymi marokańskimi trąbkami. Przyrywali oni na powitanie wszystkim nowym gościom. Stali po obu stronach chodniczka. Mój synek oczywiście się przeraził, bo muzyka była bardzo głośna, a same trąbki piszczące i mocno autentyczne.

poniedziałek, 14 września 2015

A jak Algeciras – port na Cieślinie Gibraltarskiej po hiszpańskiej stronie

Pływasz do Maroka z Gibraltaru? – pytają się mnie znajomi. Nie, nie pływam do Maroka z Gibraltaru. Pływam z portu Algeciras, który znajduje się obok brytyjskiego terytorium. Jest to właściwa brama do Afryki. Stąd płynie się do marokańskiego Tangeru (Tanjah czyt. "Tandża") lub hiszpańskiej Ceuty. Odcinek ten pokonuje się w czasie 30 min – 1,5 godz. w zależności jaki duży i szybki jest prom. Za to z przeciwnego kierunku napływają do Europy imigranci ekonomiczni z Afryki. Niekoniecznie na sucho, na pokładzie wygodnego ferry z wizą i paszportem w ręku.
A jak Algeciras – port na Cieślinie Gibraltarskiej po hiszpańskiej stronie
Do Maroka z wiatrem we włosach
Teraz oczy Europy zwrócone są na wschód, skąd jesteśmy zalewani potokiem ludzi z innej kultury. Na Cieślinie Gibraltarskiej wydaje się być spokojniej. Jednak wcześniej czy później uchodźcy dotrą i tutaj. Odcinek morski do pokonania mają mniejszy niż gdziekolwiek indziej. Z obu stron widać ląd. Morska służba hiszpańskiej Guardia Civil dokładnie patroluje ten przesmyk i wyłapuje pontony pełne imigrantów. Potem ich zawraca, deportuje a tym co mogą pozwala zostać. Nieletni trafiają do ośrodków dla uchodzców.

Jednak jeśli kogoś interesuje normalne legalne przepłynięcie czy to w jedną czy w drugą stronę, to zasady są jasne. Marokańczyk musi mieć wizę do Hiszpanii albo kartę rezydenta europejskiego. Członek kraju UE podróżuje do Maroka na podstawie ważnego paszportu i przebywać może tam do 90 dni. Przepłynięcie promem z Algeciras do Tangeru to jedno z obowiązkowych rzeczy z „listy celów”, które trzeba zrobić gdy się dłużej przebywa w Andaluzji. Dlatego jadąc tu na wakacje pamiętajcie o paszportach! A ja podam parę praktycznych informacji.

poniedziałek, 7 września 2015

Przyjąć czy nie przyjąć, czyli exodus uchodźców

W ciągu zaledwie tygodnia fala uchodźców z Syrii, Iraku i Afganistanu zalała Europę. Szacuje się, że na Stary Kontynent dotarło ponad 4 mln ludzi, głównie muzułmanów. Wielu z nich straciło życie podczas ciężkiej podróży. Kolejne tyle dobija się do granic Unii Europejskiej. Chcą jak najszybciej dostać się do strefy swobodnego przepływu osób by następnie udać do kraju, który da im azyl. Wobec tego wielkiego kryzysu humanitarnego Komisja Europejska wydała nakaz m.in. Polsce aby ich przyjmować, bo są to ofiary wojny. Z unijnego Fundusz Azylu, Migracji i Integracji przeznaczyła po kilka mln Euro na ten cel i rozdziela ich pomiędzy kraje. Do pomocy uchodźcom nawołuje wiele autorytetów w tym papież Franciszek. Jednak państwa zachodu nie radzą już sobie z tak ogromnym napływem ludzi pochodzących z totalnie innej kultury. Pytanie jakie sobie wszyscy zadają to czy możemy sobie pozwolić na ich przyjęcie?

Przyjąć czy nie przyjąć, czyli exodus uchodźców

Fakt, wojna domowa na bliskim Wschodzie  jest czymś strasznym i najlepiej zrozumie ten co to przeżył. Zdjęcia z Syrii są przerażające. Tymczasem w miejscu w którym mieszkam panuje spokój i na nic złego się nie zanosi. Moje życie, choć dalekie od idealu, nie może równać się tragedii tych osób. Więc jak można odmówić pomocy. To też ludzie, tacy jak my.

Przyjmowanie uchodźców budzi jednak obawy, bo wsród nich mogą być terroryści oraz tacy na których asymilację w Europie nie ma co liczyć. Rządy Wlk. Brytani i Danii odmówiły. Niektóre kraje np. Węgry blokują przejścia graniczne, by dokładnie ich sprawdzić. Świat obiegły wstrząsające nagrania z budapeskich dworców. Tak trudną drogę pokonanując pieszo lub jadąc czym się da przebędą tylko najsilniejsi. W większości są to młodzi mężczyźni wyglądający groźnie. Za nimi pójdą w ślad emigranci z północnej Afryki. Są wśród nich kobiety z dziećmi.

Nie obejdzie się bez dramatów, utonięć na morzu, uduszenia w ściśniętych ciężarówkach oraz agresji pomiędzy nimi samymi na tle religijnym i kulturowym. Na wszystkim korzystają oczywiście cwaniacy - przemytnicy biorący ogromne sumy za przemyt jednego człowieka, reklamujący Europe zachodnią (Deutshland uber alles!) jako raj na ziemi, upychający kilkaset ludzi na jednym pontonie, przez co w dużym stopniu odpowiedzialni za śmierć tych ludzi.

czwartek, 3 września 2015

Alfabet emigracji

Alfabet emigracji to inicjatywa, do której zaprosiła mnie blogowa koleżanka Dee, która mieszka wraz z rodziną w Anglii od 1998 r. Przy okazji polecam poczytać jej niepoprawne zapiski. Na czym to będzie polegać? Przede wszystkim ku chwale motywacji do regularnego pisania. W każdy poniedziałek i czwartek na różnych blogach, w tym moim pojawią się wpisy na temat życia na emigracji lub cokolwiek co nam w duszy gra. Tytuł wpisu będzie kolejno zaczynał się literkę alfabetu, czyli od A do Z. W tym przypadku od A do Ż. Ciekawe dlaczego?

Alfabet emigracji

Będziemy używać polskiego alfabetu. Zatem znjadziecie literki Ą Ć Ę Ł Ń Ó Ś Ź Ż (mam nadzieję, że żadnej nie pominęłam). Nie znajdziecie natomiast Q V X. Będzie lecieć następująco: A jak A..., Ą jak Ą..., B jak B..., C jak C... Ale zaraz, jak to, przecież nie mamy słówek na Ą – spostrzegły inne blogerki. Spoko, na to też znalazł się sposób. A jak!


wtorek, 1 września 2015

Arabskie łuki w Granadzie i trzy największe paranoje

To prawda, mieszkam w malowniczym miejscu. Doceniam to gdy chcę pobyć sama z sobą, porozmyślać lub rozwiązać jakiś problem. Wtedy biorę aparat i idę w teren by fotografować najciekawsze zakątki Granady. Tym razem zapolowałam na arabskie łuki. Jedne pamiętają czasy sprzed upadku Al-Andaluz. Inne zbudowano niedawno aby podtrzmać różnorodny kulturowo klimat miasta. Jednak nie chcę aby moje fotograficzne spacery pozostały tylko zrzutką fajnych zdjęć. Postanowiłam połączyć je z różnymi osobistymi przemyśleniami o otaczającym świecie lub skomentować coś np. znalezione na youtube co wywarło na mnie wrażenie. Spacer z aparatem to najlepszy sposób na ładowanie energii - poprzez wyszukiwanie ciekawych obiektów architektury i natury do fotografowania a przede wszystkim czerpanej z głębi siebie. O czym myśli Dorkita kiedy się włóczy i robi zdjęcia? O jakiś paranojach?

Arabskie łuki w Granadzie i trzy największe paranoje
Zaczął się wrzesień i pojawiły się dziwne przepowiednie, że w drugiej połowie tego miesiąca a konkretnie dnia 23.09.2015 wydarzy się coś wielkiego i niefajnego co wywróci świat do góry nogami. Czy mamy w to wierzyć? Czy to ma szanse się spełnic? A może jest się czego obawiać? Znalazłam w sieci wideo z ciekawą wypowiedzią na ten temat. Prowadzący zebrał te wszystkie przypuszczalne wydarzenia do kupy. Wyjaśnił ich pochodzenie, szukając źródeł w m.in. w ekonomii i religii. Pozostawił odbiorcy decyzję czy traktować to na poważnie, czy być sceptycznym. Mi jednak nie chodzi o same przepowiednie ale o słowa jakie na koniec filmu padły. Macie czasem tak, że jakieś usłyszane zdanie czy cytat jest ciekawy i daje Wam do myślenia? Ja tak! Dotyczyły one trzech paranoicznych przekazów jakie się nam serwuje na codzień i to celowo. Zwłaszcza przy okazji takich naciąganych przepowiedni.

Jakie to przekazy? Zacytuję wypowiedź tego pana:

piątek, 28 sierpnia 2015

Henri Matisse w Maroku

O fascynacji Henriego Matisse Marokiem dowiedziałam się poznając ogród Marjorelle w Marrakeszu. Jego twórcy Yves Saint Laurent i Pierre Bergé kolekcjonowali dzieła znanych malarzy, których obrazy wpasowywały się w klimaty Maghrebu. W ich kolekcji był także Matisse. Maroko - kraj pełen kolorów odwiedzali wielcy artyści w poszukiwaniu inspiracji. Jak wiadomo, głównie francuscy. Twórczość Matisse to mocno kontrastujące i szokujące zestawienia kolorystyczne.
Henri Matisse „Autoportret” (1918), „Odeliska i tureckie krzesło” (1928) Musée National d'Art Moderne, Centre Georges Pompidou, Paris, France
Henri Matisse „Autoportret” (1918),
„Odeliska i tureckie krzesło” (1928) Musée National d'Art Moderne, Centre Georges Pompidou, Paris, France
Aby obcować z pasjonującą go sztuką orientalną i tworzyć nowe prace malarz zamieszkał na kilka miesięcy w Tangerze. Ten etap rozpoczął się od malowania widoków z okna i ogrodów. Następnie powstały portrety miejscowej ludności. Zakończył się na obrazach roznegliżowanych odelisek, czyli niewolnic z sułtańskiego haremu. Przedstawiam historię Henriego Matissa i jego dwóch podróży do Maroka.

Kim był Henri Matisse? Malarzem sztuki awangardowej co stał się sławnym już za życia. Urodził się 31 grudnia 1869 r. w Le Cateau-Cambrésis. Początkowo nie wiązał swojej przyszłości ze sztuką. Miał zostać prawnikiem, tak jak chcieli rodzice. Dlatego rozpoczął studia w Paryżu w tym kierunku. Po ich ukończeniu pracował jako administrator sądowy w swoim rodzinnym mieście. Musiał jednak tę pracę przerwać, gdyż dopadło go zapalenie wyrostka robaczkowego. Jego matka chciała go czymś zająć na czas rekonwalescencji. Kupiła mu farby i cały zestaw narzędzi do malowania obrazów. Wtedy to Matisse odkrył w sobie talent i pasję. Ku wielkiemu rozczarowaniu ojca, postanowił, że jednak zostanie artystą.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Dwa marokańskie wesela. Część #1 - uroczystość panny młodej

Jest jedyna taka uroczystość, która najmocniej pokazuje zwyczaje danej społeczności we wszystkich krajach i kulturach świata. To oczywiście WESELE. W kraju takim jak Maroko wesela są niewątpliwie dużym przeżyciem. Miałam okazję w kilku takich weselach uczestniczyć, naturalnie jako gość. Ale dla większej różnorodności postanowiłam zaprosić na bloga Monikę, która również była na marokańskim weselu w Tangerze. Jej relacja z tego wydarzenia bardzo mnie zaskoczyła.

Dwa marokańskie wesela. Część #1 - uroczystość panny młodej

Przekonałam się, że mimo, wielu wspólnych tradycji, wesela mogą różnić się w zależności jaka rodzina je wyprawia. Myślałam, że będzie mowa o wieczorze panieńskim i kawalerskim, bo opisywane przez Monikę imprezy z pozoru na takie wyglądały. Tymczasem panna młoda i pan młody świętowali swoje zaślubiny oddzielnie. Prawdopodobnie ze względu na tradycyjność i religijność rodzin. Tak więc były dwa wesela. W pierwszej części przedstawimy uroczystość panny młodej. Teraz oddaję głos Monice.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Fuengirola. Co robi na wakacjach Anglik, Polak i Marokańczyk?

Wczoraj wróciłam z Fuengiroli - hiszpańskiego kurortu na Costa del Sol. Lubię to miejsce, odwiedzam je od 10 lat i mam wrażenie, że każdy pobyt wygląda jak dzień świataka. Dlaczego? Rodzina, ta marokańska zrobiła sobie z tego miasta wakacyjny punkt i „nawiedza” go od czasów zanim ja przyszłam na świat. Co roku dokładnie o tej porze właśnie tutaj Marokany korzystają z jedynego sprawdzonego sposobu na wakacje, zupełnie odmiennego od europejskich turystów.

Fuengirola. Co robi na wakacjach Anglik, Polak i Marokańczyk?

Fuengirola to miejscowość nad Morzem Śródziemnym na południu Hiszpanii. W kolejności wraz z Malagą, Torremolinos i Benalmadeną zajmują całe wybrzeże gdzie miasto przechodzi w miasto. Kawałek dalej jest Marbella znana z wypasionego luksusu, rezydencji i jachtów za milion dolarów. Niby nic specjalnego. Kolejna wakacyjna baza noclegowa dla plażowiczów - hotele i apartamenty na wynajem. To miejsce dla kogoś kto lubi głośne i zabawowe wakacje lub chce patrzeć na morze i góry jednocześnie. To wielkie biznesy w branży turystyki, gdzie także ten duży wypycha małego. A turyści, swym portfelem z wygody i ceny będą raczej wspierać tego pierwszego.


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Marokanka przyrządza… sushi z łososiem i surimi

Kto powiedział, że Marokańczycy nie wychodzą poza swoją kuchnię? Na pewno wiadmo, że najwięksi tradycjonaliści nie skuszą się na polską (za dużo wieprzowiny i za kwaśna), ale są wielkimi fanami przysmaków azjatyckich. Uwielbiają kuchnię chińską, japońską, są częstymi gośćmi restauracji typu Buffet Wok. Leila, Marokanka, która specjalnie dla mojego bloga miała przyjemność gotować kuskus tym razem zrobiła wyjątek, bo taka miała ochotę i przyrządziła... sushi.

Marokanka przyrządza… sushi z łososiem i surimi

Zatem do dzieła! Robimy sushi!

sobota, 25 lipca 2015

Fez, czyli w labiryncie starej medyny

Fez jest miastem, które wciąż czeka abym je odwiedziła. Prowadzę ten blog z poczuciem, że wiele jeszcze przede mną. Dlatego pora rozeznać się w tym co warto w Fezie zobaczyć i czy łatwo się zgubić w jego medynie.

Fez, czyli w labiryncie starej medyny

Z tego co wiem mieszkańcy Fezu mają poczucie wyższości nad innymi np. nad Berberami. Uważają, że to oni są najbardziej "marokańscy" i bardziej cywilizowani, mają najlepszą kulturę, muzykę, architekturę, rzemiosło, tradycje. Myslę, że to wynika z historii bo u nich zawsze tak było, a różne plemiona w Maroku do dziś za sobą nie przepadają. Fez to m.in. skrzypkowie w długich, białych szatach, czerwonych czapeczkach i żółtych skórzanych kapciach - typowy marokański image.

czwartek, 16 lipca 2015

W marokańskim stylu na niebiesko #2 – jilaba

Mówią, że uchodziłam za specjalistkę od... Smerfów. Dlaczego? Bo to była kiedyś moja ulubiona bajka. Bardzo często też rysowałam Smerfy. W szkole koledzy i koleżanki ustawiali się do mnie w kolejce z prośbą „Narysuj mi Smerfa!”. Tak więc przyległ do mnie kolor niebieski, osobowość też mam „niebieską”, przegladając zdjęcia z Maroka oto znalazłam parę w takim to niebieskim wdzianku.

W marokańskim stylu na niebiesko #2 – jilaba

Strój ten nazywa się jilaba (dżilaba) i jest w Maroku noszony na codzień, zarówno przez kobiety jak i facetów. Oczywiście krój damski i męski ma swoje różnice. Jest to szata z kapturem, zazwyczaj luźna ale są też takie obciślejsze. Jest model letni i zimowy.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Projekt wakacyjny. Po bieszczadzkich szlakach w stronę Chaty Socjologa

Ten post powstał w ramach projektu wakacyjnego Klubu Polki na Obczyźnie wspierającego inicjatywę Przemka. Będzie on poświęcony pewnemu wyjątkowemu miejscu w polskich górach. Odwiedziłam je w wakacje 2004 r. dokładnie miesiąc przed moim wyjazdem do Hiszpanii i pierwszym lotem samolotem. Pewnie dlatego tak dobrze je pamiętam. Dlatego o nim piszę mimo, że pochodzę z zachodniopomorskiego. Wywarło na mnie ogromne wrażenie i dostarczyło dreszczyka mega-emocji. Będzie to wspomnienie mojej wycieczki w Bieszczady. O tym jak wędrując sobie po górach dniem i... nocą trafiliśmy do kultowej Chaty Socjologa na Otrycie, zupełnie nie spodziewając się co tam zastaniemy.

Projekt wakacyjny. Po bieszczadzkich szlakach w stronę Chaty Socjologa

Dlaczego akurat Bieszczady? Bo to góry dzikie, tajemnicze, odludne, tam gdzie się kończy świat. Mnie jako osobę znad morza zawsze ciągnęło w przeciwną stronę, czyli do gór. Wspólny tygodniowy wyjazd zaproponował mi kolega – wielki fan zespołu punk-rockowego KSU z Ustrzyk Dolnych. Ta grupa ostrego brzmienia w swoich utworach doskonale oddawała klimat Bieszczad, na które kolega się nakręcił. Chciał na własne oczy zobaczyć miejsca o których śpiewają.

środa, 1 lipca 2015

W marokańskim stylu na niebiesko #1 – plastelina

Podczas przeglądania starych zdjęć często trafiam na rózne fajne rzeczy. Wsród nich znalazłam takie, które przedstawiają cztery typowe marokańskie symbole: zestaw do herbaty, czapeczka z Fezu, szisza fajka wodna i 5-ramienna gwiazda Maroka ulepione z niebieskiej plasteliny. Powstały podczas spontanu, kiedy to taki nerwus jak ja, nie mogąc spokojnie usiedzieć musiał coś miętolić w rękach. Było to w dzień przed moją pierwszą podróżą do Maroka, więc taki miałam klimat. Dlatego takie rzeczy sobie ulepiłam.

W marokańskim stylu na niebiesko #1 – plastelina

Tak, wiem, że to „twórczość” godna dziecka w przedszkolu a nie osoby po kierunku artystycznym. Ale co tam. Taki mam kaprys by to wrzucić na bloga, no to bęc.

niedziela, 28 czerwca 2015

Była sobie Polka na emigracji (wideo)

Ponad 100 Polek i jeden Polak, z różnych zakątków świata zrobiło sobie zdjęcie z kartką papieru. Na każdej z nich znajdował się fragment wiersza, który po złożeniu całość w opowiada o emigracji, podróżach i marzeniach. Tak oto powstał filmik, pt. "Była sobie Polka" jako wspólny projekt blogerek z Klubu Polek na Obczyźnie. Z przyjemnością wzięłam w nim udział jako producentka. Efekt zobaczcie sami.



Autorką wiersza, który pokazujemy na kartkach jest Malwina Hristova. Projekt miał na celu przedstawić nasze życie na emigracji. Ukazuje główne powody dla których wyjechałyśmy z Polski. Są to: praca, studia, miłość, pasja do podróży, okoliczności życiowe, często przypadek - każdy powód jest słuszny i ma sens

środa, 24 czerwca 2015

Ramadan w Maroku

Jak długo jesteś w stanie wytrzymać bez jedzenia i picia? Od świtu do zmierzchu i do tego w 35-stopniowym upale! W ostatnim czasie post Ramadan czyli muzułmańskie swięto ruchome, "przesuwał się do tyłu" w stronę lata. W 2015 obejmuje noc św. Jana. Trwa od 18 czerwca do 16 lipca. U nas słońce wstało o 5:30 a zaszło o 21:30. Marokańczycy udowadniają, że mogą przetrwać te 15 godzin, z wielkim trudem i na własne życzenie.

Ramadan w Maroku

Tydzień temu facebookowe ściany znajomych muzułmanów oraz osób w temacie np. Polek mających mężów Arabów znów zostały zasypane kolorowymi obrazkami z rysunkiem księżyca i napisem Ramadan MubarakRamadan Karem, Eid Fitr. Kiedyś sama zrobiłam dla nich taką grafikę, wrzuciłam z samego rana, tagując kogo trzeba. Był na niej zbiór marokańskich potraw.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Jak powstała Alhambra w Granadzie?

Nadchodzi czas, kiedy to mogę spodziewać się w Hiszpanii wizyt znajomych chcących zwiedzić Granadę. Zawsze stawiam na pokazanie im „arabskiej duszy” tego miasta, bliskiej kulturze Maroka, gdyż wierzę, że ich oczaruje. Najpierw zabieram gości na punkt zwany Mirador de San Nicolas, by nacieszyć niezwykłym widokiem. Na tle gór rozciąga się kompleks pałacowy Alhambra, który w 1984 r. wpisano na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO, a w 2006 r. był nominowany do Nowych Siedmiu Cudów Świata.  


Słonko świeci, Alhambra w tle

Potem udajemy się za jej mury by poznać co kryje w środku. A jest tam uczta dla zmysłów - bogata orientalna architektura, którą dopełnia arabska poezja, piękne ogrody pełne pachnących kwiatów oraz dzwięki wody w strumykach, kanałach i fontannach. Więc zanim przyjedziesz do Granady wyjaśnię Ci o co z tą Alhambrą chodzi, jaka jest jej historia i dlaczego została zbudowana.

niedziela, 31 maja 2015

Maj spędzony w Warszawie

Przynajmniej raz do roku przyjeżdżam do Polski więc. Tak też się stało teraz, więc podsumowanie Maja 2015 dotyczy mojego pobytu w Polsce. Do przyjazdu miałam dwa powody. Po pierwsze zostałam mamą... chrzestną, po drugie - proces rekrutacyjny do wymarzonej pracy. W tym drugim celu wybrałam się do Warszawy. 


Maj spędzony w Warszawie

Stolica jest mi znana, ale tym razem udało się poodkrywać w niej nowe rzeczy. Do tego przejechałam się rowerem miejskim i odbyłam wiele ciekawych spotkań.

piątek, 1 maja 2015

Olej arganowy kosmetyczny i spożywczy. Jaka jest różnica?

Istnieją dwa rodzaje oleju arganowego: kosmetyczny i spożywczy. Ten pierwszy jest bardziej znany, częściej używany zgodnie ze swym przeznaczeniem. Ten drugi trochę mniej, jednak powoli zyskuje na popularności. Jednym można się smarować a drugi dodawać do dań na zimno. Miłośnicy tego marokańskiego specyfiku często pytają się czym się różni jeden od drugiego.

Olej arganowy kosmetyczny i spożywczy. Jaka jest różnica?

Różnice zauważymy już na pierwszy rzut oka. Na butelce oryginalnego olejku z Maroka z pewnością znajdziesz napis po francusku:
  • Huile d’argan cosmétique - kosmetyczny
  • Huile d’argan alimentaire - spożywczy

czwartek, 30 kwietnia 2015

Dzieci kontra zakochane pary - buziaki i przytulanie

W tytule bynajmniej nie chodzi o rywalizację jednych z drugimi. Chodzi o stosunek w Maroku do dzieci i do zakochanych par. Czym jest prawo do okazywania sobie miłości, wzajemnego przytulania się ludzi, którzy są sobie bliscy, których łączy ich głęboka więź, mają do siebie zaufanie i chcą się tym podzielić z innymi? To jest piękne i zdrowe, więc każdemu powinno się jednakowo należeć. Czyżby na pewno? Witamy w świecie marokańskich absurdów. Zaczniemy różowo, słodko, niewinnie a skończymy diabelsko nieprzyzwoicie, wyciagając największe tabu Marokańczyków.

Dzieci kontra zakochane pary - buziaki i przytulanie

Większość z nas bardzo kocha dzieci. W krajach arabskich, także w Maroku ich rola jest wyjątkowa a miłość do nich ogromna. Dziecko jest inwestycją w przyszłość dla rodziców na starość, dlatego każdy pragnie powiększyć rodzinę jak najszybciej.  Kiedy już je ma jest ono wielkim powodem do dumy. Kilkuletnie dziecko jest śliczne, wesołe, uśmiechnięte, urocze i niewinne. I własnie za te cechy obsypywane jest całą masą czułości, uścisków i pocałunków. Nie tylko przez rodziców, starsze rodzeństwo, dziadków, wujków, ciocie, znajomych a nawet przypadkowych ludzi ulegających urokowi tego dziecka.

niedziela, 26 kwietnia 2015

O potędze marzeń spełnionych i niespełnionych

Kiedy miałam 17 lat zamarzyła mi się Hiszpania. 7 lat później to marzenie się spełniło, więc wymyśliłam sobie Maroko. Po dwóch latach je odwiedziłam. A następstwem tego było sporo sukcesów, nowych wrażeń ale i niestety masa porażek. Blog ten jest wynikiem moich doświadczeń, więc czas podzielić się czym są dla mnie marzenia. Czy warto je mieć i pielegnować? Jaki mamy wpływ na ich spełnienie a jaka jest rzeczywistość. Co robić kiedy się starasz, a one się... nie spełniają?

O potędze marzeń spełnionych i niespełnionych

Wiem, że Ty napewno masz swoje marzenia. Pragniesz czegoś nowego i marzysz o tym. Słusznie, bo to naturalne. Największe marzenia mamy jako dzieci a potem staja się one coraz mniejsze i mniejsze. Mówi się dużo o tym, że kiedy dorastamy to zderzamy się z prawdziwym życiem, które jest niesprawiedliwe. Często weryfikuje ono nasze marzenia, przez co dopasowujemy je do realiów. Zmieniamy plany, ostatecznie zostajemy kimś innym niż chcieliśmy być w dzieciństwie. Wielu ludzi porzuca swoje marzenia, twierdząc, że nie będzie łatwo osiągnąć tego co się chce i lepiej skupić się na sprawach bieżących niż bujać w obłokach. W tym też coś jest i to też jest naturalne.

Insta Galeria