czwartek, 25 kwietnia 2019

Do Maroka na własną rękę. Wywiad z Żanettą z bloga Żanetta i Prawo

Na pytanie o to jak podróżować po Maroku, jak się przygotować, na co zwrócić uwagę i jak tam jest myślę, że najlepiej wiedzą sami podróżnicy. Dlatego co jakiś czas na blogu publikuję wywiady z nimi w ramach serii #MoroccoTripInterview gdzie odpowiadają na najczęściej zadawane pytania jakie mi zadajecie. Wyszliśmy z założenia, że każdy rodzaj podróżowania jest dobry i potrzebuje osobnych porad. Tym razem na wywiad zaprosiłam moją czytelniczkę, która pojechała do Maroka sama. Żanetta Charemska to prawnik, autorka bloga zanettaiprawo.pl, gdzie opowiada o wkraczaniu w prawniczy świat i związanych z tym rozterkach, książkoholiczka, wielbicielka dzieci i jazdy na rowerze po polskich bezdrożach, romantyczna dusza zachwycająca się światem, w tym od niedawna Marokiem.

Do Maroka na własną rękę. Wywiad z Żanettą z bloga Żanetta i Prawo

Jaki styl podróży do Maroka wybrałaś i dlaczego?

W Maroku byłam dwa razy i oba wyjazdy organizowałam na własną rękę, ponieważ moje podróże częściowo miały charakter turystyczny, a częściowo osobisty, stąd wszelkie biura podróży odpadały. Poza tym organizowanie samotnej podróży na własną rękę jest według mnie dużo bardziej wygodne. Sama szukam dogodnych lotów, a na miejscu często pomagają mi znajomi, więc mogę planować tak, żeby udało się to wszystko w mniejszym lub większym stopniu zgrać ze sobą.

niedziela, 30 grudnia 2018

Marokanka przyrządza pyszną domową pizzę z czterech serów i z łososiem


Któż z nas nie kocha pizzy? Ja bardzo. Mogłabym ją jeść codziennie co dokładnie robiłam podczas pobytu we Włoszech. Można by powiedzieć, że pojechalismy tam dla pizzy. Po raz pierwszy dowiedziałam się o niej jako dziecko z kreskówki o Wojowniczych Żółwiach Ninja, których byłam wielką fanką. Ciekawe czy to właśnie dzięki tym postaciom pizza tak bardzo podbiła świat. Nawet kraje, które mają swoją tradycyjną, ugruntowaną kuchnię takie jak Maroko chętnie po nią sięgają. Zamawianie pizzy do domu stało się wręcz magicznym momentem dla każdego. Gdy nie masz pomysłu na obiad, nie chce ci się gotować albo po prostu masz na nią ochotę na kolację. Żaden problem – telefon do pizzerii. Jednak ekonomicznie bardziej opłaca się kupić mrożoną w supermarkecie. Albo zrobić samemu domową pizzę jeśli kalkulując składniki wyjdzie, że się opłaca.

Marokanka przyrządza pyszną domową pizzę z czterech serów i z łososiem


Marokanka, która gotuje dla mojego bloga, cóż powiem wprost – teściowa od czasu do czasu sięga do przepisów innych niż marokańskie. Tak jak ja wyszukuje je na filmikach w Internecie a potem wciela w życie. W taki sposób nauczyła się np. robić sushi

Ostatnio zaczęła przyrządzać nam pizzę, której też postanowiłam się sama nauczyć. Spisałam jej przepis, który teraz trafia na blog. Zawsze gdy mam na nią ochotę plus dodatkowo czas, biorę się za przygotowania.

wtorek, 13 listopada 2018

Nigdy nie rób tego przy muzułmanach


Czy wiesz, że z tym wpisem czaiłam się od ponad 2 lat? Bałam się go opublikować, w obawie przed reakcją. Być może wielu z Was po przeczytaniu odejdzie ode mnie z hukiem. Wielu z Was się ze mną nie zgodzi, stwierdzi że przesadzam, że jestem betonem, zbyt mało tolerancyjna. W końcu prowadząc taki blog powinnam być „bardziej otwarta”. Albo stwierdzicie, że napisałam to na czyjeś zlecenie. Liczę się z tym. Ale możliwe, że część z Was się również nad tym zastanowi. Nadszedł moment aby wpis ujrzał światło dzienne. Wreszcie podejmuję to ryzyko. Mam prawo do swojego zdania. Wpis jest tak naprawdę wyrazem mojego własnego, niezależnego myślenia na które wpłynął los serwując mi zderzenie ze środowiskiem wielokulturowym. Z jednej strony Polka z katolickiej rodziny, z drugiej muzułmańskie Maroko.

Nigdy nie rób tego przy muzułmanach


Jak widać świat zmierza w stronę multuikulti, co jest celową zagrywką polityczną. Chyba nie do końca sobie z tym radzi. Muzułmanie z Północnej Afryki i ze wschodu żyją w Europie coraz bliżej nas. Nam się mówi się abyśmy byli w stosunku do nich tolerancyjni i szanowali ich zwyczaje. Nawet jeśli wyrażamy tolerancję to myślę, że nie do końca jesteśmy świadomi czego przy muzułmanach raczej robić nie powinniśmy.

Nie ubierać się zbyt wyzywająco (w przypadku kobiet)? Nie.
Nie patrzeć prosto w oczy, bo odbiorą to jako zaproszenie do zbyt bezpośredniego kontaktu (też w przypadku kobiet)? Nie.
Nie jeść lewą ręką? Nie
Nie mówić o nich źle, nie generalizować i broń Boże nie obrażać uczuć religijnych. Też nie.
Nie mam na myśli żadnej z wyżej wymienionych rzeczy. Chodzi o coś zupełnie innego i bardziej nam bliższego.

Już samo słowo „muzułmanie” w tytule sugeruje, że będzie ostro i kontrowersyjnie. Tak, będę tutaj pisać o hejcie ale jak się okaże – skierowanym w zupełnie inną stronę.

Jest jeszcze coś innego na ten hejt bardziej narażone. Coś co jest wiele lepiej nam znane, gdyż sami na tym wyrośliśmy. Ja na przekór poprawności politycznej nie zamierzam milczeć, twierdzić, że to nic takiego i że tego problemu nie widać,

Na początek opowiem Wam anegdotkę z mojego życia jeszcze z czasów Erasmusa w Hiszpanii. Jako, że byłam studentką, poznawałam hiszpańską kulturę oraz muzykę przy jakiej bawi się tutejsza młodzież.

sobota, 29 września 2018

Ciasteczka, daktyle, migdały i prezenty, czyli o święcie Ashura w Maroku i o tym czy warto dalej pisać tego bloga


Tego roku w Maroku w dniu 20 września miało miejsce tzw. święto Ashura. Szczerze, niewiele o nim wiedziałam. Jedynie gdzieś słyszałam tą nazwę, która bardzo kojarzyła mi się z orientem i nie tylko z Arabami. Tym bardziej, że nie miałam okazji zobaczyć go na żywo. Dopiero nikt inny jak marokańska teściowa, która jak wiecie przez min. pół roku mieszka u nas w Hiszpanii przypomniała mi o nim. Tak więc pomieszkując sobie u nas poinformowała mnie, że za kilka dni w Maroku będzie Ashura. Chce w związku z tym coś symbolicznie przygotować i kupić rowerek w prezencie dla wnuka. Na moje pytanie co to za święto odpowiedziała: ciasteczka, daktyle, migdały i prezenty dla dzieci. Na moje kolejne pytanie o to jakie to ma podłoże religijne odpowiada to samo: ciasteczka, daktyle, migdały i prezenty dla dzieci. Coś jak wasze Mikołajki, Boże Narodzenie czy Trzech Króli w Hiszpanii – podsumowała by lepiej do mnie dotarło.

Ciasteczka, daktyle, migdały i prezenty, czyli o święcie Ashura w Maroku i o tym czy warto dalej pisać tego bloga

Rozumiem, że w czasie Ashura obficie się je i obdarowuje prezentami. Z pewnością dużo tego co mi powiedziało nie dotarło do mnie ze względu na różnicę językową. Teściowa zna trochę hiszpański ale podstawowy choć ułatwia to komunikację. Ja rozumiem po francusku piąte przez dziesiąte. Jak zatem wytłumaczy mi ona podłoże religijne święta Ashura? Powiedziała tylko, że chodzi o jakiś dziesiąty dzień. Mi przypomniało się, że ponad tydzień temu rzeczywiście był tzw. nowy rok kalendarza arabskiego.

Jeśli teściowej nie zrozumiem to od czego jest wujek Google? Temat został rzucony, zatem dowiem się sama.