sobota, 14 października 2017

Typ ludzi co kocha pstrykać fotki ładnym widokom i czemu warto pojechać do Mijas

Uwielbiam robić zdjęcia. Raz lustrzanką, raz komórką. Mam doskonałą intuicję i wyczucie kompozycji. Potrafię dostrzec w otoczeniu ciekawe obiekty i zrobić im fajne ujęcia. Czasami robię po kilka razy jedno z wielu stron narażając się osobom, które mi towarzyszą, że muszą na mnie czekać. Zwracam uwagę na światło, na kolory, na to czy zdjęcie ma jakiś przekaz i czy oddaje charakter tego co się na nim znajdzie. Dlatego mój blog i Instagram są pełne fotografii, których uczę się robić jak najlepiej. Czasem fotografuję ludzi, przez co tylko oni mają ładne zdjęcia. Ja już nie mam, bo rzadko ktoś z mojego otoczenia umie mnie uwiecznić tak jakbym chciała, bez unikania błędów. Zawsze jestem albo nieostra albo latarnia wyrasta mi z głowy. Jednak portretów robię mało ponieważ trudno namówić jest ludzi do pozowania. Nawet moi najbliżsi wkurzają się gdy muszą pozować. Na mój perfekcjonizm. Marzą by jak najszybciej uciec i pukają się w łap na co tej babie moje ładne zdjęcie. Co jej to da, że pokaże sobie na blogu lub fanpage czy schowa na dysku. Poza tym przypadkowi ludzie nie lubią być fotografowani właśnie ze obawy przed udostępnieniem. 


Typ ludzi co kocha pstrykać fotki ładnym widokom i czemu warto pojechać do Mijas


Podziwiam tych fotografów i blogerów co mają bogate portfolio przypadkowych ludzi spotkanych na ulicy. Nie wiem jak udaje im się ich poprosić by pozowali, na przekór prawu nakazującym chronić wizerunek osób trzecich. Nie opublikowałabym ich zdjęcia bez zgody. Nie potrafię też tej zgody wyegzekwować. Próbowałam ale czułam się głupio. 

Ponieważ jest jak jest, to pozostaje mi fotografować jedynie krajobrazy, architekturę, roślinki, kwiatki i ładne widoki. One cię zrozumieją, zawsze będą wiernie pozować, nie stracą cierpliwości przez mojego fotograficznego świra. Przede wszystkim nie muszę ich pytać o zgodę na publikację.

Za to ostatnio z sukcesem udaje mi się przekonać pewne osoby, by wybierając się na hiszpańskie Costa del Sol przestać jeździć tylko do Fuengiroli. W Hiszpanii pogoda wczesną jesienią zdecydowanie temu sprzyja. Jest ciepło, słonecznie, można mieć krótki rękawek i spodenki. Nie ma wielkich upałów i kataru siennego. To najprzyjemniejsza pora roku.

Dlatego w ostatni dzień września zrobiliśmy sobie rodzinną wycieczkę do miasteczka Mijas Pueblo w prowincji Malaga. Takie wycieczki to dla mnie okazja do robienia zdjęć ładnym widokom. A było tam na co popatrzeć, bo to jedno z tych niezwykłych miejsc, gdzie góry spotykają się z morzem. Przypomnę, że Mijas pokazywały już w swoich social media blogi Pora Arbuza i Dech zapiera. To od nich się nim zainteresowałam.

czwartek, 5 października 2017

Jedna najważniejsza rzecz jaką musisz sprawdzić zanim wyjdziesz a muzułmanina

Wiele kobiet ma pewne obawy gdy stoi przed decyzją wyjść czy nie wyjść za mąż za muzułmanina. Boją się czy dadzą radę żyć szczęśliwie, mimo różnic w kulturze, religii, edukacji, stosunku do rodziny i do wychowywania dzieci. Środowisko temu nie sprzyja i zdecydowanie odradza, gdyż o muzułmanach mówią już tyle, że bania mała. Myślę, że tym o co naprawdę się martwią jest to czy przez to małżeństwo… nie utracą siebie. Czy będą mogły w nim pozostać takie jakie są, ze swoimi przekonaniami i celami w życiu, czy będą mogły się realizować i nikt temu nie przeszkodzi. Wiemy, że nie każdy muzułmanin to ten co od razu zniewala kobietę. Na świecie jest coraz więcej pozytywnych przykładów takich małżeństw i naprawdę sporo przyzwoitych facetów. Ale wchodząc w taki związek tak samo jak każdy inny trzeba mieć trochę więcej oleju w głowie niż motyli w brzuchu. Jeśli Ty stoisz przed takim wyborem, to Twoje obawy są jak najbardziej naturalne. Rozsądek w razie czego zawsze ostrzega. Każdego faceta trzeba wcześniej bardzo dobrze poznać i wyłapywać wszystkie sygnały kiedy świeci się czerwona lampka nim będzie za późno.

Jedna najważniejsza rzecz jaką musisz sprawdzić zanim wyjdziesz a muzułmanina

Tekst ten może niektórych z was poruszyć. Będzie trochę straszny i chyba najmocniejszy jaki do tej pory napisałam. Może nawet ktoś gdzieś go udostępnić, po czym poleci na mnie hejt. Że niby ostrzegam innych przed spierniczeniem sobie życia a tak naprawdę sama sobie życie spierniczyłam. Słowo kluczowe „muzułmanin” jest numer jeden w sieci działającym jak płachta na byka. Potrzebuję dużo odwagi aby taki temat opublikować. Nie chcę być też posądzona o rozsiewanie stereotypów u tych co bronią tolerancji i poprawności.

Ci co mnie czytają mogą mieć problem z oceną czy tak naprawdę jestem pro czy anty. Czy naiwna idealistka wierząca w multi-kulti czy twardo stąpająca po ziemi waląca prosto z mostu to co myśli. Raz piszę tak a raz tak. Ale ja staram się po prostu zrozumieć obie strony i ich argumenty. Jeśli coś się sprawdza to nagłaśniam. A jeśli jakieś zachowanie mi się nie podoba, to czemu mam o nim nie mówić tylko dlatego, że wykazuje je ktoś z kultury o której nic już nie można z grubej rury powiedzieć, bo zaraz nietolerancja, rasizm czy islamofobia. To, że lubię takie Maroko wcale nie znaczy, że wszystkie zwyczaje jakie w nim panują akceptuję.

Rzecz o której napiszę jest niezwykle ważna jeśli chodzi o dobre sprawdzenie faceta pod kątem tego, czy u jego boku będziemy mogły żyć pełnią życia i czuć się wolne emocjonalnie. Ogólnie uważam, że tekst jest ważny. Jego celem jest przekazać kobietom aby były bardziej stanowcze gdy ktoś ich nie szanuje dlatego, że oprócz bycia żoną chcą mieć własną przestrzeń i utrzymywać dobre relacje z innymi ludźmi.

Pewnych zachowań facetów bez względu na to czy mają źródło w pochodzeniu, kulturze i religii czy w jego własnych kompleksach i fobiach tolerować i usprawiedliwiać się nie da. Każdy facet, nawet Polak może w ten paskudny sposób się zachowywać pozbawiając Cię przez to własnego życia. Ale niestety u muzułmanów to zachowanie jest to o wiele bardziej wzmocnione, gdyż wielu z nich w taki sposób chcąc czy nie chcąc zostało wychowanych. To co nam kobietom zachodu szkodzi, uważają za normalne. Nie mówię o całym ogóle. Ale o konkretnych skrajnych przypadkach, jednak z tego kręgu kulturowego.

Zignorowanie sprawdzenia tej jednej rzeczy jest główną przyczyną problemów w związkach z muzułmanami a nawet dramatów, i to takich przypadków które nagłaśniają media. Zanim zwiążesz się z facetem z Maroka, Egiptu, Tunezji, Turcji czy jakiegokolwiek muzułmańskiego kraju musisz bardzo dobrze się upewnić czy u niego w tym obszarze wszystko gra lub przynajmniej da się nad tym popracować. Czy zostać czy jednak lepiej zakończyć ten związek.

Zatem jaka jest ta jedna najważniejsza rzecz, której koniecznie musisz się upewnić? Możliwe, że się jej nie spodziewasz. Oto ona:

niedziela, 24 września 2017

Miej odwagę się targować. Poradnik jak to robić

I gdzie się podział ten stereotyp złego Araba? Przecież oni wszyscy tacy mili, uprzejmi, uśmiechnięci i otwarci. Tak przyjaźnie się do mnie zwracają. - myślisz sobie wchodząc po raz pierwszy na marokański bazar. Też tak kiedyś myślałam nawet widząc handlujących arabskich imigrantów w Europie. Niezależnie od narodowości, rasy i religii każda osoba czy to prywatnie gdy tego nie widzisz jest spoko czy też kawałem skurwysyna zawsze będzie robić pozytywne wrażenie kiedy w grę wchodzi sprzedanie ci czegoś. Klient jest ważny i trzeba o niego dbać. Trzeba zrobić dobry marketing, sprawić by zostawił jak najwięcej pieniędzy. Na szczęście na arabskim bazarze klient ma o wiele więcej do powiedzenia i jest to bardzo mile widziane. Zarówno on jak i sprzedawca jeśli tego chcą, mogą dojść do układu wygrany - wygrany.


Miej odwagę się targować. Poradnik

Targowanie się to coś co można, a nawet trzeba robić. Nie tylko na arabskim bazarze ale i na polskim rynku miejskim. Sprzedawcy są zawsze otwarci na targowanie się. Mają swoje widełki w których mogą obniżać cenę a ta przypięta do towaru jest najwyższą z możliwych, za jaką kupi ten kto nie będzie wiedział, że ma prawo negocjować.

Gdy jesteśmy gdzieś na wakacjach np. w Maroku czy w Tunezji to przytłacza nas ilość pamiątek i wielu innych fajnych przedmiotów na straganach jakie możemy kupić np. komuś na prezent. Jednak ceny w miejscach turystycznych są zwykle wysokie. Więc jeśli nam coś się podoba to warto starać się kupić to taniej i nie dać się naciągnąć. 

Zwykle tak jest, że kiedy podejdziesz do kramu wystarczy, że tylko popatrzysz na coś, dotkniesz czegoś a już zapraszają cię abyś zdecydowała się na zakup. Proponują dodatkowo inne rzeczy, których nie planowałaś kupić i nagle kupujesz. Chcą też ci dogodzić polecając rzeczy, które byłyby dobre dla Ciebie. Cały czas uśmiechają się i są mili. Jedni bardziej nachalni, jedni mniej. Nie lubimy nachalnych. Wolimy tych bardziej uprzejmych, choć oni też mają swoje sztuczki, lepsze niż nachalność aby cię skusić.

poniedziałek, 18 września 2017

Miałam wypadek samochodowy w Casablance

Moi rodzice wstrzymali oddech, gdy tylko usłyszeli ode mnie tę wiadomość. Byłam wtedy w Maroku, na wyjeździe, o którym decyzja padła w ostatniej chwili i nie miałam wtedy ubezpieczenia. Aby opisać Wam to doświadczenie, które miało miejsce w 2011 r. noszę się już od 2 lat. Aż w końcu się na to zebrałam. Ruch drogowy w krajach arabskich i wielu innych afrykańskich czy azjatyckich zasługuje na to by trafić do jednego wora - to istny Sajgon, o którym już dawno pisałam. Łamanie przepisów drogowych, wyjeżdżanie poza linie pasa, wymuszanie pierwszeństwa no i klakson numer jeden sposobem na przetrwanie. Będę generalizować i to jeszcze jak. Skąd u Marokańczyków czy innych Arabów taka niechęć do kultury jazdy, do szanowania innych uczestników ruchu i do przepisów, które powstały tylko po to by zapewnić bezpieczeństwo? To wygląda jakby wynikało to z… ich kultury. No bo niby z czego? Sorry, ale w Europie to bardziej się trzymamy przepisów. Choć niestety wypadki i tak zdarzają się na drogach całego świata.

Miałam wypadek samochodowy w Casablance

Obserwując Marokańczyków podczas tej szalonej jazdy po mieście początkowo zauważyłam, że mimo tego czują się w swoim żywiole. Potrafią sobie w takich warunkach doskonale poradzić, gdyż są ich codziennością. Sama marokańska teściowa każdego dnia ze spokojem wyjeżdża na dzikie ulice miasta.  Zamiast duszy na ramieniu ma dłoń na klaksonie i to jej wystarczy. Za to w Hiszpanii drży ze strachu przed tym, że wszystko jest tam tak poukładane, i że stoli tyle znaków, przez co się w nich gubi. Nigdy nie odważy się pojechać po hiszpańskiej autostradzie. Zawsze trzeba ją wozić.

Miałam wrażenie, że wypadki rzadko co im się zdarzają. Bo wystarczy, że przed jazdą się pomodlą, nakreślą palcem wersety z Koranu na ścianie w domu czy na masce samochodu a Bóg / Allah będzie ich bezpiecznie prowadził, mimo ich drogowej samowolki. Jadąc z nimi nic ci się nie stanie. Powiem, że teraz nie byłabym tego taka pewna.