niedziela, 30 grudnia 2018

Marokanka przyrządza pyszną domową pizzę z czterech serów i z łososiem


Któż z nas nie kocha pizzy? Ja bardzo. Mogłabym ją jeść codziennie co dokładnie robiłam podczas pobytu we Włoszech. Można by powiedzieć, że pojechalismy tam dla pizzy. Po raz pierwszy dowiedziałam się o niej jako dziecko z kreskówki o Wojowniczych Żółwiach Ninja, których byłam wielką fanką. Ciekawe czy to właśnie dzięki tym postaciom pizza tak bardzo podbiła świat. Nawet kraje, które mają swoją tradycyjną, ugruntowaną kuchnię takie jak Maroko chętnie po nią sięgają. Zamawianie pizzy do domu stało się wręcz magicznym momentem dla każdego. Gdy nie masz pomysłu na obiad, nie chce ci się gotować albo po prostu masz na nią ochotę na kolację. Żaden problem – telefon do pizzerii. Jednak ekonomicznie bardziej opłaca się kupić mrożoną w supermarkecie. Albo zrobić samemu domową pizzę jeśli kalkulując składniki wyjdzie, że się opłaca.

Marokanka przyrządza pyszną domową pizzę z czterech serów i z łososiem


Marokanka, która gotuje dla mojego bloga, cóż powiem wprost – teściowa od czasu do czasu sięga do przepisów innych niż marokańskie. Tak jak ja wyszukuje je na filmikach w Internecie a potem wciela w życie. W taki sposób nauczyła się np. robić sushi

Ostatnio zaczęła przyrządzać nam pizzę, której też postanowiłam się sama nauczyć. Spisałam jej przepis, który teraz trafia na blog. Zawsze gdy mam na nią ochotę plus dodatkowo czas, biorę się za przygotowania.

wtorek, 13 listopada 2018

Nigdy nie rób tego przy muzułmanach


Czy wiesz, że z tym wpisem czaiłam się od ponad 2 lat? Bałam się go opublikować, w obawie przed reakcją. Być może wielu z Was po przeczytaniu odejdzie ode mnie z hukiem. Wielu z Was się ze mną nie zgodzi, stwierdzi że przesadzam, że jestem betonem, zbyt mało tolerancyjna. W końcu prowadząc taki blog powinnam być „bardziej otwarta”. Albo stwierdzicie, że napisałam to na czyjeś zlecenie. Liczę się z tym. Ale możliwe, że część z Was się również nad tym zastanowi. Nadszedł moment aby wpis ujrzał światło dzienne. Wreszcie podejmuję to ryzyko. Mam prawo do swojego zdania. Wpis jest tak naprawdę wyrazem mojego własnego, niezależnego myślenia na które wpłynął los serwując mi zderzenie ze środowiskiem wielokulturowym. Z jednej strony Polka z katolickiej rodziny, z drugiej muzułmańskie Maroko.

Nigdy nie rób tego przy muzułmanach


Jak widać świat zmierza w stronę multuikulti, co jest celową zagrywką polityczną. Chyba nie do końca sobie z tym radzi. Muzułmanie z Północnej Afryki i ze wschodu żyją w Europie coraz bliżej nas. Nam się mówi się abyśmy byli w stosunku do nich tolerancyjni i szanowali ich zwyczaje. Nawet jeśli wyrażamy tolerancję to myślę, że nie do końca jesteśmy świadomi czego przy muzułmanach raczej robić nie powinniśmy.

Nie ubierać się zbyt wyzywająco (w przypadku kobiet)? Nie.
Nie patrzeć prosto w oczy, bo odbiorą to jako zaproszenie do zbyt bezpośredniego kontaktu (też w przypadku kobiet)? Nie.
Nie jeść lewą ręką? Nie
Nie mówić o nich źle, nie generalizować i broń Boże nie obrażać uczuć religijnych. Też nie.
Nie mam na myśli żadnej z wyżej wymienionych rzeczy. Chodzi o coś zupełnie innego i bardziej nam bliższego.

Już samo słowo „muzułmanie” w tytule sugeruje, że będzie ostro i kontrowersyjnie. Tak, będę tutaj pisać o hejcie ale jak się okaże – skierowanym w zupełnie inną stronę.

Jest jeszcze coś innego na ten hejt bardziej narażone. Coś co jest wiele lepiej nam znane, gdyż sami na tym wyrośliśmy. Ja na przekór poprawności politycznej nie zamierzam milczeć, twierdzić, że to nic takiego i że tego problemu nie widać,

Na początek opowiem Wam anegdotkę z mojego życia jeszcze z czasów Erasmusa w Hiszpanii. Jako, że byłam studentką, poznawałam hiszpańską kulturę oraz muzykę przy jakiej bawi się tutejsza młodzież.

sobota, 29 września 2018

Ciasteczka, daktyle, migdały i prezenty, czyli o święcie Ashura w Maroku i o tym czy warto dalej pisać tego bloga


Tego roku w Maroku w dniu 20 września miało miejsce tzw. święto Ashura. Szczerze, niewiele o nim wiedziałam. Jedynie gdzieś słyszałam tą nazwę, która bardzo kojarzyła mi się z orientem i nie tylko z Arabami. Tym bardziej, że nie miałam okazji zobaczyć go na żywo. Dopiero nikt inny jak marokańska teściowa, która jak wiecie przez min. pół roku mieszka u nas w Hiszpanii przypomniała mi o nim. Tak więc pomieszkując sobie u nas poinformowała mnie, że za kilka dni w Maroku będzie Ashura. Chce w związku z tym coś symbolicznie przygotować i kupić rowerek w prezencie dla wnuka. Na moje pytanie co to za święto odpowiedziała: ciasteczka, daktyle, migdały i prezenty dla dzieci. Na moje kolejne pytanie o to jakie to ma podłoże religijne odpowiada to samo: ciasteczka, daktyle, migdały i prezenty dla dzieci. Coś jak wasze Mikołajki, Boże Narodzenie czy Trzech Króli w Hiszpanii – podsumowała by lepiej do mnie dotarło.

Ciasteczka, daktyle, migdały i prezenty, czyli o święcie Ashura w Maroku i o tym czy warto dalej pisać tego bloga

Rozumiem, że w czasie Ashura obficie się je i obdarowuje prezentami. Z pewnością dużo tego co mi powiedziało nie dotarło do mnie ze względu na różnicę językową. Teściowa zna trochę hiszpański ale podstawowy choć ułatwia to komunikację. Ja rozumiem po francusku piąte przez dziesiąte. Jak zatem wytłumaczy mi ona podłoże religijne święta Ashura? Powiedziała tylko, że chodzi o jakiś dziesiąty dzień. Mi przypomniało się, że ponad tydzień temu rzeczywiście był tzw. nowy rok kalendarza arabskiego.

Jeśli teściowej nie zrozumiem to od czego jest wujek Google? Temat został rzucony, zatem dowiem się sama.

wtorek, 11 września 2018

Problem, który odbiera nam radość zwiedzania. Uważaj i dobrze pilnuj swoich rzeczy!

Oto radosne zdjęcie wnuczka, któremu babcia myje ręce i śpiewa piosenki. Chłopczyk uwielbia lejącą się wodę, więc ma z tego świetną zabawę. W taki upał może się pochlapać i odświeżyć. Ja jako jego mama stałam po drugiej stronie obiektywu telefonu. Skupiona byłam na zabawianiu go, prowokowaniu by zrobił najpiękniejszy uśmiech do zdjęcia. To było tydzień temu w patio meczetu na Albaizinie w Granadzie. Jego przedsionek, ogrody z których widać Alhambrę i krany w których dokonuje się obmycia czystą wodą zdatną do picia dostępne są dla turystów. Wejść tam może każdy bez względu na wyznanie, tak więc i my weszliśmy. Społeczność muzułmańska Granady skupiona wokół meczetu jest bardzo zintegrowana. Vis a vis stoi kościół katolicki.

Problem, który odbiera nam radość zwiedzania. Uważaj i dobrze pilnuj swoich rzeczy!

Zdjęcie to pozoru jest sielankowe. Właśnie przez tę radość i beztroskę płynącą z niego mieliśmy kłopoty. Podczas wspólnego zwiedzania z rodziną gdy jesteśmy swobodni, bardzo łatwo się zapomnieć i stracić kontrolę nad tym co dzieje się dookoła nas. Jeśli się dobrze przyjrzysz - za chłopcem i babcią kręci się osoba w czerni, której inaczej nazwać się nie da - ŚWINIA!

Do kranów oprócz nas podchodziło wielu ludzi. Tuż za babcią znalazła się pewna kobieta. Muzułmanka - tak wnioskowałam po ubiorze. Całe ciało i włosy miała owinięte w czarną tkaninę, którą co rusz sobie poprawiała. Myła ręce i twarz. Postawiła obok siebie siatkę i butelkę z wodą. Bardzo się wierciła, co rusz coś przekładała. Prawie ocierała się o wypiętą pupę mojej mamy. Widziałam ją ale dalej śpiewałam synkowi piosenki by śmiał się do zdjęcia. 

Mama miała przewieszoną przez siebie torebkę. Specjalnie przesunęła ją sobie do tyłu aby nie wchodziła w zdjęcie.